Kultura Poznań.pl

Muzyka

opublikowano:

Doświadczanie dźwięku

- Wierzę, że pieśń prześpiewana przez pokolenia, formowana i sycona pamięcią musi mieć siłę. Takie odwołanie się do tradycji absolutnie nie prowadzi do sentymentalizmu i smutku - mówi laureat tegorocznej Nagrody Artystycznej Miasta Poznania, muzyk i kompozytor Maciej Rychły*.

. - grafika artykułu
Maciej Rychły, fot. Hanna Rychly

Otrzymałeś właśnie Nagrodę Artystyczną Miasta Poznania. Czym jest takie wyróżnienie dla artysty doświadczonego? Czy jest mu do czegoś potrzebne? Czy jest istotne?

Tak, jest istotne, bardzo! Jednak nadal nie mogę przyzwyczaić się do myśli o tej nagrodzie, bo nigdy na takie wyróżnienie nie liczyłem.

Zwłaszcza, że dotychczas trudno było mówić o jakimś szczególnym utożsamieniu się miasta z Tobą...

Ale ja nie zapominałem o mieście! Między innymi zredagowałem kiedyś płytę z tradycyjną twórczością  ludową najbliższych podpoznańskich okolic Muzyka Warta Poznania. Poza tym zawsze, gdziekolwiek byłem, pamiętałem skąd jestem i o tym mówiłem. 

Znany jesteś jako lider jednej z najwybitniejszych polskich grup, Kwartetu Jorgi, który powstał w  pierwszej połowie lat 80. Ale przecież zaczynałeś już wcześniej i to od grania muzyki dawnej.

Tak było. Grałem na flecie muzykę baroku w młodzieżowym zespole Stowarzyszenia Polskich Artystów Muzyków. SPAM  - dobry skrót. Jego siedziba mieściła się w dzisiejszym CK Zamek. Obecność najpiękniejszego zbioru instrumentów muzycznych w Polsce, w muzeum na Starym Rynku, też miała dla mnie wielkie znaczenie. Mając 5-6 lat chodziłem tam z ojcem i chłonąłem wiedzę o instrumentach i muzyce. Takie doświadczenie rozszerza  teraźniejszość. Przeszłość nie jest czymś  nierozpoznawalnym, ale istnieje chociażby poprzez przedmioty, które działają na wyobraźnię.

Zaczynałeś od muzyki dawnej, potem pojawiła się muzyka tradycyjna, ludowa, a dalej muzyczna archeologia - instrumenty z prehistorii. Czy to były kolejne etapy zainteresowań, czy te rzeczy się na siebie nakładały?

Wszystko co wymieniłeś jest ze sobą organicznie związane. Gdy poznajesz instrumenty z coraz dawniejszych epok, coraz trudniej odpowiedzieć na pytanie jak wykonywana na nich muzyka brzmiała i co to była za muzyka? Mówisz: "nie wiem". Możesz się jedynie tego domyślać. Jeżeli masz motywację, aby grając nikogo i niczego nie kopiować, to dawne instrumenty muzyczne są cenne i mogą wyzwalać wyobraźnię. Grasz dlatego, że jeszcze nie słyszałeś takiej muzyki. Nie mogłeś jej znaleźć w nagraniach więc próbujesz grać sam. Patrząc z perspektywy takiej motywacji można powiedzieć, że pomiędzy muzyczną archeologią, etnografią i muzyką tzw. poważną, nie ma granic.

To "nie wiem" jest impulsem, żeby po swojemu interpretować albo wręcz komponować?

Absolutnie.

W muzyce dawnej kluczem są jednak nuty.

Tak, ale nie wyłącznie. Istotny jest sposób  interpretowania zapisów. I tak na przykład wykonywana współcześnie muzyka średniowieczna ze zbioru Carmina Burana, to  interpretacja Rene Clemencica, który przeniósł dawne zapisy na współczesną notację. A gdyby tak wrócić do tej pierwotnej? Musisz podjąć bardzo poważne decyzje na samym początku pracy. I to właśnie jest bardzo twórcze.

W swojej twórczości byłeś zawsze jakby w poprzek albo wbrew modom. Dominował rock, a wy szliście swoją drogą. Nie polegało to jednak na kontestowaniu, raczej na omijaniu mód, trendów, szukaniu swojej ścieżki.

Dla mnie to  w ogóle nie był żaden problem. Punk, heavy metal, hard rock, ale i jazz, to były po prostu różne języki muzycznej wypowiedzi. Nie widziałem między nimi konfliktu i do dzisiaj nie widzę.

Tym niemniej wybór akustycznego instrumentarium, z którego zawsze korzystałeś, to świadome budowanie świata dźwięków.

Tak. Fascynuje mnie doświadczenie dźwięku realnego, który jest różnorodny, przestrzenny, powoływany w żywej akcji muzycznej. Z tego wynika moja miłość do instrumentów akustycznych.

Jesteś konsekwentny też w innym sensie. Niezależnie od konwencji: od Kwartetu Jorgi poprzez trio Released Sounds, po liczne działania teatralne Twoja twórczość zawsze powstawała w solidnym oparciu, głębokim odniesieniu do tradycji, przeszłości. Dialog z tym, co dawne, jest dla Ciebie czymś fundamentalnym. 

Taki mam sposób na szukanie energii i siły. Wierzę na przykład, że pieśń prześpiewywana przez  pokolenia, formowana i sycona pamięcią oraz wrażliwością wykonawców, zyskuje dobrą formę i musi mieć siłę. Takie odwołanie się do tradycji absolutnie nie prowadzi do sentymentalizmu i smutku.

Brzmienie tria Released Sounds jest w sensie koncepcji czy estetyki bliskie Kwartetowi Jorgi. Upraszczając: kameralny zespół grający akustyczną, instrumentalną muzykę, improwizując wokół tradycji. Czym innym były jednak współtworzone przez Cebie formy teatralne w Gardzienicach czy Teatrze Pieśń Kozła. Tu dominująca jest warstwa głosowa, chóry, zupełnie inna ekspresja, inne inspiracje. Czy te dwa światy są dla Ciebie komplementarne, czy nie patrzysz w tej perspektywie?

Wydaje mi się, że świat śpiewu i muzyki instrumentalnej warto rozdzielać, ponieważ śpiewak z reguły redukuje grającego muzyka do roli akompaniatora. Najwyraźniej ludzkie ucho jest nastrojone na wibrację ludzkiego głosu, który jest ważniejszy od wszystkich innych dźwięków. Analogicznie jest w malarstwie. Ludzka twarz w malarstwie portretowym redukuje resztę obrazu do roli tła, natomiast pejzaże mówią nam o czymś innym. Być może o osobowości krajobrazu?  

Czy to  znaczy, że to, co by Ci przeszkadzało w koncercie, jest wiarygodne w formule teatralnej?

Podczas koncertu instrumenty muzyczne, zwłaszcza te ręcznej roboty, mają swoje indywidualne, niepowtarzalne brzmienie. Są one rozpoznawalne tak samo, jak głosy aktorów w teatrze. Jednak w  spektaklu to aktorzy niosą akcję i warto o tym pamiętać podczas pisania muzyki teatralnej. Śpiewający aktor  przywołuje słowo, które wchodzi w dialog z muzyką.  Chętnie piszę muzykę wokalną do dawnych tekstów zapisanych w wymarłych dzisiaj językach, bo wtedy brzmienie i znaczenie słowa rozdzielają się, a wyśpiewana muzyka staje się bardziej dotkliwa.

No właśnie! Jeżeli przedstawiasz w teatrze pieśni czy utwory wokalne, to czerpiąc z tradycji greckiej, biblijnej, apokryficznej. Oczywiście dla słuchacza, dla którego ważne są nie tylko dźwięki, ale też przesłanie, takie pochodzenie śpiewanych tekstów  jest dodatkowym źródłem natchnienia.

Na pewno. Spróbuj powtarzać jedno słowo wiele razy, a wypłyniesz na jego powierzchnię. Sens tego słowa się wysyci i może się stać muzycznym dźwiękiem. Zaczynasz słyszeć swój własny głos. Używając martwego języka od razu jesteś w takiej sytuacji. Treść i tak nie ucieknie, bo są tłumaczenia, foldery, synopsis.

Jako lider muzycznych przedsięwzięć, twórca o ukształtowanej wizji, spotykałeś się w teatrze z wyrazistymi osobowościami: z Włodzimierzem Staniewskim w  Gardzienicach, z Grzegorzem Bralem w Teatrze Pieśń Kozła. Czy to było ważne doświadczenie?

Szalenie. Prace nad spektaklami często zaczynały się od wizji niemożliwych. To było i jest bardzo inspirujące, znowu jesteś w strefie "nie wiem". Najgorzej byłoby, gdybyś był powołany jako "fachowiec" do napisania muzyki. Jak dotąd nigdy nie byłem w takiej sytuacji

Czy jest jakieś jedno wydarzenie w Twojej artystycznej biografii, które wspominasz jako najważniejsze? Szczególne, jedyne?

Tak. Nie mogę do tych wspomnień często wracać, bo zabierają mi spokój. Ale na pewno Szkocja. Pootwierały się domy, serca. Zostaliśmy wessani, także w rozmowę na temat niezależności Szkocji.

Bo to był czas referendum na Wyspach...

Jako ludzie "z zewnątrz" nagle staliśmy się liderami na poziomie muzyki. Mam swoją wizję Szkocji. Ona jest zupełnie przeciwstawna do tego, co się na ogół o Szkocji mówi. Szkoci są otwarci, serdeczni. Przyjeżdżasz i nagle bywasz w domach, na sesjach wspólnego grania. I jeszcze to poczucie, że przywędrowałeś na kres ziemi.

I to wspomnienie wysysa energię?

Tak, bo pojawia się sentyment, bo nie mogę go w sobie wyhamować, bo poczucie, że jeszcze tyle zostało do poznania, jest bardzo przejmujące.

A efektem tego pobytu było też pojawienie się w głośnym serialu Wikingowie.

No tak, to prawda.

Wystąpiłeś w tym filmie nie tylko osobiście, ale też ze swoją muzyką i instrumentem...

...i niepotrzebna była charakteryzacja (śmiech). Grałem na sierszeńkach - dudach z Wielkopolski. Plan filmowy to nieprawdopodobna machina i wielkie przeżycie. Ale to pewnie opowieść na inną okazję.

Rozmawiał Tomasz Janas

*Maciej Rychły - multiinstrumentalista, wirtuoz  instrumentów pasterskich, kompozytor, z wykształcenia psycholog. Od lat 80. rekonstruuje instrumenty muzyczne w oparciu o dane archeologiczne. Od 1982 r. stoi na czele Kwartetu Jorgi. Współzałożyciel Orkiestry Antycznej (2001). W latach 1989-2004 tworzył muzykę do spektakli OPT Gardzienice, proponując odczytanie muzyki antycznej Grecji. W 2008 stworzył, rozwijany do dziś, projekt artystyczno-badawczy Released Sounds / Uwolnione Dźwięki. Od lat związany z Teatrem Pieśń Kozła, w 2012 r. otrzymał nagrodę na festiwalu teatralnym w Edynburgu za muzykę do jego spektaklu Pieśni Leara. W 2021 r. wyróżniony Nagrodą Artystyczną Miasta Poznania.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021