Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

Młodzież kontra dyktatura ciemniaków

Kilka tysięcy studentów protestujących w centrum miasta, brutalne interwencje ZOMO, gaz łzawiący, gumowe pałki, aresztowania, medialna nagonka wymierzona w "wichrzycieli", wreszcie haniebny, partyjny wiec na placu Mickiewicza. Tak wyglądał Marzec 1968 w Poznaniu.

.
Tzw. aktyw robotniczy w czasie partyjnego wiecu na placu Mickiewicza, 16.03.1968 r., fot. J. Unierzyski, ze zb. MHMP

Późna zima 1968 roku przyniosła PRL wielkie polityczne tąpnięcie, którego kulminacją były masowe protesty studentów Warszawy odważnie demonstrujących swój sprzeciw wobec komunistycznego systemu roszczącego sobie pretensje do kontrolowania wszelkich aspektów życia społeczno-politycznego. Kamykiem uruchamiającym marcową lawinę było zdjęcie przez cenzurę Dziadów w reżyserii Kazimierza Dejmka, których premiera odbyła się w listopadzie 1967 roku na deskach Teatru Narodowego (notabene z okazji 50-lecia rewolucji październikowej!). Gwałtowność niezależnego studenckiego ruchu, który narodził się wówczas na ulicach stolicy, była dla partii władzy pewnym zaskoczeniem. Z drugiej jednak strony stała się dla niej długo wyczekiwanym pretekstem umożliwiającym bezpardonowe uderzenie w wyraźnie dystansujące się od polityki PZPR środowisko liberalnej inteligencji, które obarczono odpowiedzialnością za taki, a nie inny rozwój wydarzeń. Szczególnie mocno podkreślano fakt żydowskiego pochodzenia części jej przedstawicieli, co z kolei dało asumpt do rozpoczęcia dramatycznej w skutkach "kampanii antysyjonistycznej", która doprowadziła do utraty pracy, a w konsekwencji do wyjazdu z Polski ok. 15-20 tys. jej obywateli.

Stolica Wielkopolski nie była bynajmniej białą plamą na mapie studenckich protestów, które począwszy od 8 marca 1968 roku, poczęły obejmować najważniejsze ośrodki akademickie w kraju. Pierwsze ulotki wzywające do solidarnościowych manifestacji, wspierających opór warszawskiej studenterii, pojawiły się w poznańskich akademikach w niedzielę 11 marca, kulminacja wydarzeń przypadła zaś w Poznaniu na cały kolejny tydzień. W tych dniach poznańscy żacy w sile od kilkuset do nawet kilku tysięcy uczestników, co jest liczbą godną szacunku, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że pod koniec lat 60. na studiach dziennych uczyło się tutaj ok. 17 tys. osób, demonstrowali w samym sercu miasta - na placu Mickiewicza. Tę lokalizację łatwo wytłumaczyć, wskazując na położony w jego bezpośrednim sąsiedztwie pomnik narodowego wieszcza. Z drugiej wszakże strony takie umiejscowienie protestów zdradza chyba pewne związki z Czerwcem 1956, które z kolei znajdują poważne wsparcie za sprawą kilkutysięcznego przemarszu pod położony niedaleko gmach KW PZPR, co miało miejsce wieczorem 12 marca 1968 roku. Zauważmy przy tym, że obok ostentacyjnego palenia gazet i skandowania haseł, które nie odbiegały w zasadzie od marcowych standardów znanych z innych miast (m.in.: "Prasa kłamie", "Żądamy Dziadów", "Studenci wszystkich miast łączcie się" etc.), wyjątkowo mocno wybrzmiały tutaj okrzyki: "Niech żyją robotnicy Cegielskiego", zawołanie zaś: "Robotnicy z nami" miało być przez studentów ponawiane jeszcze po wielekroć. Odpowiedź na podobne gesty, która nadeszła ze strony poznańskich robotników, była jednak dość mizerna. Nie licząc mało chwalebnego zaangażowania tzw. aktywu, który był często mylnie utożsamiany z ogółem robotników, postawę większości załóg można określić jako obojętną. Pomimo to poznańska PZPR żywiła wyraźne obawy związane z atmosferą panującą "na zakładach" i prowadziła w tych dniach nieustanny monitoring robotniczych nastrojów ze szczególnym uwzględnieniem HCP. Ideałem była sytuacja, gdy z nieskrywaną ulgą można było donieść zwierzchnictwu w Warszawie, że w Cegielskim "nie dostrzega się grupowego zbierania pracowników" i "nie notuje się jawnej ani ukrytej działalności elementów reakcyjnych".

Począwszy od 13 marca, poszczególne manifestacje były tyleż metodycznie, co niezwykle brutalnie rozpędzane przez znaczne siły ZOMO, MO i ORMO. Odpowiedź poznańskich władz na studenckie protesty to jednak nie tylko gumowe pałki, gaz łzawiący, szeroko zakrojone zatrzymania (214 osób!) i procesy wymierzone w "rozwydrzonych wichrzycieli". Prędko ruszyła bowiem intensywna kampania propagandowa mająca objaśnić społeczeństwu prawdziwy charakter "gorszących zajść" oraz ich rzeczywistych inspiratorów. Co jednak dość znamienne, lokalna prasa donosząca o "ulicznych burdach" szczególnie intensywnie odwoływała się zarówno do rangi Poznania, "cenionego w kraju za pracowitość i rozwagę", jak i bez cienia skrępowania podpierała się autorytetem robotników Cegielskiego, którzy rzekomo jednogłośnie mieli protestować "przeciwko chuligańskim wybrykom wykolejonej i zdemoralizowanej części warszawskich studentów". Najważniejszym elementem marcowej nagonki zaaranżowanej przez poznańską PZPR był jednak "spontaniczny" wiec "przeciw wichrzycielom ładu i porządku publicznego", który 16 marca 1968 roku zorganizowano na placu Mickiewicza. Zaproszono nań ok. 50 tys. członków PZPR, którzy wyrazili "pełne poparcie dla polityki partii, jej I Sekretarza tow. Władysława Gomułki" oraz domagali się "surowych konsekwencji do prowodyrów i inspiratorów zajść". "Marcowe" przemówienie I sekretarza KW PZPR Jana Szydlaka, charakter przyjętej rezolucji oraz haniebne hasła, które wówczas wznoszono (m.in. "Syjoniści do Izraela", "Precz z bankrutami politycznymi"), stanowią do dziś jedną z najbardziej przygnębiających kart w powojennych dziejach grodu Przemysła.

Piotr Grzelczak

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018