Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

Dlaczego akurat poezja?

- Każdy piśmienny człowiek może usiąść i napisać wiersz - twierdzi Marcin Ostrychacz*. - Pisanie wiersza to bardzo nierówny proces - przyznaje Patrycja Sikora**. - Wiersz nie jest zagadką, ale jeżeli przyjmiemy roboczo taką formę pisania, to zbyt szybkie rozwiązanie zagadki skutkuje tym, że się wypala - mówi Szymon Szwarc***. 69. spotkanie w cyklu Seryjni Poeci poprowadzi we wtorek z trójką twórców prof. Piotr Śliwiński. Pretekstem do rozmowy będą ich nowe tomiki wierszy, wydane w tym roku przez Wydawnictwo WBPiCAK - Cielenie lodowca Marcina Ostrychacza, Instrukcja dla ludzi nie stąd Patrycji Sikory i Cukry złożone Szymona Szwarca. Tym razem Seryjni Poeci odbędą się w formie transmisji online na Facebooku na profilach CK Zamek i Zamek Czyta.

. - grafika artykułu
Patrycja Sikora, fot. archiwum prywatne

Marcin Ostrychacz: "Jedyne, czego w dzieciństwie nie lubiłem, to szkoły i niektórych potraw"

Jakie miał Pan dzieciństwo w Hajnówce? Jak je Pan wspomina?

Piaszczysta ulica Bajeczna, w której kąpały się wróble. Stara, mocno trzeszcząca na wietrze wierzba z włosami sięgającymi ziemi. Rosła na początku ulicy, a pod nią stała ławeczka. Za dnia przesiadywały tam babuleńki, wieczorami dzieci i młodzież. Taki obraz pojawia się po sięgnięciu do najgłębszych wspomnień związanych z Hajnówką.

Odkąd pamiętam, wychowywałem się wśród dwóch kultur. Babcie co poniektórych kolegów nie mówiły ani po polsku, ani po rosyjsku czy białorusku, tylko po "naszemu", i często wyglądały jak wyjęte z obrazka przedstawiającego życie na wsi. Tam było trochę jak na wsi, na szczęście bez obowiązków. Istna sielanka.

Wiodłem dzieciństwo wypełnione przyrodą, rozmaitymi zabawami, grami. Urządzaliśmy wyprawy do starego, drewnianego wiatraka, w którym mieszkały nietoperze. Przy polnych drogach można było natrafić na błękitne, prawosławne kapliczki. Świat był przepełniony magią i tajemniczością. Wracaliśmy po zmroku i nie było telefonów komórkowych. Totalna wolność. Nikt o nikogo się nie martwił, każdy znał każdego.

Miałem to szczęście, że mieszkałem na osiedlu domów jednorodzinnych, na zupełnych peryferiach Hajnówki. Z ulicy oddalonej o dwieście metrów od mojego domu rozciągał się polny pejzaż. Czasami tato urządzał nam rowerowe wyprawy do Puszczy Białowieskiej, która w znacznym stopniu wpłynęła na moją osobowość i umiłowanie dzikiego życia. Miałem wielu dobrych kumpli, z którymi grandziliśmy, graliśmy w kosza, nogę czy Street Fightera.

Moja babcia mieszkała w Chicago i przysyłała mnóstwo paczek z amerykańskim żarciem, słodyczami, ciuchami, zabawkami. Pamiętam, że wszystko miałem z Chicago Bulls i Michaelem Jordanem. Chciałem zostać koszykarzem. Jedyne, czego w dzieciństwie nie lubiłem, to szkoły i niektórych potraw.

Czy Białystok to dobre miejsce na studiowanie?

Nie wiem, jak jest obecnie w Białymstoku. Jeżeli popatrzymy z perspektywy wyłącznie edukacyjnej, to każde miejsce jest dobre do studiowania, o ile trafimy na dobrych wykładowców. Najbardziej zapamiętałem mojego promotora, dr. Tomasza Olchanowskiego. Wskazał mi wiele drzwi do otwarcia, zaciekawił człowiekiem i jego relacjami z otoczeniem. Dużo rozmawialiśmy o złu, o mrocznej stronie, o snach i innych stanach świadomości. Był jeszcze prof. Edward Kulikowski, który pokazał mi muzykę Johna Cage'a i Steve'go Reicha. Wcześniej moje pojęcie o muzyce klasycznej kończyło się na XIX wieku. Jeżeli chodzi o klimat studencki, to byłem trochę obok.

Dlaczego zdecydował się Pan na przeprowadzkę do Poznania?

Kończyłem studia, a moja ówczesna dziewczyna zdała maturę. Dostała się na filologię rosyjską właśnie w Poznaniu i tak wylądowaliśmy na ul. Lodowej, nieopodal Biblioteki Raczyńskich. Oprócz tego miałem tu przyjaciela i przez jakiś czas, tuż po liceum, mieszkałem w Poznaniu. Już trochę znałem miasto. Było wsparcie. Od zawsze podobał mi się klimat wysokich kamienic i wąskich, brukowanych uliczek.

Dlaczego został Pan poetą?

Nie przypominam sobie, abym podejmował taką decyzję. Nie wiem dlaczego akurat poezja. Być może dlatego, że nie wymaga żadnego talentu. Każdy piśmienny człowiek może usiąść i napisać wiersz. Z szeroko pojętą plastyką i muzyką jest trochę trudniej. Od razu słyszymy fałsz bądź widzimy bohomazy.

Może przez ogromną przyjemność towarzyszącą pisaniu. Coś jakbym się kąpał w oceanie endorfin. Ciągoty pisarskie towarzyszyły mi od samego początku, a pierwsza twórczość rymowana pojawiła się w liceum. Iskrą były Kwiaty zła. W pewnym momencie zacząłem pisanie traktować bardzo poważnie, stało się ścieżką życia i po kilku latach, za namową Roberta Rybickiego, wyselekcjonowałem garść wierszy i złożyłem w książkę Zamiatając pod wiatr.

Czy mógłby Pan wyjaśnić, skąd u Pana to zamiłowanie do łączenia mitologicznych symboli ze współczesnością i rozwojem technologicznym?

Fascynuje mnie oddziaływanie przeszłości na teraźniejszość - sposób, w jaki upodabniamy się do bogów naszych przodków za pomocą coraz bardziej zaawansowanych technologii. Coś wyśnionego tysiące lat temu materializuje się na naszych oczach. Dumą i przerażeniem napawa mnie myśl, że ludzkość jest tak blisko stworzenia sztucznej inteligencji, androidów rodem z Ghost in the Shell. Niestety, wszystko dzieje się kosztem planety. To największa tragedia człowieka. W pogoni za boskością, zapomniał o swoim rodzinnym domu, który coraz szybciej popada w ruinę. Poza tym zawsze miałem słabość do historii, nie dostałem się na archeologię i - zamiast Indiana Jonesem - zostałem kulturoznawcą.

.

Patrycja Sikora: "Wrzucić innych w to, co robię"

Skąd u Pani zainteresowanie slamami poetyckimi?

Slamy poetyckie to doskonała przestrzeń do poprowadzenia wolnego dialogu z publicznością i świetna okazja do konfrontacji swojej twórczości z ludźmi, których spotykamy po raz pierwszy. Dla mnie slam był właśnie takim miejscem do wrzucenia innych w to, co robię. Trochę na zasadzie testów beta.

W jakich okolicznościach powstały wiersze z tomu Instrukcja dla ludzi nie stąd? Widzę, że kilka z nich zamieściła Pani w "Dwutygodniku" rok temu.

Instrukcja dla ludzi nie stąd jest moim debiutem poetyckim, który ukazał się nakładem wydawnictwa WBPiCAK w lipcu bieżącego roku. Wcześniej niektóre z tekstów rzeczywiście były publikowane w wielu magazynach literackich, między innymi w "Dwutygodniku", "Czasie Kultury", "Odrze", "Stronie Czynnej" czy "Małym Formacie". Niektóre z nich w międzyczasie ewoluowały i ich ostateczny kształt znajduje się w książce. Wiersze powstawały w palących okolicznościach strajków, marszów, atmosferze wykluczenia, walki o swoje prawa, o widoczność i widzialność. Są konsekwencją wielu złych rzeczy, których doświadczamy w skali globalnej, nie tylko lokalnie. Zapominamy o nich z łatwością, chcę ten proces zapominania zatrzymać.

W jaki sposób pisze Pani wiersze? Czy mogłaby Pani opisać ten proces?

Pisanie wiersza to bardzo nierówny proces. Wszystko zależy od tego, gdzie się znajduję i o czym piszę. Najwięcej powstaje w podróży, najlepiej w podróży pociągiem. Czasem tekst powstaje w trybie ciągłym, czasem to tylko rwane frazy, które rzeźbię.

.

Szymon Szwarc: "To, co się wydobywa z moich czeluści"

To Ty piszesz teksty zespołu Jesień?

Tak, zdemaskowałeś mnie. Oczywiście zdarzają się sytuację, gdy piszemy je czy konsultujemy wspólnie. To, co się wydobywa z moich czeluści, przez moje gardło, musi jednak przejść również przez moją weryfikację językową.

W tekstach swoich wierszy i piosenek dla Jesieni łączysz religijne sacrum z tym, co codzienne, czasem wręcz przaśne, a także brudne i wulgarne. Skąd to zainteresowanie religią - na przykład w piosence Dla Bozi?

Ten mariaż, o którym mówisz - teologiczno-erotyczno-wulgarno-kapitalistyczny - jest czymś, co przejawia się w wielu moich tekstach. Te sfery ukształtowały mnie jako człowieka. Być może to także wynik dostrzeżenia pewnych zależności i podobieństw. Na przykład tego, jak funkcjonuje rynek neoliberalny - i jak podobnie do niego działa kościół. Jest w tych tekstach też ukryta krytyka patriarchalnego porządku rzeczywistości. Wyłapałem te "punkty styczne" i dałem im wyraz.

Tekst Dla Bozipoczątkowo był wierszem, który napisałem jako dwudziestoparoletni adept poezji. Nawet chyba wysłałem go na jakiś konkurs, ale niczego nim nie wskórałem. Po latach go odnalazłem i przypasował, zamieniłem go w piosenkę. A piosenka rządzi się trochę innymi prawami - dlatego być może teksty Jesieni są bardziej bezpośrednie i w pewnym sensie prostsze.

W jakich okolicznościach powstawały wiersze z tomiku Cukry złożone?

Ten tom powstawał sześć lat. Tyle minęło od wydania mojej poprzedniej książki Umowa o dzieło, również wydanej w WBPiCAK. "Wystrzelałem się" po niej trochę z wierszy i zwolniłem. Zacząłem więcej czasu poświęcać muzyce i piosenkom. Wiersze pisałem bardzo powoli. Chciałem być precyzyjny i nie pisać ich też za wszelką cenę. Dlatego tak długo to trwało. Pisałem dwa-trzy wiersze rocznie. I tak mi już zostało. Piszę dłuższe formy poetyckie, ale piszę je długo. Długo się nad nimi zastanawiam, długo je w sobie noszę. W proces pisania wiersza mocno wszedł mi proces redakcji wiersza jako formy sztuki. Dopiero ostatnio to sobie zresztą uświadomiłem.

Mógłbyś trochę bardziej objaśnić ten proces?

Jeżeli w wierszu dopuszczamy otwartość formy i eksperyment ze słowem, to ja piszę frazę albo część wiersza i poddaję ją próbie czasu. Zaglądam do niej po miesiącu i sprawdzam, czy jeszcze działa, czy nadal mi się z czymś kojarzy. Jeżeli nie - to poddaję ją redakcji. Często taka redakcja owocuje zupełnie nowymi pomysłami, które zmuszają podmiot do brnięcia dalej w wiersz.

Jeśli dla Ciebie pisanie jest tak długim procesem, to chyba nie da się być poetą "etatowym", cokolwiek to znaczy. Bo nie wydasz tych wierszy w "normalnym" tempie - będą powstawać niezwykle długo.

Cenię to, że te wiersze powstają niezależnie od rytmu, który mógłby zostać narzucony przez wydawnictwo czy rynek. To cecha, na której bardzo mi zależy.

Mam wrażenie po lekturze utworów z Cukrów złożonych i wielu odsłuchach piosenek Jesieni, że to teksty, które zawierają zagadkę do rozwikłania. Co Ci mówią czytelnicy?

To oczywiste, że są problematyczne, bo mówią o problemach ze światem, z językiem - z tym, ile może dla nas znaczyć. Odbiór tych wierszy jest bardzo różny. Niczego nie sugeruję, są otwarte i bardzo liczę na ich osobne interpretacje. Działają różnie w przypadku innych osób i czasem zaskakuje mnie to, co jeden człowiek w nich dostrzega, a czego ja intencjonalnie w nich nie zawarłem. Tym jest dla mnie właśnie poezja - działaniem tekstu, również poza jego autorem. Dlatego zostawiam dużo takich otwartych furtek i raczej nie dążę do rozwiązywania zagadkowych sytuacji, które się wytwarzają.

Wiersz nie jest zagadką, ale jeżeli przyjmiemy roboczo taką formę pisania, to zbyt szybkie rozwiązanie zagadki skutkuje tym, że się wypala. Liczę na to, że pewnego rodzaju trudność zamieni się w twórczy sposób obcowania z tekstem, słowem i jego niejednorodnością.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Marcin Ostrychacz - ur. w 1983 r. w Białymstoku, laureat Konkursu Poetyckiego im. Klemensa Janickiego - nagrodzony za książkę Zamiatając pod wiatr (2013). Mieszka w Poznaniu.

**Patrycja Sikora - ur. w Wieruszowie w 1989 roku. Finalistka projektu Biura Literackiego Połów 2018. Nominowana do Nagrody Głównej XXIV OKP im. J. Bierezina oraz 7. Konkursu Poetyckiego Fundacji Duży Format. Publikowała m.in. w czasopismach "Kontent", "Dwutygodnik", "Czas Kultury", "Helikopter", "Mały Format", "Tlen Literacki", "Fabularie", "Drobiazgi", "Strona Czynna". Mieszka w Poznaniu.

***Szymon Szwarc - ur. w 1986 r. w Reszlu. Polski poeta, muzyk, animator kultury. Skończył filologię polską na UMK w Toruniu. Wiersze publikował w "Kresach", "Wyspie", "Tyglu Kultury", "Ricie Baum", "Portrecie". Stypendysta Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego i Miasta Torunia. Członek zespołów Jesień, Święto zmarłych, Rozwód. Wydał trzy tomiki poezji - Kota w tympanonie (Rita Baum, Wrocław 2012), Umowę o dzieło (WBPiCAK, Poznań 2014) i Cukry złożone.

  • Seryjni Poeci #69 Ostrychacz, Sikora, Szwarc
  • prowadzenie: prof. Piotr Śliwiński
  • 24.11, g. 18
  • CK Zamek
  • online
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020