Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Od razu jest nam milej

- Wydaje mi się, że wynajdywanie w Szwajcarii krytycznych spraw jest potrzebne, aby odczarować ten kraj. Ja odnalazłam go nie tylko dla siebie, ale także i dla innych. Nie jestem w tym odosobniona - wiele  osób podziela moje zdanie i też zauważa rysy na jego pięknym, nieskazitelnym wizerunku - mówi Agnieszka Kamińska*, autorka książki Szwajcaria. Podróż przez raj wymyślony, która została wydana w lutym przez Wydawnictwo Poznańskie.

. - grafika artykułu
Agnieszka Kamińska, "Szwajcaria. Podróż przez raj wymyślony" - fragment okładki, fot. materiały prasowe

Jak trafiła pani do Szwajcarii?

Trochę z przypadku. Nie przyjechałam tu, jak wiele osób z Polski, do pracy. W Niemczech poznałam Szwajcara. Przez dwa lata żyliśmy w związku na odległość. Później ktoś musiał podjąć decyzję, aby przenieść się do tej drugiej osoby. Postanowiłam, że spróbuję i zobaczę, jak wypadnie.

Mieszkała pani w Niemczech?

Nie - w Polsce. W Warszawie pracowałam w redakcji "Rzeczpospolitej". Do Niemiec przyjechałam na urlop.

Już tytuł pani książki sugeruje konfrontację ze stereotypowymi wyobrażeniami na temat Szwajcarii. Czy pani też takie miała przygotowując się do przeprowadzki?

Zawsze dużo podróżowałam, ale nigdy nie myślałam o wyjeździe do Szwajcarii. Na mojej mapie Europy i świata była białą plamą. Nie wiedziałam nic o tym miejscu poza tym, co się o nim zwykle słyszy - że jest tam pięknie, są góry, jest drogo... Zaczęłam się interesować tym krajem tak naprawdę dopiero po przeprowadzce.

Jaki był ten początek?

Nie było łatwo. Wcześniej dość intensywnie działałam i byłam przyzwyczajona do dziennikarskiej pracy w newsroomie, najpierw w portalu TVN24, potem w "Rzeczpospolitej" - tego, że cały czas coś się dzieje, a gdy człowiek przychodzi do redakcji nie wie jeszcze, co go spotka.. W Szwajcarii czekało mnie bardzo ostre hamowanie, przede wszystkim zawodowe.

Przyjechałam bez planu i znajomości języka. Z dzisiejszej perspektywy wiem, że było to bardzo nierozsądne. Wcześniej mieszkałam w Holandii i przeniosłam tamte wrażenia na doświadczenie emigracji w ogóle. Okazało się jednak, że Szwajcaria to zupełnie inny kraj i nic tutaj nie jest łatwe dla osoby przyjezdnej, która nie ma zaplecza w postaci choćby umowy o pracę. Miałam idealistyczne wyobrażenia, że posługując się tylko językiem angielskim uda mi się znaleźć zatrudnienie.

I co pani zrobiła?

Szybko się przekonałam, że wykonywanie mojego zawodu w tym kraju będzie trudne. I nadal jest - jeszcze nie wyszłam z tej pułapki. Po przyjeździe wzięłam się szybko za naukę języka wiedząc, że da mi to lepsze szanse zawodowe i pozwoli na niezależność.

Dlaczego było tak trudno?

Szwajcaria jest krajem, który ma bardzo selektywną politykę migracyjną. Jeśli ktoś do niej przyjeżdża bez konkretnego celu, to musi się postarać, aby tu pozostać. To nie jest kraj, który się odwiedza i szuka pracy. Na to są zwykle tylko trzy miesiące, a potem - jeśli nam się nie uda - zaczynają się problemy.

Miała pani takie problemy?

Tak, miałam sporo trudności administracyjnych, związanych z uzyskaniem pozwolenia na pobyt. Na początku dostałam sześć miesięcy na rozeznanie się i znalezienie pracy. Gdy mi się to nie udało, zaczęły się pytania: "Z czego się pani tutaj utrzymuje?", "Po co chce pani tutaj zostać?", "Jaki ma pani plan?". A ja nie wiedziałam, jaki mam plan. Chciałam po prostu zostać w Szwajcarii, aby być z człowiekiem, którego poznałam. Musiałam lawirować między pytaniami urzędników. W końcu udało mi się przedłużyć pozwolenie na pobyt na kolejne sześć miesięcy. Później postanowiliśmy się pobrać i problemy się skończyły. Gdy kobieta staje się w Szwajcarii żoną, to urzędy przestają się nią interesować. To już wtedy prywatna sprawa męża, co może zabrzmieć trochę brutalnie.

Czy prowadzenie bloga I'm not Swiss było próbą wyładowania zawodowej frustracji? Sama jego nazwa wskazuje to, że zakładając go podkreślała pani to, że nie czuje się Szwajcarką.

Nazwa bloga oddawała moje emocje. Ale zachowałam ją do dziś, bo wciąż nie jestem oficjalnie Szwajcarką. Nieoficjalnie też chyba nie, choć pewne elementy szwajcarskości udało mi się przyswoić, czasami  nieświadomie.

Po przeprowadzce współpracowałam z polskimi mediami publikując teksty o Szwajcarii - i robię to do tej pory. Nie odcięłam się zupełnie od Polski i mojego zawodu, ale nie było to już tak intensywne zajęcie, jak wcześniej. Blog był dla mnie próbą utrzymania sprawności warsztatowej, co dla dziennikarza jest bardzo ważne - przerwy w pisaniu od razu się odczuwa. Chciałam też, pisząc o tym kraju, w ten sposób go oswoić - nie tylko dla siebie, ale i dla innych.

I jak reagowali ci "inni"?

Blog stał się dla nich pomocą. Im dłużej go prowadziłam, tym więcej osób się do mnie zwracało, zwłaszcza kobiet. Pisały, że czują się podobnie. W takiej sytuacji jak ja znalazło się w Szwajcarii bardzo wiele z nich. Wykształcone, aktywne zawodowo, niezależne, przyjeżdżały do mężów czy partnerów i nie wiedziały za bardzo, co ze sobą zrobić. Spotykałam się z nimi i starałam się im wyjaśnić to, co sama po jakimś czasie zrozumiałam - to nie jest tak, że z nimi jest coś nie w porządku. Szwajcaria jest po postu specyficznym krajem i odnalezienie się tutaj zajmuje dużo czasu.

Jakie elementy szwajcarskości podświadomie pani przejęła?

Początkowo nie uświadamiałam ich sobie - zauważali je moi znajomi, szczególnie ci z Polski. Na pewno stałam się o wiele bardziej punktualna. Wcześniej byłam bardzo niepunktualną osobą i kilkukrotnie odczułam, że nie jest to dobrze widziane w Szwajcarii. Człowiek jest wtedy traktowany mniej poważnie, zwłaszcza w sferze zawodowej. Oczywiście wszędzie punktualność jest wyrazem szacunku, ale mam poczucie, że w Polsce nie jest ona tak ważna, jak tutaj. Teraz wymagam jej od siebie i od innych.

Są też i rzeczy mniej odczuwalne, ale w porównaniu z Polską stają się bardziej wyraźne. Grzeczność, serdeczność w relacjach z innymi osobami może się wydawać w Szwajcarii powierzchowna, lecz ułatwia codzienne kontakty. Od razu jest nam milej, jeśli ktoś się do nas uśmiechnie, powie "dzień dobry" i będzie odgrywał cały związany z tym teatr. W Polsce zaczęłam zauważać, że ludzie w ogóle się do siebie nie uśmiechają. Nie wiem, z czego to wynika - frustracji, braku cierpliwości? Ta grzeczność stała się dla mnie ważna i zaczęło mi jej brakować podczas pobytów w Polsce.

Miałem podobne wrażenie, gdy wyjeżdżałem na dłużej z Polski i potem dziwiłem się, widząc na ulicy samych smutnych ludzi...

Zastanawiałam się nad tym i wydaje mi się, że ma to również i głębsze podstawy. W Polsce przyjęło się mówić o swoich problemach - "to, co w sercu, to i na twarzy". W Szwajcarii - nawet, jeśli ma się gorszy dzień, jest się zdenerwowanym czy zestresowanym, przyjęło się, aby tego nie okazywać, żeby zachować maskę względem innych ludzi.

Mam wrażenie, że Szwajcarzy bardzo dużo rzeczy tłumią. O problemach nie rozmawia się nawet w rodzinie czy wśród przyjaciół. Jako osoba dość otwarta i lubiąca się dzielić różnymi, także tymi niezbyt pozytywnymi rzeczami zauważałam konsternację, gdy zaczynałam mówić o czymś, co mi do końca nie pasuje. Szwajcarzy zmieniali wtedy temat.

Brakuje pani w Szwajcarii tego dzielenia się problemami?

Tak - wsparcia ze strony bliskich osób. Dla mnie jest oczywiste, że jeśli się z czymś zmagam, to moi przyjaciele albo rodzina są pierwszymi osobami, do których się zwracam. Obecna w Polsce sieć wsparcia daje nam bardzo dużo. Dlatego część problemów możemy przynajmniej starać się rozwiązać w gronie rodziny i przyjaciół, zanim zwrócimy się o profesjonalną pomoc. Gdy Szwajcar ma problem, od razu idzie do psychologa albo do psychiatry. Sprawdziłam statystyki - liczba terapeutów  na mieszkańca jest tutaj dość wysoka. To pokazuje, jak bardzo profesjonalna pomoc jest w Szwajcarii potrzebna i pożądana.

Teraz lepiej rozumiem to, co wspomniała pani o osobach kontaktujących się poprzez blog. Czy był platformą do wypowiedzenia problemów, aby nie dzielić się nimi ze Szwajcarami, skoro i tak nie chcą o nich słuchać?

Może tak trochę było? Wśród tutejszej Polonii wyrobiłam sobie opinię osoby, która nie pisze o Szwajcarii pięknej, wygodnej i bogatej, czy o mieszkaniu w najlepszym kraju na świecie, tylko ciągle narzeka i wyszukuje dziwne tematy. "Bezdomność, problemy psychiczne... po co ci to?". Tak już po prostu mam i wydaje mi się, że na tym polega dziennikarstwo. Nie powinniśmy się skupiać na tym, co widać na zewnątrz i co inni chcą nam pokazać, tylko szukać i wynajdywać różne rzeczy, czasem dobrze ukryte. Uważam, że wskazywanie na problematyczne strony Szwajcarii też jest potrzebne.

Kiedy zdecydowała pani, że czas już napisać o Szwajcarii książkę?

Wysłałam konspekt na konkurs reporterski do Wydawnictwa Poznańskiego. Nie wygrałam go, ale po jakimś czasie dostałam od nich propozycję napisania książki o Szwajcarii - tyle, że w serii podróżniczej. Mam jednak nadzieję, że udało mi się do niej przemycić trochę elementów reportażu i nie jest to wyłącznie literatura ciekawostkowa.

Jak pani szło pisanie tej książki?

Na początku było mi ciężko, bo Szwajcaria jest trudna do opisania. Tworzenie postów na blogu czy artykułów, gdy poruszamy się w jednym temacie, jest o wiele prostsze niż stworzenie całościowego ujęcia tego kraju. Poruszyłam w książce wiele tematów. Moim celem nie było zagłębienie się w jeden konkretny aspekt, tylko ukazanie Szwajcarii jako całości, poruszając kwestie, które mnie interesują. Polski czytelnik niewiele wie o tym kraju, a przy tym jest na ten temat bardzo mało publikacji z gatunku non-fiction.

Nie było łatwo stworzyć spójnego przedstawienia Szwajcarii, bo nie jest ona jednorodna. Jeśli pojedziemy do obojętnie którego kantonu, to zawsze będzie tam inaczej. Tak wiele czynników wpływa na to jak się w Szwajcarii żyje i jak ją postrzegamy, że nie da się stworzyć jej jednolitego obrazu. Mam nadzieję, że udało mi się dać czytelnikom ten "pierwszy obraz".

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Agnieszka Kamińska - słupszczanka, rocznik '84, mieszka w Szwajcarii niemieckojęzycznej. Dziennikarka, socjolożka. Publikowała w "Rzeczpospolitej", "Tygodniku Powszechnym", magazynie reporterskim "Non/fiction". Autorka bloga I'm not Swiss. Kiedy nie pisze - czyta, pije kawę, chodzi po górach i tęskni za morzem.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021