Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Mini-tygrys Europy Wschodniej

- Rumunia spowodowała, że w moim życiu zdarzyło się bardzo wiele szczęśliwych przypadków, miłych spotkań i wspaniałych niespodzianek - mówi Agnieszka Krawczyk*, której książka Rumunia. Albastru, ciorba i wino ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.

. - grafika artykułu
Rumunia, fot. Agnieszka Krawczyk

Kiedy rozpoczęła się Pani przygoda z Rumunią?

Wszystko zaczęło się wraz ze studiami, gdy zdecydowałam się pójść na drugi kierunek - wybrałam filologię rumuńską. Mimo, że języka francuskiego uczyłam się jeszcze od gimnazjum i w międzyczasie zrobiłam doktorat z tej filologii, to pociągała mnie egzotyka rumuńskiego i chęć poznania czegoś, co miałoby dla mnie walor odkrycia. I to właśnie ten kierunek sprawił, że przydarzyły mi się szczęśliwe okazje i nieoczekiwane spotkania.

Dlaczego zdecydowała się Pani przeprowadzić na stałe do Rumunii?

Dzięki znajomości języka rumuńskiego poznałam męża Mariusza, który również jest Polakiem i mieszka w Rumunii. Od kiedy się poznaliśmy dojeżdżałam do niego. Najpierw odwiedzałam go tylko w okresie wakacji, ale wraz końcem studiów doktoranckich pojawiła się idea przeprowadzki. Nie była to pospiesznie podjęta i nieprzemyślana decyzja. Od razu planowałam, że w Rumunii zamieszkam raczej na stałe. Dzięki przeprowadzce wiele moich obserwacji i spostrzeżeń dotyczących tego kraju i jego mieszkańców, które wcześniej w związku z krótkoterminowymi pobytami były przelotne, mogłam zweryfikować i pogłębić.

Czy właśnie wtedy przyszła refleksja, że warto by o Rumunii napisać książkę?

Na pewno chciałam dowiedzieć się więcej, ale nie myślałam jeszcze o tym, aby spisać swoje przemyślenia i uwagi na temat tego kraju w formie książki. Moja bardzo dobra przyjaciółka Natalia Kołaczek prowadzi Szwecjoblog i napisała książkę I cóż, że o Szwecji, która również ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego. To ona poleciła mnie wydawnictwu, a ja stwierdziłam:  dlaczego w sumie nie miałabym spróbować napisać o tym kraju, może wyjdzie z tego coś ciekawego? Ostatecznie jestem zadowolona z tego, jak potoczyła się przygoda z książką i bardzo wdzięczna Natalii za to, że szepnęła o mnie dobre słowo.

Jakie były początki Pani nowego życia w Rumunii?

Przez prawie rok mieszkałam w Sybinie, mieście na terenie Siedmiogrodu. Do momentu wybuchu pandemii bardzo dużo się tam działo w sferze kulturalnej. Odbywał się międzynarodowy festiwal teatralny, festiwale filmowe, czy festiwale różnorakiej muzyki - od poważnej, przez romską, aż do rocka i metalu. Sybin miał tak szeroką ofertę kulturalną, że praktycznie co tydzień odbywało się wydarzenie na głównym rynku miasta. Przyciągało to Rumunów z całego kraju, a także i przejeżdżających przez Siedmiogród turystów.

Dlaczego zdecydowała się Pani przeprowadzić do Bukaresztu?

Tak naprawdę wcale nie chciałam się przenieść - to los tak zadecydował. Po przeprowadzce do Rumunii jesienią 2019 roku zaczęłam pracować w tym samym biurze podróży co mój małżonek. Gdy rozwinęła się pandemia stwierdziliśmy, że trzeba zdywersyfikować nasze źródła dochodów i zaczęliśmy szukać innej pracy. Początkowo miało to być tylko zajęcie "na przetrwanie". Mariuszowi udało się jednak znaleźć pracę w międzynarodowym przedsiębiorstwie, która wiązała się z przeprowadzką do stolicy.

Wcześniej Bukareszt traktowałam po macoszemu. Był dla mnie za duży, za głośny, a kiedy latem bywałam w nim z turystami, to i za gorący. Gdy o 8 rano zaczynało się zwiedzać miasto, już było prawie trzydzieści stopni, a pot rozpływał się razem z asfaltem.

Czy udało się Pani przekonać do Bukaresztu?

Po przeprowadzce zaczęłam odkrywać uroki stolicy. Covid co prawda wszystko zamroził, ale teraz coraz bardziej ożywia się oferta kulturalna. Bukareszt jest miastem o skomplikowanej przeszłości i niełatwej architekturze czy też estetyce planowania urbanistycznego. Należy mu dać jednak kredyt zaufania i drugą szansę.

A jak pandemia wpłynęła na branżę turystyczną - czy powoli wszystko w niej powraca do normy?

Tak. Gdy udało nam się ustabilizować naszą domową sytuację uznałam, że dam turystyce jeszcze jedną szansę. Powoli zaczyna się ona na powrót rozkręcać. Już prowadziłam nawet jedno zwiedzanie zorganizowane Bukaresztu i tygodniowy wyjazd z grupą z Polski. Przychodzą do nas różne zapytania - póki co jeszcze bardzo ostrożne, bo również i w Rumunii mówi się o czwartej fali, wariancie delta i konieczności wyszczepienia populacji. Niezaszczepieni zostali jeszcze ci, co są niezdecydowani bądź temu niechętni. Bo ci, którzy chcieli się zaczepić - w tym ja i mój mąż - mogli to zrobić szybko. Główny program szczepień przeszedł w Rumunii o wiele prędzej niż w Polsce. Zarejestrowałam się na szczepienie pod koniec marca, a pod koniec kwietnia otrzymałam już pierwszą dawkę. Od razu została też otwarta pula dla wszystkich osób powyżej 18 roku życia. Początkowo dotyczyło to tylko mieszkańców i rezydentów, którzy - tak, jak ja - mają nadany lokalny odpowiednik peselu. Bardzo szybko zostało to jednak umożliwione również i osobom zza granicy, mogącym się wylegitymować w punkcie szczepień paszportem bądź dowodem.

Pisze Pani o Rumunii jako o dobrym kraju do życia podając na przykład, że znajduje się na piątym miejscu na świecie pod względem szybkości połączenia z internetem.

Do Rumunii przeprowadziłam się z pełną świadomością wad i zalet tego kraju. Wielu spośród mieszkających tu moich znajomych Polaków trafiło tu jednak przypadkiem. Szok kulturowy w ich przypadku był czasami zdecydowanie mocniejszy.

Gdy wyliczam zalety życia w Rumunii, w tym i te związane z podatkami, to czasem bardzo dziwi to moich rozmówców. Można wręcz powiedzieć, że ten kraj jest mini-tygrysem Europy Wschodniej. Tuż po upadku komunizmu różnica między rozwojem Polski a Rumunii była bardzo widoczna. Tę przepaść zauważały osoby, które jeździły tam na przełomie lat 90. i po 2000 roku. Mówiło się wtedy, ż Rumunia znajduje się 10-15 lat do tyłu w stosunku do Polski. Teraz ten dystans zaczyna się coraz bardziej zacierać. Mam nadzieję, że w przyszłości te dwa kraje będą mieć jeszcze lepsze relacje i zacieśniać współpracę.

Jak ma się to do stereotypowego postrzegania Rumunii?

Moje pokolenie - czyli osoby urodzone po "89 roku, które pełną gębą weszły w "światową wioskę", korzystając z dostępu do internetu, mediów społecznościowych, otwartych granic w ramach Unii Europejskiej - ma inne postrzeganie Rumunii. Są to ludzie wybierający ten kraj ze względu na jego walory przyrodnicze, głównie góry. W dyskusjach w internecie to właśnie osoby z tego pokolenia zwracają uwagę na to, aby nie posługiwać się metką "każdy Rumun to Cygan".

Różnie jednak z tym bywa - o czym wspominam w książce - w przypadku pokolenia moich rodziców. Niektórzy mają świadomość "polityczno-sportową" - pamiętają więc postać Nicolae Ceaușescu czy upadek komunizmu w Rumunii... Są też niestety i ci, co szeregują ten kraj za pomocą zasłyszanych łatek. Wydaje mi się, że tych najtrudniej jest skłonić do zmiany zdania o Rumunii. Ale jeśli już uda się ich przekonać do przyjazdu i zobaczenia tego kraju osobiście, to wówczas mają najczęściej bardzo pozytywne wrażenia.

Czy pokolenie Pani rodziców jest zawzięte w ksenofobii względem Rumunów i Rumunii?

Wydaje mi się, że są jednak zmiany w ich podejściu. Mam nadzieję, że moja książka też się ku temu przyczyni i zacznie się o Rumunii mówić w innym kontekście, niż dotychczasowym i mocno stereotypowym. Dobrą robotę wykonują nawet i wyjazdy zorganizowane. Te wycieczki-objazdówki może i nie pozwalają dotknąć dogłębnie Rumunii, ale da się dzięki nim przełamać swoje bariery, wątpliwości i uprzedzenia. A gdy tacy ludzie dadzą się przekonać do zmiany poglądów, to po tej pierwszej podróży powracają potem już indywidualnie. Dużo dobrego pijaru robią też kontakty polsko-rumuńskie.

W książce wspomina Pani o nieodwzajemnionej miłości Rumunów do Polski. Czy zdają sobie sprawę, jak negatywnie są postrzegani przez Polaków, czy starają się udawać, że tego nie dostrzegają?

Rumuni są bardzo świadomi tego, jak bardzo negatywny ich obraz pokutuje nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach europejskich. Jednak tylko w bajkach zdarza się idealna miłość bez skazy i myślę, że tak jest również i w tej sytuacji. Są gotowi przymknąć na to oko w przypadku Polaków, bo w ich mentalności Polska jest tym spośród krajów byłych demoludów, który poradził sobie najlepiej i świecił wręcz przykładem, jeśli chodzi o tranzycję z systemu komunistycznego do demokratycznego. Postrzegają nas podobnie, jak my widzimy Zachód. A przecież również i w przypadku Polaków jest podobnie, bo nie zważają na obecne w Anglii i Niemczech stereotypy na swój temat. W obu przypadkach to jednak wciąż ten sąsiad, u którego trawa wydaje się zieleńsza.

Czy obecny polityczny zwrot Polski w prawo nie naruszył jednak tego wyidealizowanego wyobrażenia w oczach Rumunów? W książce przytacza Pani choćby wypowiedź premiery Vioriki Dăncili z 2019 roku: "Nie powinno się stawiać Rumunii w jednym szeregu z Polską i Węgrami. Nie jesteśmy krajem drugiej kategorii. Są kraje bardziej skorumpowane, ale ich się nie krytykuje".

Te zmiany trochę już zaczynają do Rumunów docierać. Wiadomości o tym, co się dzieje w Polsce w związku z protestami przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego czy stosunkiem polskich władz wobec osób nieheteronormatywnych, pojawiają się również i tutaj. Gdy rano otwieramy rozkładówkę rumuńskiej prasy internetowej pojawiają się artykuły nie tylko na takie tematy, ale również i one się w niej przewijają.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Agnieszka Krawczyk - urodzona w 1989 roku w Poznaniu. Studia na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza rozpoczęła od filologii francuskiej, w 2019 roku obroniła doktorat z językoznawstwa romańskiego. Od początku studiów dużo podróżowała: od Bukowiny rumuńskiej, przez Konstancę nad Morzem Czarnym, aż po Siedmiogród. Od 2019 roku mieszkała w Sybinie, zaś pod koniec 2020 roku przeprowadziła się do Bukaresztu, gdzie pracuje w branży turystycznej.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021