Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

Artysta przyjmuje postawę...

- ...outsidera, chociaż sztuka traktowana była kiedyś jako coś bardzo poważnego. Władza bała się artystów, a jednocześnie jej imponowali, tym bardziej, im mniej ich rozumiała - wspomina PRL prof. Jarosław Kozłowski*, który w listopadzie ubiegłego roku otworzył w Poznaniu Archiwum Idei.

Jarosław Kozłowski, fot. Dawid Majewski
Jarosław Kozłowski, fot. Dawid Majewski

Dlaczego zdecydował się Pan otworzyć galerię?

To nie jest galeria, tylko archiwum. Pokazywane w nim są (i będą w przyszłości) wyłącznie prace z kolekcji NETu/Sieci oraz powiązanej z NETem galerii Akumulatory 2. Idea NETu zainicjowana została w 1971 roku,  galeria Akumulatory 2 powstała rok później. Zakończyła działalność w 1990 roku, co było swoistym paradoksem, ponieważ była to galeria alternatywna, niezależna, funkcjonująca przez 19 lat w nieoficjalnym obiegu i nagle okazało się, że jest już niepotrzebna, że za wszystko trzeba płacić, za przestrzeń, za prąd, a na to nie było środków. NET funkcjonuje do dzisiaj - oczywiście nie tak intensywnie, jak w latach 70. i 80.  Tak więc jest to Archiwum, w którym dzielę się w formie wystaw problemowych pracami i koncepcjami artystycznymi zebranymi przez te lata. Nie ma w tym też żadnych aspektów komercyjnych. To pretekst do rozmowy o sztuce i jej problemach.

Dlaczego akurat teraz zdecydował się Pan utworzyć Archiwum Idei?

Udostępnienie tego archiwum zbiegło się z zakończeniem mojej pracy na Uniwersytecie Artystycznym, gdzie - po raz drugi w ciągu ostatnich trzech lat - zostałem bezceremonialnie zwolniony przez obecne władze z prowadzenia zajęć ze studentami. Postanowiłem zmienić formę działania i nie tyle uczyć studentów, ile dzielić się różnymi nieco zapomnianymi, choć ciągle aktualnymi zagadnieniami i ideami artystycznymi. Ale już nieformalnie i nie tylko ze studentami.

Czuł Pan niedosyt?

Tak, ponieważ pracę pedagogiczną traktowałem równie poważnie jak własną twórczość.

Proszę opowiedzieć o powstaniu NETu.

NET był ideą, która powstała z dyskusji z Andrzejem Kostołowskim - krytykiem i teoretykiem sztuki - w sytuacji, gdy scena artystyczna w Polsce była kontrolowana przez władze polityczne i w gruncie rzeczy bardzo jałowa. Nie było kontaktu ze sztuką światową, a jeżeli coś takiego następowało, to były to bardzo wybiórczo organizowane wystawy, wynikające z programu ideologicznego, a nie powodów artystycznych. Naszym celem było przełamanie tego marazmu i na płaszczyźnie czysto prywatnej pokonanie barier ideologicznych i geograficznych. Sformułowaliśmy manifest NETu/Sieci, który akcentował niezależność od instytucjonalnego obiegu sztuki oraz wymianę idei, prac, koncepcji, katalogów między artystami z całego świata. Każdy z adresatów otrzymał listę 350 osób, do których manifest został wysłany. Reakcja była niezwykła: lista zaczęła się rozszerzać o nowe adresy proponowane przez odbiorców, w bardzo krótkim czasie zaczęły spływać listy, koncepcje, katalogi, książki i prace. Oczywiście ze swojej strony też wysyłałem materiały do tych artystów.

Co się stało potem?

Dwa miesiące później postanowiłem zrobić pokaz w swoim mieszkaniu przy ul. Matejki 68. Chciałem podzielić się tym, co przyszło - a dotarło wtedy już około 60 różnych rzeczy od artystów z całego świata. Zaprosiłem dziesięciu znajomych i przyjaciół. Niestety okazało się, że jedna z tych osób prawdopodobnie współpracowała ze Służbą Bezpieczeństwa, bo po 45 minutach naszego spotkania przyszły trzy osoby z SB i zamknęły imprezę pod pretekstem, który z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się absurdalny. Każde spotkanie w mieszkaniu prywatnym powyżej członków rodziny i trzech dodatkowych osób musiało być zgłoszone w Wydziale Spraw Wewnętrznych - chyba że były to urodziny, imieniny, Boże Narodzenie, Wielkanoc, stypa bądź wesele. W kodeksie karnym istniał taki zapis, który był stosowany w dogodnych dla władzy sytuacjach. Zrobili rewizję i zabrali wszystkie pokazane prace.

Dlaczego zamknęli ten pokaz?

Były podejrzenia, że jest to próba tworzenia grupy anarchistycznej i - oczywiście - antypaństwowej, która zmierzać będzie do destrukcji systemu. Nonsens! Różne perturbacje trwały przez rok. Musiałem chodzić co jakiś czas do Urzędu Spraw Wewnętrznych, aby składać wyjaśnienia. Potem to ustało. Doszli do wniosku, że NET/Sieć nie był politycznym zagrożeniem dla systemu. Chociaż nie wszystkie prace mi zwrócono. W niektórych doszukano się  np. map NRD z zaznaczeniem obiektów wojskowych, co było bzdurą. W PWSSP, gdzie pracowałem, zakazano mi nauczania i "zesłano" do uczelnianej biblioteki, gdzie spędziłem ponad 5 lat jako bibliotekarz, co było bardzo poznawczym zajęciem.

Jak podszedł Pan do tej sytuacji?

Po tym zdarzeniu postanowiłem, że jednak nie dam się, aby mi zamknięto usta. Przy Arsenale - wówczas Biurze Wystaw Artystycznych - usytuowany był Klub Związków Twórczych. I tam zrobiłem 3-godzinną wystawę kolejnych prac, które w międzyczasie nadeszły. Był oczywiście ktoś z SB, by kontrolować tę sytuację, ale nie było żadnych incydentów. Kolejny pokaz miał miejsce dopiero w 2011 roku w Fundacji Profile w Warszawie na zaproszenie Bożeny Czubak. W dwóch odsłonach pokazałem wówczas wybrane prace obrazujące różnorodność NETu/Sieci.

Co było w Sieci ważne?

Przede wszystkim znakomite relacje między artystami, którzy reprezentowali bardzo odmienne niekiedy poglądy na sztukę, także różne poglądy polityczne. Ale świetnie się dogadywaliśmy i prowadziliśmy dobry rodzaj dialogu. Byli to artyści z Europy, ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Ameryki Południowej, Australii, także Azji i Afryki. Brakowało jedynie reakcji artystów rosyjskich oraz rumuńskich i bułgarskich, przypuszczam, że manifest został po prostu skasowany przez instytucje, które kontrolowały pocztę. W Polsce nazywała się Biurem Wymiany Poczty i zapewne analogiczne jednostki kontrolne przechwytywały tam moje przesyłki i nie dopuszczały do adresatów. Ale większość prac dochodziła. Z Węgrami, Czechosłowacją czy Jugosławią nie było żadnego problemu. Ci artyści często potem przyjeżdżali do Poznania - zapraszałem ich do galerii Akumulatory 2.

Proszę opowiedzieć o tej galerii.

Galeria Akumulatory 2 powstała z tamtego naruszenia prywatności. Chodziło o stworzenie miejsca, które byłoby dostępne dla zainteresowanych, ale nie będzie narażone na takie interwencje, jakie zdarzyły się w moim mieszkaniu. Funkcję "parasola ochronnego" spełniało na początku Zrzeszenie Studentów Polskich, które formalnie opiekowało się galerią, później - w latach 80. -  uczelnia. Od czasu do czasu przychodzili smutni panowie z SB, ale poza jedną interwencją w okresie Stanu Wojennego raczej nie przeszkadzali. Moją ambicją i tych, którzy w Akumulatorach 2 wystawiali były prezentacje aktualnej sztuki polskiej i światowej.

Czy ma Pan poczucie, że władze nie do końca rozumiały, na czym polega prezentowana przez Pana sztuka?

Jak już wspomniałem, tamta władza bała się sztuki i była wobec niej podejrzliwa, podobnie jak wobec literatury czy innych wypowiedzi artystycznych. Powołała specjalny organ, który cenzurował to, co w obszarze kultury miało być upublicznione - wystawy, książki, druki, przedstawienia teatralne, filmy. Gdy prowadziłem Akumulatory 2 wszystko, co wymagało druku, a więc zaproszenia i plakaty związane z wystawami, musiało uzyskać zgodę cenzury. Trzeba było pójść do Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk i otrzymać stempel, aby drukarnia przyjęła zaproszenie czy plakat do druku. Aby taki stempel otrzymać, trzeba było często długo tłumaczyć i prowadzić z cenzorami swoiste gry.

Co Pan musiał tłumaczyć?

Ci ludzie szukali haka i przyczepiali się do wszystkiego. Na przykład na jednym z zaproszeń była sentencja mówiąca o tym, że w pewnych okolicznościach "artysta przyjmuje postawę klerka", a więc niezaangażowanego ideologicznie intelektualisty bądź artysty. Powiedziano mi: "Proszę pana, my nie będziemy żadnych kościelnych tekstów zamieszczać i drukować". Tłumaczyłem, że klerk to nie związany z duchowieństwem kleryk. Nie uwierzono mi. Naczelnik poznańskiego oddziału cenzury skreślił "klerka" i nie pozwolił na wydrukowanie tego słowa. Zapytałem, czy mogę w takim razie użyć wielokropka, na co się zgodzono, co w gruncie rzeczy było bardziej dwuznaczne i pobudzające wyobraźnię. Ich poziom intelektualny był czasem żenujący, ale dzięki temu można było wygrywać i po kilku wizytach człowiek się uczył strategii.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Jarosław Kozłowski - jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich artystów, związany z nurtem konceptualnym.

  • Wystawa Archiwum Idei Słuchając okiem_Hearing by Eye jest czynna do 20 lutego. 

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020