Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

To sztuka, sztuka mnie oburzyła

W filmie "Koniec ze strachem" Barbara Visser bada przypadek zniszczenia obrazu abstrakcyjnego przez oburzonego widza, a także próbę jego restauracji i rekonstrukcji. W ten sposób pokazuje również szerszy problem związany z odbiorem sztuki współczesnej. Film będzie można zobaczyć we wtorek w Pawilonie.

.
Kadr z filmu, fot. materiały prasowe

"Kto się boi czerwieni, żółci i błękitu?" był legendarnym, monumentalnym - "w ludzkiej skali" -  obrazem Barnetta Newmana z 1966 roku, zdominowanym przez płaszczyznę jednorodnie pokrytą czerwienią (wraz z dopełniającymi ją wąskimi, pionowymi pasami dwóch pozostałych kolorów z tytułu), przykuwającym uwagę odbiorcy. Ponoć najlepiej obraz odbierało się z odległości 60 cm - zasugerowanej przez samego malarza - przez co płótno zupełnie nas "pochłaniało". Opowieści kustoszy i kuratorów brzmią dziś tak, jakby opowiadali o jednym z ważniejszych przeżyć w ich życiu.

Stedelijk Museum w Amsterdamie zakupiło dzieło w 1969 roku i umieściło je w sali z amerykańskimi malarzami współczesnymi, w której wisiało spokojnie do momentu, gdy w 1986 roku pewien mężczyzna zaatakował obraz nożem, wycinając w płótnie poziome paski. "Spokojnie wisiało" to jednak złe określenie. Wielu zwiedzających, gdy trafiło do sali amerykańskiej, czuło się przez ten obraz absolutnie zdominowanymi, wręcz zranionymi. Czy widz miał jednak prawo odpowiedzieć "morderstwem obrazu", wyrazić przeżyty wstrząs aktem wandalizmu?

Seans "Koniec ze strachem" wywołać może sporo ironicznych uśmiechów i pewną konsternację. To interesujące móc posłuchać opowieści o ludziach, dla których sztuka abstrakcyjna tak wiele znaczy, bądź tak wiele w związku z nią przeżywają, choćby i negatywnie. Niektórzy z rozmówców Visser mówią zresztą o tym, z jakim zdziwieniem (i zaciekawieniem) zareagowali na atak wandala. Odczuwamy, że te słowa oddają zupełny brak zrozumienia, fascynację naukowca patrzącego na odpowiedzi z zebranych ankiet. Bo "Koniec ze strachem" to opowieść o pojedynczym przypadku fizycznej konfrontacji, reprezentującym większą skalę wielu nieporozumień między społeczeństwem a instytucjami kultury, zajmującymi się sztuką nowoczesną. Po akcie wandalizmu amsterdamskie muzeum zostało zasypane pełnymi nienawiści listami sygnalizującymi, że część z odwiedzających je ludzi poczuło satysfakcję, że oto ktoś odważył się "paskudny" obraz Newmana zniszczyć, co by nie kalał ich oczu.

Film Visser wpisuje się w najbardziej sensacyjną narrację o sztuce, opowiadającą o jej niszczeniu i nierzadko efektownych kradzieżach, co spotkało zresztą przed laty również i nasze lokalne Muzeum Narodowe w Poznaniu. Wynoszenie dzieł sztuki nie zawsze ma też przecież pobudki racjonalne - czasem odwiedzający muzeum czuje po prostu, że "musi mieć" dany obraz dla siebie i zawłaszcza go, nie licząc się z prawem. Tak było choćby z szewcem, który wyciął detal przedstawiający but z "Wymarszu strzelców" Rembrandta. Zawsze wspomina się w przypadku ataków na dzieła sztuki zdarzenie z 1972 roku, gdy australijski geolog Laszlo Totha zaatakował młotkiem watykańską rzeźbę Michała Anioła "Pietà" krzycząc "Ja jestem Jezusem Chrystusem". Kluczowe wydaje mi się to, że zwykle tego typu zachowania podejmują osoby nie związane ze światem sztuki - to ludzie z "innych światów", którzy w przestrzeni galerii czy muzeum dokonują agresywnego działania. Niszczą, wyładowują swoje emocje. Sztuki potrzebują na inny sposób, niż reszta z nas - a może to sztuka była ostatecznym bodźcem, który popchnął ich do działania, do którego w innych warunkach nigdy by się nie odważyli?

A zatem: "Kto się boi czerwieni, żółci i błękitu?". Tego być może w końcu dowiemy się z filmu Barbary Visser...

Marek S. Bochniarz

  • Krótkie spięcia #15: "Koniec ze strachem"
  • Pawilon
  • 21.05, g. 19.30
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019