Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Yoshito Ohno: spotkanie z legendą

Na tle białej twarzy wybijały się karminowe usta, które niespodziewanie wykrzywiły się w przerażającym grymasie. Ta twarz przestała pasować do staromodnej długiej sukni, szpilek i efektownego, bogato zdobionego kapelusza. Stała się groteskowa i obca, a my jako widzowie ponownie straciliśmy komfort.

.
Fot. materiały organizatorów

Zaczęło się niewinniej. Ubrany w garnitur Yoshito Ohno przejrzawszy gazetę, potargał ją i rozpoczął dynamiczny taniec. Rozpościerane szeroko ramiona korespondowały z ptasim nakryciem głowy. Biegając, przecinał scenę. W tej pozornej szamotaninie jednak każdy szczegół był dopracowany. Miniatura przypominała lapidarne japońskie haiku, w którym także nie ma miejsca na przypadek. Artysta słowa zastąpił ruchem. Kolejnych kilka sekwencji utrzymano w podobnej estetyce lirycznego minimalizmu. Następujące po sobie obrazy pozostawały abstrakcyjne, pomimo pojedynczych konkretniejszych gestów. Z uwagi na brak linearności, ewentualne poszukiwanie historii zostało przerzucone na widza, w czym pomocna mogła się okazać chwilami ilustracyjna muzyka.

W drugiej części wieczoru Ohno odkrył przed nami inne, groteskowe oblicze butoh. Tancerz przywdziewał kobiece stroje, wdzięczył się, by po chwili wykrzywić twarz. W jednej z choreografii przebrany za królika wskoczył na scenę, podskakiwał beztrosko, mlaszcząc długim, intensywnie czerwonym, doczepionym językiem. Kilka zaprezentowanych etiud stanowiło niezależne całości.

Pępek i bomba atomowa

Artysta nie przeskoczył z jednej estetyki w drugą. Dwie części rozdzielała projekcja wideo autorstwa fotografa Eikoh Hosoe, w którym Yoshito Ohno występował u boku twórcy butoh - Tatsumi Hijikaty. Film (1960 r.) oparty na niepokojącym zderzeniu idyllicznych zabaw dziecięcych z obrazami eksplozji atomowych, rzucał światło na genezę tego kontrkulturowego japońskiego języka ruchowego, stanowiącego odpowiedź na tragedię Hiroszimy i Nagasaki. Biorąc pod uwagę historyczne tło, nie dziwi, że pierwotnie butoh portretowało mroczną sferę życia, epatowało brutalnością i szaleństwem. Taniec stanowić miał katartyczne doświadczenie. Wyraźnie też zaznaczała się fascynacja cielesnością, jednak nie tą kojarzoną z zachodnimi kanonami piękna, ale z fizycznością wypieraną, odrzucaną. Nieustannie czerpiąc z estetyki brzydoty, artyści musieli szokować.

W poszukiwaniu tabu

Losy butoh to doskonały przykład tego, jak działania awangardowe przenikają do głównego obiegu sztuki. Początkowo realizacje Tatsumi Hijikaty oraz Kazuo Ohno - ojca Yoshito spotykały się w Japonii z brakiem zrozumienia i niechęcią. Dopiero wiele lat później międzynarodowe uznanie sprawiło, że zostały uznane na lokalnym gruncie. Ich siła rażenia już stopniowo słabła, gdy wspomnienia wojenne traciły na ostrości. Pojawiła się kolejna generacja twórców czerpiących z ruchowych doświadczeń butoh, którzy uczynili z niego międzynarodowy język.

Wybierając się do Studia Słodownia, nieco się obawiałam, czy butoh nie okaże się martwym językiem. Nieszokującym, nieporuszającym, po sześciu dekadach już najzwyczajniej przestarzałym. Z niepokojem przewidywałam, że spektakl okaże się tylko historyczną ciekawostką. Wątpliwości zniknęły przy drugiej albo trzeciej etiudzie. Z napięciem śledziłam kroki tancerza, obserwowałam drgania mięśni, chwilami go konwulsyjnie obejmujące. Jego rozbiegany wzrok i wykrzywiona twarz nie dawały spokoju, nawet gdy ruch reszty ciała się wyciszał. Musiałam mu towarzyszyć tu i teraz, w zawikłanych emocjach. Nie przeżyłam wstrząsu, ale głębokie poruszenie.

Co więcej, okazało się, że butoh wciąż posiada potencjał kierowania uwagi na tabuizowaną cielesność. Chociaż rewolucja w tańcu w drugiej połowie XX wieku pozwoliła zaistnieć na scenie artystom, których sylwetki odbiegają od baletowych ideałów, to nadal do rzadkości należą twórcy w podeszłym wieku. Jedną z choreografii 77-letni Yoshito Ohno wykonał prawie nagi, prezentując ciało znaczone upływem czasu. Chociaż podziwiać mogliśmy jego sprawność, obserwując go, konfrontowaliśmy się z społecznie wypieranym tematem starości. Siły tego obrazu drżącego, kucającego mężczyzny, dowodziło to, że później powracał w myślach, nakładając się na wizerunek staromodnej damy czy królika.

Wcześniej butnie sądziłam, że wiem, czym jest butoh. Książkowa, uporządkowana wiedza jednak okazała się niczym wobec odwołujących się głównie do emocji działań Yoshito Ohno. Teraz za Hijikatą mogłabym powtórzyć, że definiowanie butoh zabija jego naturę. Wybieram niewiedzę i niezapomniane doświadczenie.

Agnieszka Dul

  • "Kwiat i ptak. Butoh - droga życia"
  • koncepcja i wykonanie: Yoshito Ohno
  • 14.11
  • Studio Słodownia +3