Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Wrażenia i fascynacje

Z trójką autorów nominowanych do Poznańskiej Nagrody Literackiej - Stypendium im. Stanisława Barańczaka rozmawia Grażyna Wrońska. Kto z nich zdobędzie nagrodę, dowiemy się w piątek, podczas gali zamykającej festiwal Poznań Poetów. 

.
Od lewej: Małgorzata Lebda, Jacek Hajduk i Anna Cieplak. Fot. materiały prasowe

ROZMOWA Z MAŁGORZATĄ LEBDĄ*

W swoim życiorysie połączyła pani dwa światy - beskidzką wieś, gdzie spędziła pani dzieciństwo i wielkomiejski Kraków. Energia wprost panią rozpiera: oprócz pracy na uczelni, pisania, zajmuje się pani fotografią, i to nieamatorsko, zdobywa góry, zalicza maratony...

Zawdzięczam to mojemu wychowaniu na wsi. Pochodzę z Żeleźnikowej Wielkiej, z chłopskiej rodziny, gdzie zawsze było dużo pracy, bliski kontakt z przyrodą, nie zawsze przyjazną, mnóstwo bodźców.

A niektórzy mówią, że na wsi nic się nie dzieje, że jest nudno.

Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie. Tylko trzeba to przeżyć, poznać, tak jak to było moim udziałem. Nasz dom był niejako centrum wsi, bo ojciec oprócz uprawy roli zajmował się jeszcze pszczelarstwem. Ludzie przychodzili do nas po miód, rozmawiali, było więc wiele okazji, by dowiedzieć się różnych interesujących rzeczy...

Ojciec zajmuje poczesne miejsce w "Mateczniku", rozmawia z córką. Mówi m.in. Ukrywałem przed tobą/ chorobę pszczół/ nie mogłem inaczej/ to przecież na ich przykładzie/ miałem cię uczyć życia/ nie śmierci

Chodziło o warrozę, chorobę, która dotknęła nie tylko nasze pszczoły, jest wręcz światowym zagrożeniem. Wszyscy przeżyliśmy to bardzo dotkliwe, gdy okazało się, że jest inaczej niż zwykle bywało, że nie ma miodu...

W pani wierszach można odczytać wielką miłość do wiejskiego życia.

Bo ona jest. Dziś, kiedy nie ma już rodziców, mam wielką potrzebę powrotu na wieś, sięgania do korzeni.

Kraków pani nie wciągnął, nie zaimponował?

Mogę powiedzieć, że jestem właściwie impregnowana na miasto. Najpierw był oczywiście zachwyt - zobaczyłam coś nowego, fascynującego i te wrażenia utrwaliłam w "Tropach". Teraz, choć mam przecież bardzo dobre relacje ze studentami, z moją uczelnią, to jednak traktuję Kraków jako miejsce tymczasowe, przechodnie.

Imponuje pani otoczeniu swoją aktywnością.

I tego właśnie nauczyło mnie moje wiejskie życie. Zawsze muszę stawiać przed sobą dużo zadań. Także tych intelektualnych - stąd doktorat, praca naukowa, ale też wspinaczka, maratony. Jestem człowiekiem, który musi po prostu być bardzo aktywny. To potrzeba życiowa. Jakakolwiek przerwa w tej aktywności powoduje, że pojawiają się stany prawie depresyjne.

Niezwykle trudno w to uwierzyć. Czekamy na panią w Poznaniu ciekawi i wierszy, i rozmów.

Byłam tu tylko na krótko, kiedy promowałam swoje książki. Nie było więc okazji, by poznać miasto. Może tym razem się uda, bo jestem go bardzo ciekawa.

*Małgorzata Lebda - rocznik 1985, autorka czterech tomików poetyckich, w tym dwóch - "Granica lasu" i "Matecznik" - wydanych przez WBPiCAK, dr nauk humanistycznych i sztuk wizualnych, pracuje i mieszka w Krakowie

ROZMOWA Z JACKIEM HAJDUKIEM*

Sięgnął pan po Kawafisa, nie bojąc się porównań z tłumaczeniami Zygmunta Kubiaka, Antoniego Libery czy Ireneusza Kani. Co takiego ma w sobie Kawafis, że tak pociąga poetów, tłumaczy, czytelników?

Jest pisarzem bardzo współczesnym. Mimo że trzecią część swych utworów osadził w głębokiej przeszłości - przede wszystkim hellenistycznej - nie czujemy dystansu historycznego. Aleksandria, którą opisuje i z którą przede wszystkim go kojarzymy, w genialny sposób łączy przeszłość z wiekiem XX (Kawafis umiera w 1933 roku). Poeta chodzi razem z czytelnikami po ulicach miasta, które wykreowała przede wszystkim jego wyobraźnia, a którego rzeczywiście już nie ma, zachwyca się nim i ten zachwyt staje się udziałem czytających wiersze. Dziś, gdy fascynujemy się miastem jako organizmem skupiającym w sobie niby w soczewce całe bogactwo życia, opisy Aleksandrii są nam bardzo bliskie. I jest to poezja pełna głębokiej refleksji. Kawafis nazywa się myślicielem historycznym, który używa poetyckiej formy, żeby przekazać swoje idee.

I jest oczywiście mistrzem języka.

Położył podwaliny pod język nowogrecki genialnie łącząc elementy z różnych epok aż po współczesność. Jest tam i starożytność grecka, a przede wszystkim hellenizm, jest Bizancjum i także nasze czasy. Dla tłumaczy jego język to niebywała gratka, a są to jak wiadomo ludzie, którzy rozbierają słowa, doszukują się ich źródeł, zabawiają się nimi.

Pan od kiedy interesuje się kulturą antyczną?

Mogę powiedzieć, że od dawna, bo byłem nastolatkiem, kiedy zaczęła się moja fascynacja literaturą starożytną i trwa nieprzerwanie. Widzę, że mimo upływu wieków natura ludzka się nie zmienia, podobne są procesy społeczne i w tej dawnej literaturze można znaleźć odpowiedź na pytania, które i dziś żywo nas zajmują. Na tym polega jej wielkość i uniwersalność. I tak np. w moich "Fantazjach mimowolnego podróżnika" poświęconych poszukiwaniom przez Jerzego Stempowskiego śladów Owidiusza, poety wygnanego, dostrzegam wiele wspólnego z żywo zajmującym nas obecnie problemem emigracji. A przecież Owidiusz żył 2 tys. lat temu! A co niezwykle interesujące - Chińczycy organizują teraz, na przełomie maja i czerwca, wielką światową konferencję w Szanghaju poświęconą właśnie Owidiuszowi!

Mając tak starą własną kulturę, z której są przecież bardzo dumni, chcą poznać i źródła naszej?

Uważają, że bez przestudiowania dzieł Platona, Arystotelesa, Homera nie zdołają zrozumieć Zachodu. A na tym im bardzo zależy. U nas natomiast zainteresowanie antykiem raz jest większe, to znów w kryzysie kulturowym opada, żeby w latach pewnej stabilizacji, optymizmu, znów wzrosnąć. Mimo pewnych wątpliwości, mam wrażenie, że teraz nadszedł - przede wszystkim dla badaczy - taki właśnie dobry okres. Antyk nigdy nie porwie mas, tak było i dawniej, ale liczba tych, którzy doceniają jego walory, zdaje się rosnąć. A to niezbicie dowodzi, że uniwersalność dzieł starożytnych pisarzy jest nieprzemijająca.

*Jacek Hajduk - rocznik 1982. Filolog klasyczny związany z UJ. Zdążył już opublikować kilka prac naukowych i esejów - m.in. "Parnicki, Malewska i długie trwanie", "Petroniusza sztuka narracji", "Fantazje mimowolnego podróżnika ", a także świetnie przełożył Konstandinosa Kawafisa "Kanon.154 wiersze" (Wyd. Kolegium Europy Wschodniej, 2014)

ROZMOWA Z ANNĄ CIEPLAK*

Pani debiutancka książka o współczesnej młodzieży "Ma być czysto" (Wyd. Krytyki Politycznej, 2016) - została bardzo wysoko oceniona, co chyba sprawia autorce dużą satysfakcję?

Wcale się tego nie spodziewałam. Książka jakby sama zaczęła się pisać. Początkowo chciałam zająć się problemami kobiety w średnim wieku, opiekującej się jedną z dwóch bohaterek mojej powieści, ale wkrótce stwierdziłam, że znacznie ciekawsze jest to, co dzieje się między młodymi ludźmi i postanowiłam zrobić z tego temat książki. Ponadto zainspirował mnie własny pamiętnik, który pisałam jako czternastolatka i przypadkowo znalazłam w domu rodziców. Zdecydowałam się porównać moje ówczesne obserwacje i odczucia z tymi, które towarzyszą współczesnej młodzieży. Wzrastałam w innym środowisku, bez ekonomicznych czy społecznych problemów, ale moje przeżycia są bardzo podobne. Zasadniczo jednak zmienił się sposób komunikowania się w nie tak odległych przecież czasach. Telefony komórkowe, smartfony są dziś powszechnością, korzystają z nich tak samo dzieci z blokowisk, jak i "lepszych" osiedli. I to przede wszystkim przesądza o różnicy między moją, a ich wczesną młodością.

Dla wielu czytelników pani książka jest odkryciem nieznanego im świata.

Czuję silną więź z moimi bohaterami. Pracując z nimi na co dzień - w świetlicy w Cieszynie od 2009 roku - dobrze ich poznałam, zyskałam zaufanie, którym nie darzą na ogół swych rodziców, opiekunów czy wychowawców. To problem dobrze znany. Moja sytuacja jest inna niż pedagogów, rodziców czy opiekunów. Ja im po prostu towarzyszę. Nie bagatelizuję spraw dla nich ważnych, choć one obiektywnie na takie miano chyba nie zasługują. Wiem, że to prawo gimnazjalistów - wyolbrzymiają pewne kwestie, ale naprawdę cierpią i martwią się rzeczami, które dorosłych albo nie obchodzą, albo wręcz śmieszą. A o niektórych nie mają zielonego pojęcia.

Niełatwo przenieść na karty książki język, którym młodzież posługuje się na co dzień.

To lata pracy, codziennych rozmów. I nie ma w tym zakresie wielkiej różnicy między dziećmi pochodzącymi z odmiennych środowisk. A przecież różnią się warunkami materialnymi, stopniem samodzielności, wciąż jeszcze dostępem do edukacji i tym samym mniej lub bardziej pomyślnym startem życiowym.

Akcję książki umieściła pani w Dąbrowie Górniczej, ale chyba równie dobrze mogłaby się toczyć np. na warszawskiej Pradze.

Oczywiście. Problemy są takie same. Wszędzie dorośli są niemal bezradni, nie umieją dotrzeć do młodych - ma być czysto, jak w tytule książki. A moi bohaterowie i ich prawdziwi rówieśnicy bynajmniej nie ułatwiają im zadania. Chociaż odżegnuję się od dydaktyzmu, mam nadzieję, że ta książka pozwoli jednak dostrzec wiele trudnych kwestii, z którymi ani młodzież, ani ich opiekunowie nie mogą sobie poradzić, i skłoni do większej empatii i zrozumienia siebie nawzajem.

*Anna Cieplak - rocznik 1988. Stypendystka programu "Aktywność obywatelska", nagrodzona za działalność kulturalną przez MKiDN. Na co dzień pracuje z dziećmi i młodzieżą w Świetlicy Krytyki Politycznej "Na Granicy" w Cieszynie.

Rozmawiała Grażyna Wrońska

  • Poznańska Nagroda Literacka - gala
  • CK Zamek
  • 19.05, g. 18
Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.