Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

TWÓRCZA SAMOTNOŚĆ. Film, który się urwał

- Z moją pracą wiąże się wiele niewiadomych, ale jest to też doświadczenie charakterystyczne dla obecnej sytuacji, które zmusza mnie do rewizji mojego filmu i wystawy w Zamku. Uważam, że artysta powinien - nawet, gdy coś jest skończone - reagować i przenosić nastrój czasów, w których żyjemy. Gdybym nie podjęła tematu samotności marcowo-kwietniowej czy strachu przed koronawirusem, to popełniłabym błąd - mówi prof. Izabella Gustowska*.

.
Izabella Gustowska, fot. M. Kaczyński/CK Zamek

Jak pani funkcjonuje w obecnym stanie pandemii?

To dość mocne doświadczenie, choć jestem przyzwyczajona do pracy w domu, w zamknięciu, w pracowni. Przypuszczam, że dla wielu ludzi, którzy w ten sposób nigdy nie żyli, było to jeszcze bardziej traumatyczne przeżycie.

Dużo zawdzięczam swojemu staremu pieskowi, z którym mogłam chodzić na spacer w pierwszym okresie największych obostrzeń. Wystawy i film, a także dość szybko wprowadzone zajęcia online na obu uczelniach, gdzie wykładam, ustawiły mnie w dość "kalendarzowy" sposób. Poniedziałek - praca nad wystawą, której otwarcie jesienią w Zamku, wtorek - studenci, środa - praca nad wystawą, czwartek - studenci, piątek - znów praca nad wystawą, w sobotę trochę myślę, kombinuję, czytam...

Z mojej perspektywy niewiele się to różni od dotychczasowego życia - poza tym, że odczuliśmy utratę wolności, prawda? Bo nawet, jak ktoś siedział w mieszkaniu to miał poczucie, że może wsiąść w samochód i gdzieś pojechać, pójść do kina czy odwiedzić znajomych.

Jak udaje się pani zdalnie prowadzić zajęcia na dwóch uczelniach?

Oczywiście, jako człowiek generacyjnie starszy, jestem przyzwyczajona do dynamiki rozmów twarzą w twarz i tego, że można je animować, włączając kolejne osoby. Aby ożywić zajęcia, w ramach pracowni z filmu eksperymentalnego na UAP-ie dwukrotnie zapraszałam na zajęcia online osoby z zewnątrz. Były to Martyna Miller i Magdalena Żołędź. Obie mają olbrzymie doświadczenie związane ze sztuką w sieci. W tym obszarze poruszają się nawet częściej, niż pracując "zewnętrznie".

Spotkanie z Magdaleną Żołędź zaowocowało wspólnym projektem. Każdy z nas przesłał jej 40-sekundowe impresje. Student Mieszko Dobek zmontował z nich film, a studentka Agata Kneć skomponowała muzykę.

Nad czym obecnie państwo pracują?

Zaczęliśmy projekt Kilimandżaro-Sokołowsko. Ta podróż do Kilimandżaro była oczywiście mityczna, potem w styczniu wyjechaliśmy do Sokołowska... Gdy dochodziły niepokojące wieści o pandemii, a chwilę później wszyscy byli już w domach, to zmodyfikowałam temat i zaproponowałam, by to była podróż wokół domu. Przypomniałam sobie, jak robił to Xavier de Maistre w osiemnastym wieku, gdy chodził w piżamie od kominka do okna, od okna do łóżka, notując. Czemu nie przełożyć tego na współczesność?

Powstały bardzo ciekawe realizacje. Praca Leny Lubińskiej, w której jako nieludzki twór leży w łóżku w różowej masce, patrzy na sufit i martwą naturę z suchych kwiatów, próbując się komunikować, a jej głos zanika, była wstrząsająca. Pojawiły się też humorystyczne sytuacje, polegające na nagraniu-podglądaniu toczącego się życia przez okno w kamienicy w realizacjach Wiktora Krajcera i Martyny Tokarskiej.

Na jakich zasadach pracuje pani obecnie na UAP?

Regularną pracę straciłam w 2018 roku. Wstawili się za mną koledzy i studenci, były protesty. Jestem teraz zatrudniona na kiepskich warunkach - na umowie-zleceniu. Jeśli przeliczyć to na pieniądze - są śmieszne. Ale nie o nie chodzi. Chciałam przede wszystkim doprowadzić do dyplomów studentów, którzy w 2018 roku zaczynali ze mną studia. Teraz dobijają do licencjatów i będę miała cztery fajne dyplomy. W zeszłym roku miałam też cztery dyplomy - trzy dostały wyróżnienia, a jeden ocenę bardzo dobrą. W 2018 roku zrobiłam też ze studentami w Pawilonie sytuację performatywną pt. Hybryda. Być może z tego powodu w tym roku przyszło do mnie dosyć dużo ludzi. Gdyby pan rektor przychylnie spojrzał, to by zobaczył, że to wszystko wypracowałam więcej niż w 100%. Ale nie miał czasu się ze mną spotkać przez te dwa lata.

A zajęcia online na drugiej uczelni?

Jeśli chodzi o Collegium da Vinci - to było ciekawe, ale trudne doświadczenie, bo uczę tam rysunku. Jest on jednak związany z technologią tradycyjną - co nie znaczy, że ja uczę tradycyjnie, bo szukam formuły otwartej, ale jej podstawa jest manualna.

Na pierwszych zajęciach online studenci powiedzieli mi, że musieli się dość szybko wyprowadzić z akademika i wrócić do swoich miast i miasteczek. Zostali całkowicie odcięci od papieru, kredek, pędzli, farb itd. Musiałam więc zmienić program i zaproponować rysunek na czas pandemii, który rozwijaliśmy za pomocą dostępnych środków. Lepiej ich też poznałam - mogłam zobaczyć, jak wyglądają ich domy, co robią. Pytałam, jak się czują. W pewnym sensie zbliżyliśmy się w tej konfrontacji. Zaproponowali przejście na rysowanie na tablecie. Doszłam do wniosku, że dla nich jako przyszłych grafików może to być dobre doświadczenie. Są to zresztą dzieci wypowiedzi cyfrowej, bo żyjąc z laptopami i tabletami jest to dla nich też sposób naturalny. Na ostatnie zajęcia zaproponowałam, żeby wszyscy rysowali i malowali przez te trzy godziny swój autoportret-hybrydę - tak, jak to miało miejsce w pracowni.

A obecne wisi nade mną wystawa w Zamku i film Bezwzględne Cechy Podobieństwa, który się urwał.

Urwał?

Wszystko szło dobrze. W połowie marca miały się odbyć sobotnie zdjęcia w Poznaniu. Jednak w piątkowy wieczór otrzymaliśmy wiadomość, że wszystko jest odwołane i stoi. To było dosyć dojmujące doświadczenie - plan filmowy był przecież już dobrze przygotowany. Nie wiem też, czy teraz pamięć nie zredukuje tego wszystkiego. Wiele się może również zmienić do czasu, gdy powrócimy do pracy.

Jak pani widzi przyszłość Bezwzględnych Cech Podobieństwa? Na pewno dużym problemem musi być próba zachowania oryginalnej koncepcji związanej z rytmem pór roku.

W filmie miały zostać zarejestrowane cztery pory roku. Niestety, wypadły już nam marcowe plany zdjęciowe. Na razie nie snuję też planów perspektywicznych, bo nie wiemy przecież, co nas czeka jesienią, jak się będzie rozwijać pandemia. Najbliższe plany filmowe uruchomimy w lipcu. Tak, jak to zakładaliśmy - powrócimy do zdjęć z pracowni architektonicznej, które zaczęliśmy kręcić w zeszłym roku. Nie mamy niestety za dużo środków i na nic więcej już nam nie wystarczy.

Za dwa tygodnie mam odbyć rozmowę w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej dotyczącą programu filmu nowatorskiego. Zobaczymy, jak ludzie odpowiadający za przyznawanie środków odniosą się do mojego projektu. Z pierwszych materiałów udało się nam przygotować 11 minut - rodzaj rozbudowanego trailera, który daje już poczucie obrazu, koloru. Można się z niego też zorientować, jak wygląda gra aktorów.

Pierwotnie zakładała pani, że film będzie gotowy na połowę października, na otwarcie pani wystawy w Zamku.

Na pewno nie zostanie ukończony. Na wystawę pewnie zmontujemy nowe materiały w formie rozbudowanego trailera. Aby go ukończyć, musielibyśmy jeszcze zrealizować zdjęcia w grudniu i zapewne dogrywki przyszłej wiosny.

Jakiś czas temu stworzyła pani również krótki metraż zatytułowany Trucizna.

Zrobiłam ten 20-minutowy film w 2018 roku. Uważam, że to moje profetyczne przeczucie. W filmie świat jest skonfrontowany z niewiadomą siłą, która go niszczy. To zalewająca wszystko woda. Pierwotnie nie zakładałam pokazywania go na wystawie. Jednak ten film jest tak mocny i tak dobrze przenosi atmosferę zagrożenia, że zmieniłam zdanie. Jak pan wie, jesienią ubiegłego roku Wenecja przeżyła powódź. W Truciźnie pojawiają się obrazy z tego miasta, które sztucznie, z wykorzystaniem animacji, zalałam wodą.

Nie znamy zarówno sił naturalnych, jakie mogą się odezwać w każdej chwili, jak i tych niewidzialnych sił - takich, jak wirus. Natura, biologia będzie nam dawała podobne sytuacje, dopóki nie zaczniemy myśleć o niej inaczej, tolerować jej obecność, żyć w równowadze.

Jak obserwuję sytuację w Polsce, w której zachorowania utrzymują się na pewnym poziomie - i pomyślę o weselach, mityngach 150-osobowych, to w wyobraźni widzę szpitale pełne tych ludzi. Obym się jednak myliła.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Izabella Gustowska - ur. w 1948 roku w Poznaniu. Znakomita polska artystka intermedialna. Prowadzi Pracownię Filmu Eksperymentalnego I na UAP w Poznaniu, wykłada także w Collegium Da Vinci. Realizuje prace w obszarze różnych mediów. Pracuje z obiektami malarskimi, grafiką, fotografią, instalacjami wideo, wideo performance, filmami. Obecnie realizuje film pełnometrażowy Bezwzględne Cechy Podobieństwa, którego premiera odbędzie się w 2021 r.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020