Kultura w Poznaniu

Rozmowy

opublikowano:

Bakcyl jazzowy

Już w najbliższą środę rusza Festiwal Młodego Jazzu, na którym zaprezentują się instrumentaliści, wokaliści, kompozytorzy i aranżerzy. Usłyszymy zarówno jazzowe standardy, jak i przygotowane specjalnie z tej okazji autorskie kompozycje przyszłych absolwentów poznańskiej Akademii Muzycznej. Z jedną z nich - Zuzanną Babiak - rozmawia Katarzyna Nowicka-Rynkiewicz.

Artystka ma ciemne oczy i rozpuszczone, czarne kręcone włosy. Uśmiecha się tajemniczo, za nią ciemne tło przypominające kurtynę. - grafika artykułu
Zuzanna Babiak, fot. Oliwia Szygulska

Jesteś tuż przed zwieńczeniem tego co nazywa się Festiwalem Młodego Jazzu, a w rzeczywistości jest "kropką nad i" dla wszystkich przyszłych magistrów sztuki. Jednak zacznijmy od początku. Wiem, że wokalistyka jazzowa nie była Ci dana od początku, przez chwilę na Twojej drodze pojawiły się i przedmioty ścisłe. Dlaczego zwyciężył jazz?

Wierzyłam, że jazz to droga, w której się odnajdę. Pomimo wzlotów i upadków z wcześniejszych lat edukacji muzycznej, szłam jak burza. Miałam kilka okazji, żeby to wszystko rzucić, jednak polecam każdemu, żeby wypróbować wszystkich możliwych opcji. Jak wszystkie zasoby energetycznie się nam wyczerpią, wtedy można odpuścić. Jednak to był jeszcze ten moment, kiedy można było zawalczyć i się udało. Poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi i tak naprawdę ten okres studiów to było spełnienie marzeń. Gdyby nie poznańska akademia, nie miałabym teraz tylu zawodowych możliwości.

Z czym mierzy się wokalistka jazzowa na początku swojej drogi? Co ją czeka?

Każdego czeka co innego, dlatego że mierzy się ze swoimi strachami i musi zwalczać je sam. Nie ma stałych wytycznych, to zależy też od tego, jaką drogę się wybierze. Mnie trafiło się akurat tak, że miałam trzy wspaniałe koleżanki na jednym roku i każda z nas była zupełnie inna. Każda szła w zupełnie innym nurcie, aż wreszcie każda mierzyła się z czymś zupełnie innym podczas studiów w akademii. To jest zależne od osoby i rozdzielanie tego pomiędzy instrumentalistą a wokalistą niekoniecznie jest sensowne.

Jeśli zaś chodzi sam głos, to nie każdy z nas ma świadomość, że nie myślimy o swoim głosie jak o instrumencie. Podczas studiów z pewnością dowiedziałam się,  jak zaopiekować się nim w dobry sposób, a jednocześnie jak nie traktować go zbyt emocjonalnie. Często każdą uwagę, którą usłyszymy względem naszego głosu, odbieramy bardzo personalnie. Myślę, że instrumentaliści nie patrzą na to tak osobiście: np. o popsutej klapie w saksofonie nie myślą przez pryzmat tego, że to coś z nimi jest nie tak.

Wbrew pozorom nie jest łatwo dostać się na wokalistykę jazzową.

Czasami jest to kwestia szczęścia, czasami umiejętności, a czasami tego, z kim się zdaje na dany rok. Z pewnością sprawę ułatwia sprawność w zakresie kształcenia słuchu. Często wydaje nam się, że ładny głos nam wystarczy. W rzeczywistości, kiedy szykujemy się na egzaminy wstępne, podstawą jest: kształcenie słuchu, rozpoznawanie akordów, intuicja muzyczna, ale też budowanie swojego zaufania względem wybierania danych dźwięków w solówce: wiedza harmoniczna, obeznanie w skalach czy zwroty rytmiczne, które pomagają różnicować nam nasze solówki. Ważny jest też dobór odpowiedniego repertuaru, który będzie wyrażał nas samych. Wyuczenie się fajnego standardu nie przejdzie. Trzeba pokazać swoją osobowość. I tu nie do końca chodzi nawet o umiejętności techniczne, teorię czy piękny głos, lecz charyzmę sceniczną, która zostanie zapamiętana przez komisję.

Jazz zderzył się w Twoim życiu z matematyką. Coś bardzo określonego, zdefiniowanego, stanęło w dysonansie do muzycznego manifestu wolności. Skąd wziął się w Twoim życiu jazz?

To od wczesnych lat młodości były około soulowe rzeczy. Mama puszczała mi na kasetach Raya Charles'a i Georgia On My Mind, którą pamiętam jako jedną z jej ulubionych piosenek. Mój profesor od klarnetu - Robert Błoszyk ze szkoły muzycznej, grał kiedyś koncert z profesor Katarzyną Stroińską-Sierant. Pamiętam, jakie to były piękne melodie. I to był właśnie ten moment, kiedy pomyślałam, że też bym tak chciała.

Najważniejsi byli właśnie ludzie, którzy zajmowali się jazzem. To oni zainspirowali i pobudzili mnie do tego, że ta muzyka jest osiągalna. Nagle mit o muzyce jazzowej jako trudnej i dla wybrańców prysnął. Jazz jest bardzo dostępny. Wystarczy się na tą muzykę po prostu otworzyć. Tak jak mówisz - jazz jest manifestem wolności. Ta jego rzekoma trudność rodzi się w naszych głowach. Tak naprawdę kluczem do zrozumienia matematyki jest wiedza i świadomość, które są kluczem do wolności. Tak samo dzieje się względem solówki: mamy harmonię, skale i to też jest pewnego rodzaju matematyka. To są takie twierdzenia i to od nas zależy, które z nich wybierzemy i które będziemy manifestować. To jest ta wolność! Czyli kwestia wyboru i tego, że my sami czujemy się w tej muzyce wolni. To chyba kręci mnie w jazzie najbardziej.

Czyli jazz nie jest tylko dla wybranych?

Absolutnie nie! To jest fenomen, że wokół jazzu tworzy się filozofia, która bardzo ogranicza sposób wypowiedzi muzycznej. A on tak naprawdę jest bardzo przyjazny. Im bliżej się go pozna, tym jest bardziej dostępny. Jest upustem wszelkich emocji.

Jest też bardzo naturalny.

Organiczny wręcz.

Z jakich stylów i technik, czerpiesz inspiracje?

Z roku na rok to ewoluuje. Kiedyś byłam bardzo zamknięta na jazz, soul i polskie stare piosenki. Ale ponieważ od dobrych kilku lat uczę, to dzięki uczniom poznaje nowe gatunki. Kluczem do eksplorowania muzyki jest otwarta głowa. Teraz mamy streamingi i dostęp do muzyki jest dużo łatwiejszy. Jednak, gdy byłam młodsza, to największą radością było wybieranie płyt na stronach internetowych i zaskakiwanie siebie. To było ciekawsze niż totolotek. Później okazywało się, że znajdowałam na nich jakieś perełki, które do tej pory są na moich playlistach. Nadal uwielbiam kupować płyty: otwierać folię, czytać pięknie zaprojektowane książeczki, a potem wsłuchiwać się w każdy dźwięk i być takim małym odkrywcą.

Jak zmieniała się Twoja relacja tworzenia zespołu i  bycia w zespole? Z pewnością nie jest to łatwe. A teraz na końcu to Ty dyktujesz warunki, bo to Twój dyplom.

Mam zasady, że gram z ludźmi, którym ufam. Nie boję się ośmieszyć. W życiu nie lubię prosić o pomoc, ale w zespole nauczyłam się tego i jest to mój ogromny sukces. Wiem, że nie przeskoczę braku wiedzy w niektórych aspektach. Nie jestem w stanie mieć wiedzy aranżera czy instrumentalistów. Mogę odpowiadać za swój wokal, formę, feel, ale są też takie rzeczy, których cały czas się uczę. Uważam, że zespół stanowi jeden wspólny organizm. Bardzo daleko jest mi do patrzenia, że ktoś jest frontmanem. Najważniejsze jest to, aby tworzyć dobrą atmosferę i jeszcze lepsze dźwięki. Jestem wdzięczna, że mam przy sobie osoby, które potrafią mi powiedzieć, kiedy muzycznie podążam nie do końca właściwą drogą i z całym serem, i empatią tłumaczą mi, jak to zmienić.

Po akademii można wybrać kilka dalszych dróg. Wiem, że Ty sama zarówno uczysz, jak i koncertujesz. Co jest Ci bliższe na ten moment?

Na ten moment los spowodował, że bliższe jest mi uczenie. Pewnie zawsze będzie, ponieważ kontakt z drugim człowiekiem i tworzenie z nim historii i relacji jest dla mnie bardzo ważne. Jeśli chodzi o koncerty, to mam nadzieję, że zakończenie etapu, jakim są studia w Akademii Muzycznej da mi motywację do działania. Podczas studiów w akademii dałam sobie czas, żeby doświadczać. Żeby nie być na froncie i żeby nie pchać się w zbyt wiele sytuacji, które mnie stresują. To był potrzebny czas, ale wiem że bez działań marketingowo-promocyjnych nie ma szans na to, żeby nagle ktoś się zjawił i rozpropagował moją twórczość. Moim planem po obronie jest to, żeby zacząć działać. Myślę o projekcie z twórczością Agnieszki Osieckiej.

I żebyśmy się źle nie zrozumiały, akademia nie blokuje, lecz otwiera wiele ścieżek. To my często tworzymy presję oczekiwań innej strony. A wystarczy spróbować, najwyżej projekt nie wyjdzie. Teraz widzę ile szans przegapiłam przez strach przed oceną. Teraz zobaczymy jak pójdzie dyplom i mam nadzieję, że nabiorę wiatru w skrzydła.

Czego można życzyć przyszłej pani magister sztuki?

Żeby szła w muzyce w zgodzie z sobą. I żeby tak jak do tej pory, tworzyła i grała z takimi wspaniałymi ludźmi jak teraz. I to będzie wystarczające.

Rozmawiała Katarzyna Nowicka-Rynkiewicz

  • Festiwal Młodego Jazzu
  • 28-30.06
  • Akademia Muzyczna

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2023