Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

Zdjęcie z pudełka od cygar. Marian Stamm (1911-2005)

"Fotografią zainteresowałem się jako chłopiec i wraz z kolegą zaczęliśmy budować aparaty fotograficzne według Samouczka technicznego B. Kotuli" - napisał w życiorysie fotograficznym. Za swe największe osiągnięcia uznał "nagrody i dyplomy oraz wiadomości przekazane dwóm zespołom fotograficznym". Postawił równoważnik między pracą społeczną a dowodami uznania dla jego osoby.

.
"W cieniu topoli", lata 1945-1950

Ten życiorys może uchodzić za wzorcowy wśród poznańskich fotografów amatorów, którzy swe hobby zaczynali rozwijać w okresie międzywojennym. Wychowani przez piktorialistów, pielęgnowali malarską kompozycję i piękny kadr razem z istotną formą towarzyską i postawą obywatelską. "Fotografia dla nich miała bowiem wyrażać i utrwalać szlachetne strony ludzkiej natury" (Adam Sobota). Na fotografiach Mariana Stamma są np. romantycznie ujęte pnie drzew w fali powodziowej, ocalały po wojnie konfesjonał w bocznej nawie kościoła, wiejskie kobiety z wielkimi koszami, w których niosą wiktuały na targ w mieście, dziewczyna na brzegu strumienia, wyciągająca rękę do płynących gęsi. Jest i silnie emocjonalnie podana stodoła, okrążona przez rozwiane topole, ale też budynek murowanego kościoła, kryty po działaniach wojennych strzechą. Zdjęcia posiadają proste tytuły, zawierające wyraźną nutę dumy z piękna swojskiego krajobrazu (W cieniu topoli, Nad strumykiem) bądź troskę o jego przetrwanie po klęskach (W fali, Św. Jan pod strzechą).

Portret imieninowy

"W roku 1924 zbudowałem aparat z pudełka od cygar" - zapamiętał Stamm. Był wtedy trzynastolatkiem, zdolności manualne dziedziczył po dziadku Dionizym i ojcu Władysławie. Pierwszy był rzeźbiarzem; podobno jest autorem figur na jednym z mostów w Berlinie, choć główne zlecenia dostawał od księży. - Stracił życie, gdy spadł z dachu kościoła - opowiada najmłodsza córka Mariana, Maria Augustyniak. Tata Władysław okazał się natomiast uzdolniony technicznie. Przez jakiś czas był elektrykiem w operze, miał zakład rowerowy przy ulicy Poznańskiej, pracował też jako konstruktor ze zmysłem plastycznym. Z Marianem, który przy tejże Poznańskiej się urodził, wykonywał kiedyś witraże w kościele św. Marcina. Stamm potrafił więc do pudełka od cygar wmontować lupę, zaopatrzoną w blaszki z równymi otworkami, co dało w efekcie obiektyw i przesłony. Pierwsze zdjęcia zrobił oczywiście w rodzinie - matce, tuż przed imieninami. Na imieniny odbitki były gotowe.

W domu się nie przelewało, ale czuwano nad ogólnym wykształceniem dzieci - rzecz charakterystyczna u wielu międzywojennych Polaków, którzy pod zaborem pruskim nie mieli szans na studia, a często i dokończenie edukacji średniego stopnia. Stammowie byli od kilku pokoleń Polakami, Władysław brał udział w powstaniu wielkopolskim. Zjechali do Wielkopolski dwa wieki temu, jedni spod Wiednia, inni z Saksonii. Spolszczyli się i rozkrzewili. To z tego rodu pochodził także sławny powojenny bokser Feliks Stamm, który wykształcił doskonałych technicznie następców, nadając przy tym sens życiu niejednego trudnego chłopaka. Mówili na niego "Papa Stamm". I on miał to społecznikowskie zacięcie, jakie przebija z życiorysu Stamma fotografa. Być może był to spadek po ciężkich czasach. Polska kultura i odrębność przetrwały przecież, a później rozwijały się dzięki niestrudzonym wychowawcom młodzieży. Do jednego z nich trafił Marian, gdy po czterech latach od swej fotograficznej inicjacji zapisał się do Towarzystwa Miłośników Fotografii TMF. Opiekun nazywał się Tadeusz Cyprian - prawnik, lotnik wojskowy, były fotoreporter, jeniec we włoskim obozie w trakcie I wojny światowej, następnie żołnierz gen. Hallera. Potrafił młodym przekazać swoje pasje. Robił to w siedzibie TMF przy ul. Libelta, chłopcy mieli tam dostęp do ciemni. Cyprian był również redaktorem naczelnym "Polskiego Przeglądu Fotograficznego" - miesięcznika wydawanego przez nieocenionego właściciela największego w Polsce sklepu-hurtowni ze sprzętem i materiałami do fotografii Kazimierza Gregera. Obaj organizowali konkursy dla młodych.  "W jednym zdobyłem I nagrodę za zdjęcie «maski» z pomnika Porwania Prozerpiny" - pisał Stamm. Tą nagrodą był prosty aparat fotograficzny na film, ufundowany przez Foto-Greger.

Aparatu nie zauważono      

Równolegle Stamm opanował grę na skrzypcach, wyżywał się sportowo w klubie "Sokół" i zdobywał konkretny zawód w zawodowej Państwowej Wyższej Szkole Budowy Maszyn i Elektrotechniki. Lecz z pracą było krucho. Następne aparaty Stamm otrzymał więc od rodziców - w 1932 roku i na rok przed wybuchem II wojny światowej. Ani razu jednak jego nazwisko nie pojawiło się w międzywojniu w katalogach wystaw fotograficznych. Z powodu niedostatecznego poziomu czy braku funduszy na drogie materiały? Trudno dziś dociec. Jest pewne, że nie był wyjątkiem w TMF: na ponad stu członków wystawiało tylko kilku. A bezrobocie - właściwie stały problem międzywojennej Polski - wpłynęło w jego życiu nawet na datę ślubu. Był rok 1937, Stamm pojechał z "Sokołem" na zlot. Wieczór, ognisko i Maria z katolickich Młodych Polek.

- Mama skończyła jakąś szkołę ekonomiczną, tam uczyła się francuskiego, niemieckiego, muzyki, gry na fortepianie - opowiada córka Barbara. Zakochali się, chcieli pobrać, ale nie dostali zgody od urzędników, ponieważ nie mieli źródła utrzymania. - Takie były przepisy. Ojciec dostał w końcu pracę w Cegielskim - dodaje.

Ślub wzięli w 1938, rok później na świat przyszła ich pierwsza córka. Może to wtedy rodzice podarowali Stammowi drugi aparat firmy Welta. Nie zdał go w czasie okupacji, choć kary były drakońskie. Ukrył go wśród krawatów. "Podczas rewizji w domu - wspominał - przejrzano szafę wewnątrz i między krawatami na drzwiach aparatu nie zauważono". Stracił za to odbitki. Ale miał swój aparat i w nowej Polsce mógł dużo skuteczniej rozwijać swą pasję. "Po okupacji w czerwcu 1945 zostało zorganizowane Stowarzyszenie Miłośników Fotografii przy Urzędzie Wojewódzkim, którego byłem współzałożycielem".

Otóż to. Jeszcze w październiku tego roku brał udział w pierwszej wystawie SMF w Sali Białej Wojewódzkiej Rady Narodowej... O dalszych jego losach - za miesiąc.

Monika Piotrowska   

* za udostępnienie zdjęć i rozmowę o M. Stammie dziękuję jego córkom Barbarze oraz Marii i jej mężowi Michałowi Augustyniakowi.

                        

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.