Kultura Poznań.pl

Varia

opublikowano:

Bierzemy byka za rogi

- Osobiście uważam to za duży sukces po tych kilku latach pracy, że mamy stałe grono osób, które chcą to miejsce współtworzyć, brać odpowiedzialność za wspólną przestrzeń - mówi Daniel Stachuła*, animator kultury, jeden z koordynatorów przestrzeni Fyrtel Główna.

. - grafika artykułu
Daniel Stachuła, fot. Dawid Majewski/Archiwum Smak

Dlaczego Główna? Skąd wybór akurat tej dzielnicy?

Odpowiedź będzie dość banalna, ponieważ podstawową rzeczą, jaka o tym zadecydowała, był fakt, że sam przeprowadziłem się tutaj trzy lata temu z centrum Poznania. Główna to dzielnica peryferyjna, usytuowana na uboczu, choć z drugiej strony dość blisko centrum. Kawałek dalej są już Koziegłowy, a z okna poddasza naszej siedziby można dostrzec komin elektrociepłowni Karolin. W pierwszym okresie traktowałem ten fyrtel jako miejsce sypialniane, ale po jakimś czasie człowiek zaczyna bliżej poznawać nowe miejsce - wychodzi na spacer, poznaje sąsiadów, chce coś załatwić w swoim najbliższym otoczeniu. I właśnie wtedy moją uwagę jako animatora kultury przykuło to, że brakowało tu jakiejkolwiek działalności kulturalnej. Nie mogłem tu posłuchać żadnego koncertu, zobaczyć żadnej wystawy. Wydało mi się to dziwne, tym bardziej że uważam, że ta dzielnica ma ogromny potencjał. Tymczasem najbliższym zapleczem kulturalnym dla mieszkańców Głównej była Śródka jako miejsce, gdzie dzięki fundacjom i stowarzyszeniom, ale także działalności Bramy Poznania, w ostatnich latach zaczęło się dziać bardzo dużo.

Z czego Twoim zdaniem wynikał ten brak?

Częściowo pewnie ze stereotypu, przez pryzmat którego postrzegana jest ta dzielnica wśród innych poznaniaków. Główna dźwiga brzemię opinii bycia dzielnicą niebezpieczną, miejscem nagromadzenia pewnych dysfunkcji czy patologii społecznych. Moim zdaniem jest to bardzo krzywdzące, bo mieszkając tutaj już trzy lata, ani razu nie poczułem się w jakikolwiek sposób zagrożony. Fakt, że nasz fyrtel leży już po drugiej stronie rzeki, również powoduje, że dla niektórych mieszkańców śródmieścia "to już nie jest Poznań", a jedynie obrzeża miasta. Oczywiście na brak oferty kulturalnej wpływa bardzo wiele procesów społecznych. Kiedy na Głównej pojawili się deweloperzy - do których działań odnoszę się z dużą rezerwą, choć sam jestem mieszkańcem takiego nowego budownictwa - pojawili się tu nowi, napływowi ludzie, niezwiązani wcześniej z tą przestrzenią i dzięki temu nieprzekazujący sobie stereotypów związanych z tym miejscem z pokolenia na pokolenie. Z jednej strony te zmiany pobudziły dzielnicę do życia, z drugiej widać już zachodzące na Głównej procesy gentryfikacyjne.

Od czego się zaczęło?

Na początku wspólnie z Eweliną Chatłas, działając w Stowarzyszeniu Młodych Animatorów Kultury, koordynowaliśmy projekt Śpiewy historyczne, który postanowiliśmy zrealizować właśnie na Głównej. To wtedy poznaliśmy mieszkańców, którzy żyją tu od kilkudziesięciu lat. Poszliśmy do Klubu Seniora, w którym młodzież ze Szkoły Podstawowej nr 45 przeprowadzała wywiady, zaczynając powoli odkrywać historyczno-społeczne i kulturowe konteksty tej dzielnicy. Doszliśmy do wniosku, że szkoda byłoby zmarnować tę szansę i poprzestać tylko na tym jednym projekcie. To wtedy stwierdziliśmy, że bierzemy byka za rogi i próbujemy robić kulturę na Głównej.

W tej chwili dzieje się tu tak wiele, że nie sposób wymienić wszystkich Waszych aktywności. Macie już siedzibę na przytulnym poddaszu przy Głównej, stronę internetową Fyrtel Główna i prężnie działający profil na Facebooku. Realizujecie program Centrum Inicjatyw Lokalnych, wspólnie z miejskimi instytucjami i lokalną społecznością budujecie archiwum dzielnicy złożone ze starych dokumentów, rodzinnych fotografii i wspomnień mieszkańców. Z tymi ostatnimi stworzyliście Bibliotekę Sąsiedzką, w której dyżury pełnią oni sami... Wszystko to wygląda wspaniale, ale interesuje mnie, jak tworzenie tego wszystkiego wyglądało od kuchni? Jak sprawić, będąc nową osobą w danym miejscu, żeby ludzie chcieli się zaangażować, zbudować nowe więzi?

Bardzo ważna jest współodpowiedzialność za miejsce i wspólną przestrzeń. To, by sami mieszkańcy mieli realny wpływ na to, jak te działania animacyjne i kulturalne wyglądają. Przykładowo - mamy tu od niedawna na poddaszu makietę, na której mieszkańcy sami mogą zaznaczać, czego brakuje, co jeszcze chcieliby zrobić. Nasza siedziba ma charakter otwarty, młodzież korzysta z niej na przykład jako z sali prób, jest perkusja, pianino, są pulpity, mikrofony.

Jeszcze przed pandemią organizowaliśmy tak zwane podwieczorki kreatywne - dwa razy w roku spotykaliśmy się przy długich stołach z przekąskami, by wspólnie omówić nasze dzielnicowe sprawy, potrzeby i pomysły na przyszłość. W ten sposób powoli wykształcało się między nami wzajemne zaufanie, zalążki współpracy. Tak jak w przypadku Biblioteki Sąsiedzkiej - od inicjatywy, by w dzielnicy stanął regał bookcrossingowy, poprzez pomysł namówienia Biblioteki Raczyńskich do otwarcia tu swojej filii, aż po wzięcie sprawy w swoje ręce i stworzenie własnej, niezależnej biblioteki. Paradoksalnie pomogła nam w tym pandemia, bo podczas pierwszego lockdownu ludzie mieli więcej wolnego czasu, zaczęli robić porządki w domowych biblioteczkach, a w efekcie oddawać nam część swoich księgozbiorów. Nie bez znaczenia są też działania diagnostyczne, które pokazują nam, w jakim kierunku warto zmierzać. Badania prowadzimy cyklicznie i są one bardzo ważnym elementem naszych działań. Często w kręgach kultury da się słyszeć, że diagnoza to kolejny zbędny dokument, tymczasem to właśnie ona wyznacza cele, wskazuje kierunki. Mamy też udaną współpracę i wsparcie ze strony Rady Osiedla, co też jest kluczowe w przypadku działań ze społecznością lokalną.

Czy grupa zaangażowanych osób jest stała, czy raczej płynna, w zależności od sytuacji?

Przy naszej Bibliotece Sąsiedzkiej współpracuje stały zespół opiekunów i opiekunek. Przy działaniach z seniorami pracujemy ze stałą grupą, bo to współpraca z innym NGO-sem, prowadzącym tutejszy Klub Seniora, ale staramy się również nakłonić innych seniorów do uczestnictwa, co wcale nie jest łatwe, zwłaszcza w okresie pandemii. Są też okazjonalne współprace z mieszkańcami, przy konkretnych działaniach, konkretnych cyklach warsztatowych. Mamy kilkunastoosobową grupę takich najbardziej zaangażowanych osób - zawsze zastanawiam się nad tym, czy to dużo, czy mało. Osobiście uważam to za duży sukces po tych kilku latach pracy, że mamy stałe grono osób, które chcą to miejsce współtworzyć, brać odpowiedzialność za wspólną przestrzeń. To bardzo trudne wywołać realną zmianę społeczną poprzez kulturę, a nam zaczyna się to udawać. W końcu, jeśli jeszcze do niedawna nie było tu nikogo, kto chciałby tworzyć coś wspólnego, a potem dołączają do nas dwie osoby, to mamy wzrost o 200 procent! A potem kolejne dwie, i kolejne... i nareszcie zaczyna się coś dziać. Wszyscy musimy bardzo uważać, żeby nie zmarnować tej szansy.

Rozmawiała Anna Solak

*Daniel Stachuła - animator kultury, pedagog teatru, opiekun procesów twórczych, współtwórca Stowarzyszenia Młodych Animatorów Kultury (SMAK), które prowadzi Fyrtel Główna - przestrzeń kultury, sztuki, edukacji i integracji sąsiedzkiej na poznańskiej Głównej. Realizuje projekty kulturalne i społeczno-artystyczne (m.in. cykliczny OFF Opera). Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2018). Jako reżyser/pedagog teatru zrealizował kilka spektakli i działań performatywnych.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021