Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Wszystko wolno

Z Marcinem Świetlickim "nieprzerwanym poetą" i Piotrem Jaskiem "poetą odzyskanym po latach" we wtorek w Zamku rozmawiał prof. Piotr Śliwiński.

.
fot. M. Kaczyński/CK Zamek

Kilka miesięcy temu nakładem Wydawnictwa Wolno ukazała się trzynasta już książka poetycka Marcina Świetlickiego, na którą składają się czterdzieści cztery wiersze. Piotr Jasek z kolei po latach pisania scenariuszy do m.in. takich seriali jak "Brzydula", "Leśniczówka" i "Egzamin z życia" powrócił ze swoim drugim tomem. Redaktorem jego "uważam że cię kocham" jest Jarosław Borowiec i właśnie Marcin Świetlicki. - Poznałem Piotra we wczesnych latach 90. Ja byłem wtedy starym poetą, on młodym. I zachwyciłem się tym młodym poetą, jego wierszami - wyznał autor "Ale o co ci chodzi?".  Pierwsza książka Jaska - "Niewieżowce" trafiły w ręce przyjaciół poety w 2003 roku. W Poznaniu tom jest właściwie nie do zdobycia.

Poeta zgnity

Nowa książka Piotra Jaska powstała, czego nie ukrywa poeta, dzięki zaangażowaniu lidera Świetlików. - Chodziłem z tym pomysłem po różnych wydawcach i opowiadałem o tym, że jest w Warszawie taki nieszczęśliwy człowiek, który zarabia ciężkie pieniądze, ale tak naprawdę chciałby wiersze wydać - żartował Świetlicki. - Wcale tak nie było -  zaprzeczył z kolei Jasek. I opowiedział o tym, jak pewnego dnia Marcin Świetlicki odwiedził go w jego warszawskim mieszkaniu oraz poszukiwaniach jego wierszy, które regularnie gubił. - Te wiersze zbutwiały na balkonie - mówił Świetlicki. - Przez to przez jakiś czas mówił do mnie "zgnity poeta" - przyznał Jasek. I opowiadał dalej: - Dużo pisałem w młodości. Kiedyś mi ukradli samochód z wierszami, potem ktoś je znalazł.

Jasek pochwalił się przy okazji opowieści, jak ze Świetlickim "zbierali" jego wiersze, że choć znany jest za sprawą swojej komercyjnej działalności, w latach 90. odniósł parę sukcesów na gruncie poetyckim. Publikował w m.in. "BruLionie", "Nowym Nurcie", "Regionach" i "Zeszytach Literackich". - Mam świadomość, że przez to kilkadziesiąt lat nasz rynek zalewany był mnóstwem niedobrych wierszy. A te leżały na balkonie i gniły. To, co się udało uratować jest w tej książce. Ale jest tego jeszcze na kilkanaście innych - rozprawiał Świetlicki niczym menadżer Jaska. - Będziemy to powoli suszyć - żartował z kolei młodszy poeta.

Autor "uważam że cię kocham" przyznał również, że wstydzi się kilku swoich wierszy, ponieważ napisał je mając szesnaście lat. A inne powstały z kolei, kiedy miał lat czterdzieści. Zdaniem Świetlickiego, współredaktora tomu, one wszystkie jednak opowiadają o jednej, tej samej kobiecie. - Idea miłości może się objawiać w różnych kobietach. Ale to jest ta sama miłość -  wyjaśniał Jasek, ku zdumieniu wielu kobiet na sali. Dla prof. Śliwińskiego z kolei książka ta jest jak ukryty cykl "pieśni o niewinności" i "pieśni doświadczenia". - Najbardziej cyniczny wiersz miłosny napisałem jako osiemnastolatek. To dziwne. Teraz bym tego nie potrafił - wspominał Świetlicki. - Tak szczerze, skoro rozmawiamy o mnie, ja nie mam złych doświadczeń miłosnych. Te w wierszach pochodzą z obserwacji - tłumaczył dalej Jasek, czemu dziwił się Świetlicki. - Te złe i smutne rzeczy zdarzały się kolegom, przyjaciołom... - żartował natomiast prof. Śliwiński.

Jasek przeczytał kilka swoich wierszy, m.in. o długich kobiecych nogach oraz Julii Kamińskiej, jego narzeczonej, która zagrała główną rolę w serialu "Brzydula" i wielokrotnie się do niego wprowadzała i wyprowadzała. - W polskiej poezji uniwersyteckiej brakuje takiej lapidarności. Czasem tylko najwięksi sobie na to pozwalają - mówił Świetlicki. - Żaden wiersz Piotra nie jest przegadany - tłumaczył. Jego zdaniem w ogóle niewiele tworzy się poezji miłosnej. Sam Jasek natomiast skomentował kwestie tak: - Nigdy nie wymyślałem wierszy miłosnych. Jak się żyje, one same przychodzą.

Poeta skrzywdzony

Swoista prostota wierszy Jaska cechuje również poezję Marcina Świetlickiego. Jego ostatni tytuł skomentowany został na łamach pisma "Wieź". - Napisano tam, że wiersz "Podsłuchy" jest o aferze podsłuchowej. A on jest o tym, że wolałbym oślepnąć, niż być głuchy... - mówił. - Krytycy zawsze robią mi krzywdę - spuentował.

Obydwaj poeci przyznali, że nie szukają wierszy, tylko te odnajdują ich same. Ale talent nie wystarczy. - Jest też coś takiego jak poezja nieuświadomiona. Znam kilka osób, które mówią doskonale wierszem. Ale niestety trzeba je zapisywać za nie, bo one nie wpadłyby na to. Mam koleżankę, która dziennie wygłasza pięć tomików - mówił Świetlicki. - Ludzie nie są świadomi, że są literatami. Świadomi ludzie - zaznaczył.

Poeta przeczytał m.in. wiersz o raju, w którego centrum znalazła się piękna kelnerka oraz "środkowym palcu losu". - Mogę powiedzieć, że byłem na rynku w miejscowości Nachod w Czechach, z tego miasta pochodzi mój ulubiony pisarz. Było piękne wrześniowe słońce, piłem Cofolę, jadłem jakąś czeską zupę. Siedziałem tam kilka godzin i nie chciałem już nigdzie jechać. Pomyślałem, że tak powinien wyglądać raj - kontynuował.

Świetlicki przyznał również, że jego ostatni wiersz w tomie wygląda zawsze tak, jakby miał być ostatnim w ogóle. - A nuż się wykopyrtnę po drodze - skwitował. Tę pesymistyczną myśl szybko jednak przewiał zapowiedzią kolejnego tomu, który "nie będzie typową książką Świetlickiego". - Można skończyć z tematem Polski. Będzie się nazywał "Zwroty". Będą to jednocześnie wymioty, zwroty do biblioteki, akcji... tytuł dobry. Tytuł mi wystarczy, teraz tylko trzeba to uzupełnić - mówił zagadkowo.   

Monika Nawrocka-Leśnik

  • Spotkanie z Marcinem Świetlickim i Piotrem Jaskiem
  • CK Zamek
  • 8.10

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019