Kultura Poznań.pl

Teatr

opublikowano:

Miasto poza czasem i przestrzenią

Spektakle poruszające palące kwestie społeczne są obecnie dość częstym zjawiskiem w świecie teatralnym. Twórcy nieustannie podejmują próby poszukiwania języka odpowiedniego dla powagi inscenizowanych tematów. Teatr Biuro Podróży robi to od lat. Ich przedstawienie Złe miasto, wystawione w piątek na deskach Teatru Ósmego Dnia, jest komentarzem w sprawie wyzysku pracowniczego.

.
fot. Zdzisław Orłowski/ Facebook: Teatr Ósmego Dnia

Poznański Teatr Biuro Podróży, który w ubiegłym roku świętował trzydziestolecie istnienia, znany jest przede wszystkim z produkcji plenerowych. Niejednokrotnie dzieła wspomnianej grupy odgrywane były w przestrzeni potencjalnie niewygodnej organizacyjnie, na przykład obozie dla uchodźców palestyńskich Bourj el Barajneh w Bejrucie. Autorska koncepcja tworzenia sztuki adekwatnej do miejsca i problematyki danego środowiska, sprowadziła Teatr Biuro Podróży w najodleglejsze miejsca świata. W skład grupy wchodzą twórcy, którzy kierują się ideą wykonywania sztuki wolnej od podziałów etnicznych i kulturowych. 

Z założenia Biuro Podróży dąży do podejmowania tematów społecznie i politycznie niewygodnych, związanych z aktualnymi bolączkami oraz dylematami wszelkich środowisk. Twórcy starają się  komentować kwestie bliskie określonym społecznościom, wierząc, że sztuka najsilniej działa na publiczność, jeśli mówi o niej samej. Ze wspomnianych powodów, działalność grupy możemy traktować jako sztukę zaangażowaną. 

W Biurze Podróży wszystkie prace przygotowuje się zgodnie z ideą kreacji zbiorowej. Przez lata Teatr ten wypracował autorski sposób inscenizacji, w którym metoda gry aktorskiej i koncepcje dramaturgiczne wynikają z wieloletnich eksperymentów. Od 1988 roku, a więc momentu, w którym założyciel grupy - Paweł Szkotak, zainicjował powstanie teatru, jego twórcy nieustannie poszukują metod odpowiednich do realizacji założeń merytorycznych. Szukając swojego głosu, czerpali inspiracje z twórczości Teatru Ósmego Dnia, Gardzienic i - naturalnie - Teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego. Idea aktu całkowitego wpłynęła na metody aktorskie praktykowane przez grupę.

Między Łodzią a Bangladeszem

Spektakl Złe miasto jest projektem nieco odbiegającym od wspomnianych przeze mnie kwestii, choć też nie na wskroś odmiennym. Przede wszystkim pokaz, który miałam okazję obejrzeć, odbywał się w przestrzeni teatralnej Ósemek, a nie w plenerze. Zastosowano przy tym klasyczny podział na scenę i publiczność, a aktorzy grali głównie frontalnie do widzów, potęgując zamierzone wrażenie odrębności od obserwatorów. Ponadto, podejmowany w spektaklu wątek kapitalistycznego wyzysku i ucisku klasy pracującej, przedstawiony został jako problem uniwersalny. Co prawda na wstępie przedstawienia, publiczność uzyskała informację, że fabularnie rzecz ma miejsce w 1905 roku, jednak szybko okazało się, że sposób narracji sugeruje powiązanie ze współczesnością. Obrazowanie metaforyczne i symboliczne, pozwala sytuować akcję przedstawienia w dowolnym czasie i miejscu. Tytułowe Złe miasto intuicyjnie przywodzi skojarzenia z fabryczną Łodzią, która, jak wiadomo, na początku wieku figurowała jako polska stolica industrializacji, lecz w dobie globalizacji równie dobrze mogłoby odnosić się do Bangladeszu bądź innego dowolnego miejsca na świecie, w którym polityka przemysłowa definiuje jakość życia ludzkiego. Prezentowane zdarzenia, nie były zespolone linearną fabułą, a zlepkiem fragmentów ilustrujących problem wyzysku i nie wymagały znajomości niuansów historycznych, ani nie stawiały widza przed koniecznością wyszukiwania sensów w żonglerce kontekstów.

Każda z postaci (Marta Strzałko, Bartosz Borowski, Łukasz Kowalski, Jarosław Siejkowski, Tomasz Wrzalik) posiadała cechy indywidualne, widoczne głównie w jej osobistym sposobie poruszania się na scenie. Bohaterowie wolni byli jednak od psychologicznego patroszenia ich życiorysów. Nie posiadali też imion, historii ani upodobań, a ich zadaniem było naprzemienne reprezentowanie klasy panującej i podległej. Zazwyczaj gesty były ich głównym środkiem ekspresji, choć czasem śpiewali lub recytowali fragmenty artykułów wysłannika "Kuriera Warszawskiego" w Łodzi - Zygmunta Bartkiewicza. Istotnymi bohaterami przedstawienia byli też wrocławscy muzycy - Andrzej Hejne i Marcin Witkowski, którzy wraz z instrumentami ustawieni zostali po prawej i lewej stronie sceny. Publiczność miała swobodę w obserwowaniu ich działań oraz weryfikacji instrumentarium zastosowanego w spektaklu. Poza perkusją czy dzwonkami, pojawiały się też bardziej niekonwencjonalne przyrządy np. syrena alarmowa. Brzmienia prezentowane w przedstawieniu bardzo dobrze podkreślały dramaturgię, choć trudno przypisać im funkcję wyłącznie ilustracyjną. Muzyka ta była interesująca sama w sobie i parokrotnie łapałam się na odruchowym zasłuchiwaniu w niej kosztem czujności na inscenizację.

Symbole i ruch

Złe miasto fabularnie jest nieskomplikowane. Łatwo można domyślić się, że przedstawiciele burżuazji nie zostaną ukazani w pozytywnym świetle, a proletariusze pojawią się w przeróżnych kombinacjach ukazujących ich dolę. Zdaje się, że założeniem twórców był nie tyle czynnik edukacyjny i informacyjny, co działanie na wyobraźnię i uczucia publiczności. Niebanalne wizualne rozwiązania sceniczne doskonale się w tym celu sprawdziły.

Robiąc Złe miasto twórcy postawili na minimalizm. Postaci ubrane były skromnie. Mężczyźni nosili białe koszule i ciemne spodnie, a postać kobieca pojawiała się w szarej sukni przypominającej ubiór właściwy robotnicy w początku XX wieku. Jedynym elementem scenograficznym (myślę, że nie będzie przesady w tym twierdzeniu) były animacje graficzne autorstwa Mateusza Kokota, wyświetlane z tyłu sceny. Czarno-biało-szare grafiki nie tylko ilustrowały poszczególne sceny, ale często stanowiły ich uzupełnienie. Tak było na przykład we fragmencie odnoszącym się do śpiewów-modłów wykonywanych przez przedstawicieli różnych kultur. Za plecami postaci pojawiały się okna charakterystyczne dla budowli sakralnych, które pomagały w identyfikacji pochodzenia i religii bohaterów. Widać były otwory przypominające klasyczne budownictwo cerkiewne, gotyckie, czy przywołujące skojarzenia z synagogami. Często obrazy ilustrowały symbolicznie to, co aktualnie było odgrywane na scenie, na przykład kiedy ruch aktorski sugerował nawiązanie do trybików maszyn, animacja ukazywała zębatki, a gdy mowa była o liczbach - w tle przewijały się numery. Zauważyłam też, że czasami dynamika animacji odpowiadała akcji scenicznej. Świetnie wypadł moment refrenu, w którym postaci poruszały się linearnie, jak po taśmie produkcyjnej, a biały pasek na animacji poszerzał się w tym samym tempie co oni. Skoro już mowa o tempie - osoby wrażliwe muzycznie z pewnością bez trudu wyłapały też powiązanie pomiędzy rytmem animacji a metrum nabijanym przez muzyków.

Farba i krew

Na scenie pojawiło się kilka rekwizytów - miska, wiadro, miednica, wiosło i białe płótno rozwieszone między dwiema drewnianymi deskami. Ten ostatni element został wykorzystany w dwóch bardzo wymownych scenach, obrazujących - najpierw - rytmiczną pracę przy maszynach, a potem -  sztandar niesiony przez protestujących robotników. Zgrabnym łącznikiem między tymi scenami był moment rozlania na płótno czerwonej, imitującej krew farby. Gest ten odnosił się do licznych wypadków, jakie zdarzały się podczas pracy w fabrykach na początku XX wieku, a także bezduszności pracodawców, którzy w trosce o swój interes wzbraniali się przed zatrzymaniem maszyn. Brudne od krwi płótno posłużyło w następnej scenie jako niezwykle wymowne hasło protestacyjne, bowiem poza oczekiwaniem wyższej płacy, robotnicy buntowali się przeciwko krwiożerczej niesprawiedliwości i cierpieniu, w jakie obfite jest życie robotnika mierzącego się z wyzyskiem.

Umiejętne posługiwanie się przez twórców spektaklu symbolami, budzi mój ogromny szacunek. Artystom udało się skomentować skomplikowaną kwestię klasowego ucisku, bez uciekania w polityczną agitację, za którą wielu twórców sięga, chcąc przybliżyć uniwersalną tematykę do współczesności. Spektakl jest przy tym wolny od patosu czy rzewności. Unika też ironii, choć niekiedy zawiera wątki o zabarwieniu groteskowym, jak w scenie prezentującej burżuazję podczas zabawy. Wszyscy występujący tego wieczoru aktorzy byli w formie, a ich ekspresja dobrze pasowała do podejmowanych tematów. Biuro Podróży jest Teatrem od lat cenionym, a nawet nagradzanym za sceniczną sprawność. Złe miasto podtrzymuje wysoki poziom, wypracowywany przez twórców latami. Muszę przyznać, że przedstawienie zrobiło na mnie spore wrażenie i uczciwie polecam obejrzenie go.

Julia Niedziejko

  • Złe miasto Teatru Biuro Podróży
  • reżyseria: Paweł Szkotak
  • Teatr Ósmego Dnia
  • 18.10

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019