Kultura Poznań.pl

Sztuka

opublikowano:

Nasz przyjaciel w Marakeszu

Gdy pił, to sięgał po wino. A gdy mówił, że dziś nie pije, to wybierał piwo marki Miller. Charyzmatyczny artysta i wielki elegant, bohater wielu barwnych anegdot. 1 grudnia w Dragon Social Club wspominamy niebanalną postać Janusza Borowskiego.

.
fot. materiały organizatorów

Jeśli chwilę poszukamy, natrafimy w internecie na galerię zdjęć z wystawy grafik Janusza P. Borowskiego w galerii Perlegal z 30 września 2012 roku. Bardzo elegancko ubrany, jest uwieczniony w czasie zawziętych rozmów, z nieodłącznym kieliszkiem w ręku. W archiwach Biblioteki Raczyńskich można dowiedzieć się też, że był ilustratorem w "Arkuszu"- czasopiśmie literackim ukazującym się w Poznaniu w latach 1991-2003. Odnajduję też notkę prasową z "Gazety Wyborczej" z 7 sierpnia 2002: "Lekkie, bo wykonane piórkiem rysunki skontrastowane z ciężkim obiektem z granitu i szkła można od jutra oglądać w Poznańskiej Galerii Nowej. Mieszcząca się w Pasażu Niebieskim (przy ul. Paderewskiego) galeria zaprasza na kolejny letni wernisaż. Jej szefowa - Katarzyna Braniecka znów postawiła na artystę, w którego żyłach płynie "wielkopolska krew". Janusz Borowski urodził się w Gnieźnie w 1946 r. Studiował u profesora Ernsta Zorninga w niemieckim Darmstadt (...)".

- Był nie tylko wybitnym grafikiem, ale i wybitną postacią. Janusza poznałem prawdopodobnie przez jego brata Adama z Teatru Ósmego Dnia, w klubie Pod Minogą. Tam zawiązała się nasza znajomość, potem bliskość, a w końcu przyjaźń. Gdy pojawiał się w Poznaniu z powodu swoich wystaw - a mieszkał w Niemczech nad Jeziorem Bodeńskim - to stawało się to zawsze wydarzeniem towarzyskim - wspomina Maciej Krych z Dragon Social Club.

Spotykali się Pod Minogą, potem w Cafe Dedo, a później przez wiele lat właśnie w Dragonie. Borowski miał też własne ścieżki w Poznaniu, którymi lubił się poruszać. Będąc bon vivantem uwielbiającym otaczać się ludźmi, miał swoje dwie, podstawowe emocje: był albo radosny i szczęśliwy albo wkurzony - gdy denerwowało go coś, na co nie mógł się godzić. Przykuwał uwagę też swoim wyglądem, bo był człowiekiem bardzo eleganckim - każdy przedmiot, jak portfel, opakowanie na tytoń, buty, spinki, koszule dobierał uważnie, acz jakby od niechcenia.

- Myślę, że świat traktował jako wielką przygodę. Cieszyło go towarzystwo kobiet, przyjaciół, i muzyka. A uwielbiał zwłaszcza jazz. Podstawę miał dość tradycyjną- kochał Milesa Davisa, czy Johna Coltrane'a. Ale nie unikał awangardy. Nasz klub wielokrotnie w swych koncertowych planach miał i ma nadal awangardę, free jazz - czyli dość trudne zagadnienia. A on w to "wchodził", był otwarty na wszystkie nowe rzeczy - tak długo, jak były szczere. Wydaje mi się, że miał dar do rozpoznawania takich spraw. Przychodził zwłaszcza na koncerty Maseckiego, Rafaela Rogińskiego - wylicza Maciej Krych.

Janusz Borowski był bardzo precyzyjnym grafikiem, z dużą wyobraźnią. - Będzie to można zobaczyć na wystawie. Jego sztuka jest charakterystyczna, łatwo rozpoznawalna, drobiazgowa i pełna emocji. Zawsze miał sporo fantazji - dotyczącej jednak nie tylko warstwy technicznej, wizualnej, ale i przestrzennej. Nie kończył tak naprawdę na kartce papieru - to było zaledwie wyjście do dalszego pomysłu. Często bawił się przestrzenią galerii, potrafił ją nawet niszczyć, rozwalając coś młotem - tłumaczy Krych.

O śmierci Janusza, który zmarł rok temu 1 grudnia, dowiedział się późno. - Wiedzieliśmy, że choruje. Od trzech lat nie odwiedzał nas w Poznaniu. Dwa lata temu jeszcze się jednak zarzekał, że do nas przyjedzie. Gdy miał w tym czasie wizytę u lekarza, powiedział mu, że pojedzie do Marakeszu, który odwiedzał regularnie. To była jego mekka, i właśnie tam spędzał wakacje. "Maciej, może nie powinienem - ale i tak pojadę". Nasza grupa, jego przyjaciół, ma wrażenie, że nie chciał przyjeżdżać do Poznania, gdy był już tak zmęczony. To nie było w jego naturze. Gdyby tu był- chciałby otworzyć butelkę wina, napić się z nami i zatańczyć na barze. Tak go pamiętamy - dodaje Krych.

Wystawa prac i zdjęć Janusza Borowskiego została przygotowana dzięki pomocy jego małżonki, Grażyny, a także Barbary Lehman, Jarosława Majchrzyckiego, Mateusza i Elizy Rogalów.

Marek S. Bochniarz

  • wystawa grafik Janusz Von Borowski i koncert Orkiestra Minus #6: Dąbrowski/Aleksandrowicz (część składu Poznańskiej Orkiestry Improwizowanej)
  • Dragon Social Club
  • 1.12, g. 18, start koncertu: g. 20.30
  • wstęp wolny za okrzyk "O kuźwa!!!"
  • wystawa czynna do 31.12

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019