Kultura Poznań.pl

Film

opublikowano:

ANIMATOR. To, co niepowielalne

- Nie jest do końca tak, że moje filmy są układankami symbolicznymi, które mają rozwiązania. Wydaje mi się, że albo to, co robię, do kogoś trafia, wypełnia brakujące pola i ten ktoś jest zadowolony - albo nie. Ale w tym drugim przypadku nie mówi mi o tym - mówi Mateusz Sadowski*, którego trzy filmy można zobaczyć na tegorocznym festiwalu Animator.

.
Kadr z filmu "Veil of the moment", fot. materiały prasowe

Pracujesz na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Opowiedz, czym się tam zajmujesz.

Jestem asystentem profesora Konrada Kuzyszyna w V Pracowni Fotografii. Staramy się otwierać medialnie studentów na różne możliwości - na film czy obiekty, żeby działali w poprzek utartych ścieżek akademickich. Oprócz tego prowadzę też zajęcia techniczne. Uczę technologii i programów - ale tak, żeby studenci byli w stanie widzieć w tych mediach pewne środki do rozwoju. Nauka tylko konkretnych umiejętności ma krótką datę ważności.

To bardzo naiwne i paskudnie często zadawane pytanie, ale czy mógłbyś wskazać artystów, którzy są dla ciebie istotni, w jakiś sposób ważni?

Z naszego polskiego podwórka na pewno są to artyści, którzy kiedyś byli związani z Penerstwem i działają w filmie, czyli Piotr Bosacki i Wojciech Bąkowski. Lubię też Marka Mandersa - choć nie wydaje mi się, żeby się to przekładało na jakieś podobieństwa między nami. Staram się za bardzo nikim nie inspirować. Mogę interesować się danym artystą, ale to, co robi, jest dla mnie bardzo odległe. Dbam o to, żeby nie stosować podobnych rozwiązań - czy to koncepcyjnych, czy formalnych. Aby zbudować indywidualizm, trzeba się koncentrować na swoich działaniach. Nie tyle więc zamykam się na inne rzeczy, ile sprawdzam, co jest wyjątkowego w konstrukcji psychologiczno-praktycznej, która mną kieruje.

To skąd bierze się u artystów skłonność do naśladowania innych, na przykład wśród studentów uczelni artystycznych?

W szerokim sensie pewne nurty jakie są na świeczniku, pozwalają na większą widoczność jeśli się pod nie podłączymy. Na dłuższą metę może to powodować, że w twórczości jest mniejszy odcisk indywidualności. Obawiam się tego, więc staram się trzymać rzeczy, które są dosyć odrębne i których nikt nie robi. U studentów bierze się to ze zrozumienia komunikatów, które są pozawerbalne u innych artystów. Gdy nauczymy się takiego języka i zachwycimy nim, staje się łatwiejszy i efektowny w użyciu. Na studiach nie musi to być negatywnym zjawiskiem, to bardziej próbowanie różnych rzeczy.

W Veil of the moment jest obecna muzyka Dawida Szczęsnego. Jak go poznałeś?

Zaproponowałem mu tę współpracę, ale nie na zasadzie wykorzystania jego już gotowej muzyki. Dałem mu materiał wizualny, a on zrobił do niego dźwięk. W zasadzie bardziej rozmawialiśmy o dźwięku, a nie o muzyce. Dawida poznałem parę lat temu, przy okazji koncertu Niwei. Zrobiłem też klip muzyczny do jego utworu Private behaviour z solowego projektu Normal Echo. Powstał na zasadzie eksperymentalnego, ale prostego i szorstkiego zabiegu. Zbudowałem mały plan, który był wyobrażeniem pokoju - i obracałem nim. Przez cały film mamy nieruchomy kadr ze zmieniającymi się rodzajami oświetleń i refleksów.

Kiedy zacząłeś się interesować fotografią, która ma bardzo fizyczny wymiar? Robisz zdjęcia cyfrowo, ale potem czynisz z nich "namacalne" obiekty, również w filmach.

Około 2012 roku zacząłem robić pierwsze próby z obiektami fotograficznymi. Od tamtej pory ciąży to w stronę obiektów o cechach rzeźb, które nie są powielalne, szczególnie ostatnio. Następowało to  równolegle z filmami.

Dlaczego chciałeś sprawić, żeby stały się niepowtarzalne?

Tworząc prace myślę o szerokim pojęciu zawartego w dziełach kontrastu wewnętrznego. Jest to kategoria, której można szeroko używać. W przypadku fotografii czymś w rodzaju kontrastu wewnętrznego byłoby właśnie wykorzystanie powielalnej techniki do tworzenia obiektów, które są unikatowe. Interesuje mnie kontrastowanie cech medialnych. Podobnie jest w moich filmach, w których proces jest sztucznie utrudniony przez wielokrotne przetworzenie. Gdy robię wideo, eksportuję z niego klatki i drukuję je, a potem "z powrotem" je animuję.

Gdy w filmach obsadzasz siebie, nigdy nie wykonujesz wielkich, artystycznych gestów, choć odwołujesz się do metarefleksji w kinie eksperymentalnym. Skupiasz się na pozornie trywialnych zajęciach. Ale odbierasz im przyziemność, przez co stają się dziwnie ciężkie.

Celowo pokazuję sytuacje, co do których trudno jest rozstrzygnąć status ważności. To jeden z moich środków. Gdy status danej sytuacji jest jednoznacznie istotny, to ścina nam to pole do domysłów. Podobnie, gdy pozbawiona jest istotności, a my o tym wiemy. Staram się zawsze zwiększać pole interpretacji.

Wiele scen i zdarzeń fragmentujesz, pozbawiasz początku bądź zakończenia. Często nie są osadzone w konkretnych kontekstach, czasem są wręcz oderwane od rzeczywistości, zawieszone obok siebie. Odbiorcy nie skarżą ci się, że tego nie rozumieją?

Nie jest do końca tak, że moje filmy są układankami symbolicznymi, które mają rozwiązania. Wydaje mi się, że albo to, co robię, do kogoś trafia, wypełnia brakujące pola i ten ktoś jest zadowolony - albo nie. Ale w tym drugim przypadku nie mówi mi o tym. [śmiech]

Zdarzyło ci się, by widzowie dzielili się bardzo osobistymi refleksjami po zobaczeniu twojego filmu?

Kilka razy ktoś mi powiedział, w formie niezbyt konkretnej myśli, że film do niego trafia. W takich sytuacjach daje mi do zrozumienia, że wie o co chodzi, ale nie mówi, o co... tylko, że to wie. To rodzaj pozawerbalnego odbioru. Takie doświadczenia nie są łatwe do wyrażenia.

Czy ciężko byłoby ci zatem stworzyć eksplikację swoich filmów - tak, jak trudno jest ich odbiorcom wyrazić to, co przeżyli oglądając je?

Niekoniecznie - jestem w stanie te filmy obiektywnie opisać i nazwać wszystkie decyzje, które mi przyświecały. Są nagie i nie ma w nich żadnych tajemnic. Jednocześnie fascynuje mnie to, że przy tych wszystkich środkach, które nie są ukryte, wytwarza się coś, co nie do końca jest łatwe do nazwania. Zresztą tego też szukam. Stąd ta odległość pomiędzy poszczególnymi scenami, o której mówisz. Dane sceny łączą dosyć luźne wątki skojarzeń.

Mógłbyś opowiedzieć o decyzji, aby zrealizować Kształt chwili w tak specyficznej technice 3D, jak anaglif? Pamiętam, że korzystałeś już z niej w fotografii, wystawiając takie prace rok temu na wystawie Reflex Wander w galerii Stereo.

To ogólnie dostępna, prosta i tania technika. Nie wymaga drogich okularów, tylko takich, które znamy z dzieciństwa. Dobrze się sprawdza i nie potrzebuje żadnych specjalnych warunków. Każdy monitor i projektor sobie z nią poradzi. Poza tym dobrze wygląda w niej też obraz czarno-biały. Z kolorowym jest więcej kłopotu.

Można powiedzieć, że Kształt chwili ma dwa oblicza. W technice anaglifowej pociąga mnie też aspekt estetyczny, bo zrealizowane w ten sposób filmy możemy oglądać również bez okularów. W bardziej zaawansowanych technologiach 3D czasami nie da się oglądać obrazów bez specjalnych okularów. Oczywiście podczas pokazu filmu na Animatorze widzowie dostaną okulary i zobaczą go w 3D.

W Kształcie chwili występuje też twoja żona Anna i syn Jonasz. To taki twój "rodzinny" film.

Wzięło się to z przesytu wykorzystywaniem tylko własnego wizerunku. Wcześniej korzystałem w filmach głównie ze swojej postaci. Mam tendencję do tego, że w każdym swoim kolejnym filmie wprowadzam pewne zmiany. I jedną z takich zmian jest wprowadzenie do Kształtu chwili mojej rodziny i ich wizerunków. Poszerza się w ten sposób pole interpretacyjne, a dla mnie pole znaczeniowe, prywatne tego filmu.

Żona nie miała zastrzeżeń?

Nie miała, ale nie była też do końca zadowolona z fotogeniczności tych nagrań. Ale gdy rejestruję siebie te kwestie w pracach odsuwam na dalszy plan. W tym przypadku postąpiłem jak zwykle.

rozmawiał Marek S. Bochniarz

* Mateusz Sadowski - ur. 1984. Żyje i pracuje w Poznaniu. Ukończył fotografię i intermedia na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, na którym obecnie pracuje. Laureat stypendium Młoda Polska. W 2010 roku otrzymał nagrodę w 7. edycji konkursu Samsung Art Master. Jego film Rezonans został wyróżniony nagrodą im. Chrisa Frayne'a dla najlepszej animacji na festiwalu kina eksperymentalnego Ann Arbor w 2016 roku. Jest związany z galerią Stereo.

  • 11.07, g. 10.30, kino Muza (Scena na Piętrze), pokaz filmuKształt chwili w V przeglądzie konkursu krótkometrażowego 11. MFF Animator
  • 11.07, g. 16, Kino Pałacowe (CK Zamek), pokaz filmuVeil of the moment (Zasłona chwili) w pokazie konkursowym Animator.pl
  • 11.07, g. 20, kino Muza (Scena na Piętrze), pokaz filmuRezonanspodczas seansu Animacja poza kinem
  • do 13.07, Polonez, wystawa Mateusza Sadowskiego Kształt chwili

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018