Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

Kto może zapalić cygaro w muzeum?

- Sztukę rozumiem jako wolną działalność. A jednak w instytucjach sztuki nie panuje egalitaryzm. Nie każdy może w nich zrobić to samo, czy - nie każdy artysta może sobie pozwolić na to samo - mówi Michał Martychowiec*, którego wystawę Marcel Duchamp smoking cigar in the museum można oglądać przez całe lato przez witrynę Rodríguez Gallery.

. - grafika artykułu
Michał Martychowiec, "Marcel Duchamp smoking cigar in the museum", fot. materiały prasowe

Dlaczego na letnią wystawę w witrynie Rodríguez Gallery wybrał Pan formę neonu z napisem Marcel Duchamp smoking cigar in the museum?

Nie jest to w zasadzie wystawa w witrynie, a ekspozycja przeznaczona do oglądania z zewnątrz. Muzeum można rozumieć metaforycznie jako zamkniętą przestrzeń, do której tylko niektórzy artyści mają dostęp.

Ta praca nie składa się tylko z neonu, ale jest instalacją z dymem. Neony w mojej twórczości funkcjonują jako indywidualne prace, ale traktuję je również jako przedmioty tytułujące instalacje. W Marcel Duchamp smoking cigar in the museum przywołuję wydarzenie historyczne, które opisuje tekst neonu. Mianowicie chodzi o rozmowę Marcela Duchampa z Martinem Friendmanem, która odbyła się w Walker Art Center w 1965 roku. Miała miejsce w muzeum, między dziełami sztuki, a Duchamp w jej trakcie siedział i palił cygaro. W przestrzeni poświęconej sztuce dym pojawia się jako element, który w różnych kontekstach nabrał charakteru tabu.

Na czym polega tabu związane z paleniem?

W różnych miejscach nie można dziś palić. Co prowokuje do zadania sobie pytania, czy w "65 było ono tak niedozwolone jak jest teraz. Jeśli sięgniemy po archiwalne fotografie z posiedzeń parlamentarnych, to na wielu z nich zobaczymy posłów czy senatorów uwiecznionych z cygarami. Gdy zacząłem badać tę sprawę ustaliłem, że już w 1914 roku w Stanach Zjednoczonych został wprowadzony zakaz palenia w Kongresie. Podobny zakaz w Anglii wszedł w życie dopiero w roku "64. Z kolei w kościele katolickim zakaz palenia wprowadzono jeszcze w 1624 roku. Palenie w kościołach groziło wręcz ekskomuniką. A jeśli się nad tym szerzej zastanowić, to kościoły były poniekąd pierwszymi "przestrzeniami publicznymi", w których można było oglądać dzieła sztuki.

Dlaczego wybrał Pan na temat ekspozycji właśnie to jedno zdarzenie z 1965 roku?

Interesuje mnie sylwetka Marcela Duchampa. Ten twórca bardzo świadomie posługiwał się symbolami i atrybutami. Na początku kariery, gdy jeszcze nie był znanym artystą, bardzo często portretował się z fajką. Jest ona dość charakterystycznym atrybutem samotnego intelektualisty. Gdy zdobył później pozycję w świecie sztuki, to na portretach pojawiał się zawsze z cygarem. Jak dobrze wiemy, cygaro jest atrybutem władzy i zamożności.

Zastanawiając się nad sytuacją w której Duchamp pali cygaro w muzeum można zadać sobie pytanie o to, jaka w ogóle jest natura instytucji. Moja instalacja Marcel Duchamp smoking cigar in the museum dotyczy właśnie krytyki instytucji. Sztukę rozumiem jako wolną działalność. A jednak w instytucjach sztuki nie panuje egalitaryzm. Nie każdy może w nich zrobić to samo, czy - nie każdy artysta może sobie pozwolić na to samo.

Czyli hasło na neonie można równię dobrze przekształcić na opis: "Człowiek uprzywilejowany pali w miejscu, w którym inni tego robić nie mogą"?

Tak, ale nie jest to coś takiego, jak choćby przywilej arystokratyczny. Ta osoba osiągnęła uprzywilejowany status przez własną pracę, wysiłek, bądź szczęście - co jest w zasadzie obojętne. Właśnie przez swoją wyjątkową pozycję mogła sobie pozwolić na coś takiego. Ten gest wykonany przez Duchampa był zresztą moim zdaniem wykonany w sposób bardzo świadomy tego, jakie wiążą się z nim konteksty.

Gdy oglądałem instalację w dzień nie dojrzałem na niej dymu.

Kiedy jest słonecznie, to go niestety nie widać, bo witryna galerii usytuowana jest z południowej strony i wszystko się w niej odbija. Dym jest widoczny w pochmurny dzień albo w nocy. Niestety w przypadkach instalacji in-situ zawsze trzeba poniekąd dostosować pracę. Postanowiliśmy z galerią, że instalacja czynna będzie zatem od godziny 17.30 do północy.

Czy uważa się Pan za artystę politycznego? Zadaję to pytanie mając w pamięci Pana poprzednią wystawę w Rodríguez Gallery, Tears of Iblis. All that is solid melts into air.

Polityczność w sztuce to skomplikowany temat. Uważam, że w jakimś sensie sztuka już ze swojej natury jest polityczna. Nie oznacza to jednak, że każdy artysta jest aktywistą. Mówię o tym, bo mam wrażenie, że o sztuce mówi się jako politycznej, gdy jej polityczny charakter manifestuje się w bardzo ostentacyjny sposób. Jeśli jednak spojrzymy wstecz, choćby na sztukę XIX-wieczną, w tym na malarstwo alegoryczne i historyzujące, to uwzględniając jej społeczno-polityczny kontekst, w którym powstawała uświadomimy sobie, że taka sztuka była bardzo polityczna - mimo, że nie było w niej bezpośrednio mowy o problemach społecznych. Myślę więc, że wiele z moich prac jest w pewnym sensie politycznych.

Czyli byłby Pan raczej jedną z tych osób, co nie zajmują się co prawda aktywizmem, lecz w swojej sztuce podejmują refleksje o charakterze politycznym?

Można tak powiedzieć.

Czy mógłby Pan zatem przybliżyć polityczne aspekty swojej wystawy Tears of Iblis. All that is solid melts into air?

Polityczny aspekt można o wiele łatwiej zauważyć w tej wystawie niż w innych moich pracach. Na przełomie roku 2016 i 2017 zacząłem pracować nad projektem Sous les pavés, la plage!, co po polsku znaczy Pod brukiem leży plaża! To hasło odnosi się do protestów studenckich we Francji z "68. Rok 1968 jest też bardzo symboliczną datą. Jeśli spojrzymy na coś, co można by nazwać neoliberalnym reżimem na scenie zachodnio-globalnej, to będziemy patrzeć właśnie na świat przed i po "68 - bez względu na to, że te protesty studenckie nie zakończyły się tak naprawdę żadnym wymiernym sukcesem.

Co ma Pan na myśli?

W narracji po "68 roku nastąpiło dążenie do izolacji. Kulturalna indywidualność amerykańska ma do siebie to, że ludzie mogący działać kolektywnie są postrzegani jako niebezpieczni. Bo łatwiej jest się przeciwstawić czemuś w grupie, niż zrobić to samemu, prawda?

A jak odniósł się Pan do tych zjawisk w swoich pracach?

Wraz z neoliberalnym reżimem przyszedł pewien lifestyle. W jednej z poprzednich instalacji stworzyłem plażę, na której piasek zastąpiłem kryształkami à la Swarovski. Piasek w sloganie protestów studenckich miał symbolizować wolność. Bo jeśli bruk oznacza cywilizację i miasto, to piasek wskazuje właśnie na naturę i wolność. Moja plaża była kryształowa, bo została zbudowana poniekąd "industrialnie". Z jednej strony można więc powiedzieć, że jest piękna, a z drugiej mimo wszystko uznać, że budujący ją kryształ jest przecież szkłem i tak naprawdę nie posiada konkretnej wartości. Za kryształem stoi życie, którego celem nie jest bycie wolnym i rozwój, tylko bardzo szeroko pojęta konsumpcja. Bo to konsumowanie tyczy się też sztuki.

Na wystawie Tears of Iblis. All that is solid melts into air wykorzystuję historyczne fotografie, w których jednostka jest zestawiona z reprezentacją władzy. Jedna z nich przedstawia Nieznanego Buntownika z protestów na placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie. To człowiek, o którym nic nie wiemy, który stoi samotnie przed kolumną czołgów. Druga fotografia przedstawia protesty w Waszyngtonie, od której wziął się termin flower power. Te zdjęcia umieściłem w aluminiowych gablotach reklamowych. Mogą one funkcjonować w dwóch aranżacjach. W jednej z nich gabloty są zamknięte, a umieszczone w nich kryształki zakrywają część fotografii - w tym człowieka przeciwstawiającego się władzy. W drugiej - gdy gabloty zostają otwarte, a kryształy wypadną - pojawia się jednak ta możliwość sprzeciwu.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Michał Martychowiec - ur. w 1987 r., mieszka i pracuje w Berlinie. Tworzy konceptualne cykle fotografii, rysunków, neony, filmy, obiekty, instalacje i environment.

  • instalacja Michała Martychowca Marcel Duchamp smoking cigar in the museum
  • witryna Rodríguez Gallery
  • wstęp wolny
  • czynna do 31.08

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021