Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Wspólne przeżywanie czasu i przestrzeni

- W tangu najważniejsze jest to, by być z partnerką. Odczuwać radość z tańca, być razem. Przez moment stać się z partnerką jednością, duchową, mentalną, sensualną - mówi Grzegorz Kałmuczak*, tancerz i nauczyciel tanga argentyńskiego.

.
fot. Dorota Pisula

Tańczy Pan i uczy tańca już od ponad pół wieku. 63 lata w metryce, ale nie widać po Panu upływu czasu. Taniec daje drugą młodość?

Już od 53 lat zasuwam na parkiecie.

Ku swojemu zdziwieniu przeczytałem na Pana stronie internetowej, że w październiku świętujemy 20 lat tanga argentyńskiego w Poznaniu. A ja przecież 40 lat temu ćwiczyłem na wuefie kroki tanga przygotowując się na studniówkę.

Ale to było tango towarzyskie, a ja jako jeden z pierwszych w Polsce zacząłem krzewić tango argentyńskie. Kiedyś bawiłem się w taniec towarzyski, byłem zawodnikiem na turniejach, na konkursach tańca, tańczyłem m.in. tango. W połowie lat 80. zainstalowałem sobie antenę satelitarną i tak, przerzucając programy, zobaczyłem tango argentyńskie. Zacząłem się wtedy śmiać, bo muzyka wydawała mi się jakaś dziwna, figury też dziwaczne. Zastanawiałem się co to jest. Przecież znam tango, mało tego, ja tańczę tango na turniejach tańca towarzyskiego! Poszedłem do swojego trenera, ale on też nie znał tych figur. Internetu wtedy nie było, w prasie też żadnych informacji nie mogłem znaleźć, więc zacząłem bardzo uważnie śledzić programy prezentowane na kanale Tango i samodzielnie uczyć się tańczyć prawdziwe tango, to argentyńskie. Taniec towarzyski, jaki znamy w Europie, oceniany na turniejach, to jest taniec stworzony pod pewne reguły, by sędziowie, a sam też jestem takim sędzią, mogli ocenić poszczególne pary pod kątem wykonanych elementów. To jest troszeczkę sztuczne. Podobnie rumba, którą tańczą tancerze tańca towarzyskiego, nie ma nic wspólnego z rumbą kubańską, a samba z tą brazylijską.

Kiedy wpisałem w wyszukiwarkę Pana imię i nazwisko, to wyskoczyła mi milonga. I nie było to wcale słynne Tango milonga Jerzego Petersburskiego.

I bardzo dobrze. Słowo "milonga" w Argentynie ma dwojakie znaczenie: to forma tańca - tanga, ale  też miejsce, gdzie ludzie się spotykają i tańczą tango w każdej formie. Sam 20 lat temu otworzyłem Poznań na tango argentyńskie, były warsztaty z Argentyńczykami, pierwsza milonga na  świeżym powietrzu. A pierwszą regularną milongę zorganizowałem w klubie Charyzma, potem odbywały się one też w innych miejscach. Poza tym Tango milonga Petersburskiego wcale nie jest tańcem milonga, bo milonga jest tańcem bardzo szybkim, skocznym i wesołym...

Kto uczył Pan tanga argentyńskiego?

W Polsce nie miałem żadnego nauczyciela, bo nikt nie znał tej formy tańca. Uczyłem się najpierw w Berlinie, gdzie dojeżdżałem przez trzy lata do Argentyńczyków, myśląc, że nauczą mnie tanga. Ale brali tylko pieniądze. O tym, że nie umiem tańczyć tanga, przekonałem się 17 lat temu, jadąc po raz pierwszy do Argentyny. Znam figury, kroki, ale nie znam żadnej zasady, techniki, historii. Okazało się, że nie znam sensualności tego tańca. W tańcu towarzyskim wykonuje się choreografię, zestaw obowiązkowych kroków, a tango argentyńskie to jedyny taniec - a znam ich sporo - w którym nie występują żadne układy, żadne z góry ustalone choreografie. Nie umiałem tego wcześniej, dopiero tam się tego nauczyłem.

Z jednej strony jest to trudny taniec, ale z drugiej jednak łatwy?

Wielu ludzi dąży do tego, by jak najszybciej na parkiecie, jak ja to mówię, "machać nogami". Oglądamy to na YouTubie, więc tak chcemy tańczyć. Tak też jest, ale w tangu scenicznym, el scenario. Natomiast tango, jakie się tańczy na milongach, jest tangiem tańczonym w Buenos Aires. I ten taniec, tzw. społeczny, nie zawiera takich elementów.

To znaczy, że wcale nie jest tak, że im tańczysz tango szybciej, tym wychodzi lepiej?

To jest najgorsza rzecz! Najprostszym elementem, a zarazem najtrudniejszym jest caminata, czyli chodzenie. Bo w tangu najważniejsze jest to, by być z partnerką. Odczuwać radość z tańca, być razem. Razem wykonywać elementy, razem płynąć w przestrzeni, na fali emocji, w rytm muzyki, by przez moment stać się z partnerką jednością, duchową, mentalną, sensualną.

A spotkał Pan na parkiecie taką idealną partnerkę? Bo to, co Pan powiedział, brzmi jak miłosna deklaracja.

Spotkałem kilka razy, w pewnym sensie taki jest charakter tanga. Jeśli się tańczy na milondze, to obowiązuje zasada, że tańczymy w tzw. tandach. To są trzy lub cztery następujące po sobie utwory, które tańczymy jeden za drugim z jedną partnerką. Jedna tanda trwa około 12 minut, a gdy się kończy, do kolejnej zapraszamy już inną partnerkę. Jest nawet książka 12 minut miłości Kapki Kassabovej, ale oczywiście trzeba mieć do niej duży dystans. Nie łudźmy się, że tak jest z każdą partnerką w tangu. Bardzo rzadko się to zdarza, ale ja miałem to szczęście, kiedy po tańcu trudno wrócić do rzeczywistości.

Na studniówce moja partnerka - absolwentka podstawowej szkoły baletowej, wzięła sprawy w swoje ręce i dzięki temu nie skompromitowałem się w auli VIII LO w Poznaniu. W tangu kobieta może prowadzić?

Nigdy w życiu. W Argentynie mawia się, że partner to lider, a partnerka to ta podążająca. Lider jednak może pokazać, jak ona pięknie tańczy, może się nią zaopiekować. Daje jej czas, do niczego nie zmuszając, ale proponując. Z drugiej strony, jeśli się daje partnerce taką możliwość, to ona oddaje partnerowi emocje, piękno. Daje się prowadzić, troszeczkę uwodzić w tangu, sama uwodzi. To jest wspólne przeżywanie czasu i przestrzeni.

rozmawiał Przemysław Toboła

*Grzegorz Kałmuczak - tancerz sportowy, nauczyciel tańca, sędziuje na turniejach tanecznych. 34 lata temu założył w Poznaniu Szkołę Tańca Oscar Dance.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019