Kultura w Poznaniu

Rozmowy

opublikowano:

MY NAME IS POZNAŃ. Konfrontacja, nie ucieczka

- Gdy pisałem pierwsze teksty, myślałem, że wszyscy tak potrafią, że to banalne. Okazało się, że jednak nie, tylko trzeba dać sobie kredyt zaufania i pokazać się światu. I zaufać temu światu, że się z ciebie nie nabija - mówi Kamil Meler, lider wielkopolskiego zespołu Gra Sów, który w tym roku wyda swoją nową płytę Ostrożnie, szkło.

. - grafika artykułu
Gra Sów, fot. materiały prasowe

Od Waszych debiutanckich Wolnych tańców minęły już trzy lata. Jak z perspektywy czasu wspominasz ten krążek? Pytam również dlatego, że podobno na nowym albumie pójdziecie w nieco inną stronę...

By opowiedzieć o Wolnych tańcach, muszę trochę przybliżyć historię zespołu. Jestem basistą, pochodzącym z Gorzowa. Przewinąłem się tam przez kilka składów, w tym kilka dobrze rokujących - najbardziej rozpoznawalny to RWA, z którym nagraliśmy płytę i zagraliśmy prawie sto koncertów. Równolegle pisałem własne piosenki, z którymi występowałem na ulicy razem z Kubą Sarnowskim, a później sam. Jako basista nie miałem szczęścia do frontmanów. Zawsze po pewnym czasie się wypalali, co doskonale rozumiem, bo gra w zespole to jednak masa pracy i wyrzeczeń. W końcu postanowiłem samemu zostać frontmanem. Gra Sów miała być moim ogniskowym graniem zaaranżowanym na zespół rockowy. Dlatego piosenki na Wolnych tańcach są dość prosto zaaranżowane. Lubię do nich wracać, bo są ładne, ale też słyszę, jak od tamtego czasu się rozwinęliśmy, zwłaszcza jeśli chodzi o moje partie gitary.

Niedawno ukazał się klip do waszego najnowszego utworu Zasłony, który, jak podejrzewam, znajdzie się na nadchodzącej płycie. Na ile ten kawałek jest reprezentatywny dla albumu?

I tu następuje zwrot akcji - Zasłon nie będzie na drugim albumie, to osobny twór, nagrany w maju tego roku z obecnym perkusistą, Hubertem Skrypko. Nie ma związku z płytą. Można powiedzieć, że to pierwszy singiel ewentualnej trzeciej płyty (śmiech).

Zasłony to bardzo słodko-gorzka piosenka. Z jednej strony łatwo się przy niej uśmiechnąć, z drugiej, kiedy śpiewasz o sercu, które "zamieniło się w cegłę", już tak wesoło nie jest. Jak ważny jest dla Ciebie ten numer?

Piszę dużo piosenek. Zawsze, gdy tworzymy nowy materiał, pokazuję trzy-cztery kawałki i wspólnie wybieramy jeden. Z Zasłonami było inaczej - wybrał ją pan, który zaczepił mnie, gdy grałem na ulicy. Spytał, czy zagram mu coś punkowego, a Zasłony w wersji "ulicznej" są piosenką prostą i żywą. Zagrałem raz, pan od razu poprosił o bis. Potem musiałem mu obiecać, że nagram ten kawałek. Gdy w połowie kwietnia dowiedzieliśmy się, że miksy płyty, które nagrywaliśmy w grudniu, nie będą w najbliższym czasie gotowe, nagraliśmy Zasłony, by mieć się czym promować do wydania płyty. A tekst? Jest dla mnie ważny, bo czuję, że wyszedł dość zgrabnie (śmiech). Ma sens, głębię, smutek, ale nie taki bezsilny. To piosenka o opanowaniu się w chwili braku nadziei. Być może...

Ale właściwie dlaczego Zasłony nie trafią na drugą płytę? I skoro nie znajdą się na Ostrożnie, szkło, mogę przypuszczać, że na nowym albumie zaproponujecie jeszcze inne brzmienie. Czego możemy spodziewać się po tej płycie?

Właśnie brzmienie jest jednym z powodów, przez które Zasłony się na niej nie znajdą. Druga płyta powstała z Maksem Wollfem, który grał z nami od 2019 roku. Maks wprowadził w naszą muzykę nieco stylu Toola: trochę mroku, przesterów i złamanego beatu. Miał dużo do powiedzenia i często zaskakiwał oryginalnymi pomysłami. Ostrożnie, szkło jest też jego albumem i dorzucanie tam Zasłon po prostu nie miałoby sensu. Myślę, że bardzo łatwo będzie odróżnić nasz drugi album od pierwszego i potencjalnych kolejnych (śmiech).

O ile mi wiadomo, od strony lirycznej Ostrożnie, szkło ma być opowieścią o ucieczce z ogromnego miasta, szukaniu siebie i kogoś bliskiego. Gdybyś miał powiedzieć więcej o pomyśle na tę płytę - która zresztą podobno ma być koncept-albumem - co podkreśliłbyś przede wszystkim?

To nie jest mocno spójna opowieść, każda piosenka powstawała oddzielnie. Jednak ich wspólnym mianownikiem jest poczucie przytłoczenia przez duże miasto, samotność w tłumie, chęć ucieczki i bycia dla kogoś ważnym. Gdybyśmy mieli fundusze, moglibyśmy nakręcić film ilustrujący cały album. Niestety prawdopodobnie skończy się na dwóch klipach.

Poznań to przytłaczające miasto? Pytam, bo choć ma ponad pół miliona mieszkańców, zdaniem wielu osób mieszka się w nim stosunkowo spokojnie.

Nie takie to proste dla gorzowianina! (śmiech) Mieszkam w Poznaniu od 2017 roku i moje emocje związane z wielkością tego miasta już nieco osłabły, ale wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że nie przejadę przez całe miasto rowerem w 20 minut. Poza tym chodzi nie tylko o rozmiar, ale też o względną obcość, brak znajomych i "swoich" miejsc. W tym mieście przewinąłem się przez kilka składów i w zasadzie w żadnym z nich nie było poznaniaka. Gra Sów została założona z dwójką gorzowian i wrześnianinem, poprzedni perkusista to gdańszczanin, a obecny przyjechał z Gołdapi. Wydaje mi się, że poznańskiej sceny nie tworzą stricte poznaniacy... A jeśli chodzi o tutejsze koncerty, mam z kolei wrażenie, że jest tu znacznie więcej chętnych do pokazania się aniżeli do słuchania, ale może chodzę na zbyt undergroundowe koncerty.

Gra Sów to Wasza "ucieczka od przeszłości i poszukiwanie przyszłości". Od czego najbardziej uciekasz Ty sam?

Obecnie staram się raczej konfrontować niż uciekać, a jeśli już, to do czegoś niż przed czymś. Lubię swoje życie, a te jego elementy, których nie lubię, staram się zmienić.

Konfrontacja to zawsze coś takiego, w trakcie czego możemy dowiedzieć się czegoś o sobie. Czy Gra Sów to dla Ciebie swego rodzaju potyczki z samym sobą?

Gra Sów pozwala mi złapać do siebie dystans. Gdy pisałem pierwsze teksty, myślałem, że wszyscy tak potrafią, że to banalne. Okazało się, że jednak nie, tylko trzeba dać sobie kredyt zaufania i pokazać się światu. I zaufać temu światu, że się z ciebie nie nabija.

Jak wspomniałeś wcześniej, w lutym dołączył do Was Hubert. Jak szybko zaaklimatyzował się w zespole i jaki pierwiastek wnosi do Gry Sów?

Tak naprawdę Hubert jest z nami od października, a na casting przyszedł we wrześniu. Już wtedy zagrał Szklanych ludzi, tak samo jak Maks, nasz poprzedni bębniarz. Hubert wniósł do zespołu dużo solidnej gry. Mamy kilka nowych piosenek i myślę, że partia bębnów w każdej z nich to małe dzieło sztuki.

Kompromisy - na ile jako zespół jesteście skłonni na nie iść? Gdzie leży granica pomiędzy tym, co bylibyście w stanie zaakceptować, a tym, co już stanowiłoby dla Was problem?

Od poniedziałku do piątku przebieram się za magazyniera i zarabiam na życie w atmosferze poczucia krzywdy, więc gdybym miał gwarancję dochodu, to grałbym nawet disco (śmiech).

Przed nami lato, czas koncertów. Gdzie będzie można posłuchać Was w najbliższych miesiącach? I kiedy Ostrożnie, szkło ujrzy światło dzienne?

Mamy nadzieję na kilka mocnych akcentów w sierpniu i wrześniu, potem koncerty w pubach. Ostrożnie, szkło ukaże się... Hmm, może w wakacje  singiel z teledyskiem. A sama płyta, jeśli nic się bardziej nie pokomplikuje, na pewno pojawi się jeszcze w tym roku.

Rozmawiał Sebastian Gabryel

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2023