Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Podróż na Wschód

- Jeśli miałbym wskazać miejsce na świecie, gdzie gra się najbardziej wykrzywioną, ekstremalną muzykę, to wybrałbym Kijów - mówi Jakub Lemiszewski*, muzyk z Poznania.

.
Zdjęcie z okładki albumu "Podróż na Wschód"

Dlaczego zająłeś się muzyką?

Bardzo wcześnie stwierdziłem, że chcę się zajmować sztuką. Na początku myślałem, że zostanę malarzem. Jak byłem jeszcze w podstawówce i na początku gimnazjum, to myślałem, że moim powołaniem są sztuki wizualne. Lubiłem rysować i robić tego typu rzeczy, ale z czasem dotarło do mnie, że muzyka działa na mnie bardziej. Bardzo wcześnie - bo w wieku trzynastu lat - zdecydowałem, że chcę się tym zajmować w życiu. Konsekwentnie podążałem tą ścieżką.

A teraz jest już na poważnie?

Raczej tak. Miewałem okresy, że żyłem tylko z muzyki, nie podejmując żadnych dodatkowych zajęć. Teraz przez półtora miesiąca nie będzie mnie w Poznaniu - wyjeżdżamy na trasę koncertową z Sierścią i Muchą Ladaco. Potem pojadę do Krakowa robić muzykę do spektaklu Jana Klaty. Ale są to kilkumiesięczne zrywy, które zawsze kończą się tym, że nie mam co do garnka włożyć. To bardzo niestabilne życie i trzeba kombinować, jak przetrwać. Ale granie jest dla mnie priorytetem. Pójście do pracy nie jest dla mnie ważniejsze niż zagranie koncertu. Musiałem się jednak chwycić jakiegoś dodatkowo zajęcia.

I co wybrałeś?

Teraz pracuję jako szewc. Zawsze było dla mnie problemem, żeby chociaż trochę lubić pracę nie związaną z muzyką. Przez prawie cały ostatni rok pracowałem na lotnisku, ładując walizki do samolotu. Było w porządku, ale niszczyło mnie to fizycznie i już nie dawałem rady. Zrezygnowałem, gdy zaczął się zbliżać sezon letni, który na lotnisku jest wyjątkowo ciężki.

Mój kolega, który ma zakład szewski powiedział, że wszystkiego mnie nauczy. Praca jako szewc daje dużo satysfakcji, bo robi się coś materialnego, widać efekty i czuje się, że to sensowne. Naprawianie rzeczy przyczynia się też do oszczędzania zasobów naszej planety.

Ile zajmuje nauka szewskiego fachu?

Cały czas się uczę. Żeby opanować same podstawy, trzeba poświęcić dwa-trzy miesiące ciężkiej pracy. Potem trzeba te umiejętności poprawiać. Trzeba lat, aby robić to bardzo dobrze. Nie wiem, czy będę to robić przez resztę życia.

Identyfikowałem cię z klubem Eufemia. Na długo wyjechałeś do Warszawy?

Mieszkałem tam prawie trzy lata. Przez ten czas poznałem środowisko. W Warszawie bywam co najmniej raz-dwa razy w miesiącu i jeszcze jedną nogą tam jestem. Nie da się tego uniknąć i jeśli ktoś chce się zajmować w Polsce muzyką na poważnie, to nie można być przywiązanym do jednego miejsca.

Co spowodowało, że wróciłeś do Poznania - zamknięcie Eufemii?

Nie tylko, to było związane też z życiowymi zakrętami. W Poznaniu czuję się najlepiej. Warszawa stwarza bardzo wiele możliwości, które da się wykorzystać. Ale życie tam na stałe wydaje się męczące. Unoszący się w powietrzu wyścig szczurów - mam tu na myśli nie środowisko muzyczne, a klimat miasta - nie za bardzo mi odpowiada.

Jak doszło do powstania jednego z twoich młodszych projektów muzycznych, Muchy Ladaco?

Moja dziewczyna, Kudłata, bardzo chciała nauczyć się gry na basie. Projekt zaczął się zaledwie rok temu. Podczas prób okazało się, że bardzo zgrabnie nam to idzie. Na początku graliśmy w trójkę z Robertem Śliwką, ale wyłamał się i przyznał szczerze, że nie ma dość dużo czasu, aby robić to dobrze. Bardzo szybko się rozwijamy dzięki temu, że jesteśmy mobilnym, dwuosobowym składem. Jesteśmy w stanie grać nawet trzy próby w tygodniu. W tym miesiącu wypuścimy naszą pierwszą epkę, nagraną w marcu. Jesienią wydamy drugą.

Opowiedz o swoim albumie "Podróż na Wschód". To zbiór refleksji ze wschodnich tras koncertowych, gdy zawędrowałeś na Ukrainę i do Rosji?

W czasie wyjazdu pisałem dziennik i gdy wróciłem z wyprawy pomyślałem, żeby przełożyć zapisane wrażenia na język muzyki w ilustracyjny sposób. Jeśli ktoś nie przeżył tego, co ja, to trudno mu będzie się do tego odnieść. Dla mnie był to bardzo mobilizujący bodziec do pisania muzyki.

Na razie ukończyłem tylko część pierwszą - przejazd między Poznaniem, Wrocławiem, Ostrawą, Katowicami, Krakowem do Przemyśla. Planuję nagrać drugą część, w której opowiadam o właściwej podróży na Ukrainę i do Rosji. Wymaga to bardzo dużo czasu, skupienia i spokoju, którego ostatnio mi brakuje. Jeżeli ktoś czeka na drugą część - mogę zapewnić, że się pojawi, ale nie prędzej, niż za rok.

Jak scharakteryzowałbyś wschodnie środowisko muzyczne? W wywiadach wspominałeś, że Polacy niepotrzebnie spoglądają na Zachód - podczas gdy powinni patrzeć na Wschód, który o wiele lepiej nas rozumie. Odkryłeś też, że masz tam bardzo wielu odbiorców...

Szczególnie dało się to odczuć na Ukrainie, gdzie grałem już kilka razy. Jest tam większy głód na taką muzykę. Scena muzyczna wygląda trochę inaczej, bo ludzie korzystają tam z Vkontakte. To niby odpowiednik Facebooka, ale ma kilka opcji nie występujących w nim. Narzędzie, które jest używane do komunikacji bardzo wpływa na to, jak rozwija się scena muzyczna. Vkontakte ma wbudowany osobny odtwarzacz muzyki. Można słuchać, wrzucać i ściągać utwory. Bardzo lubię śledzić różne grupy muzyczne pochodzące stamtąd.

A publiczność?

Na Ukrainie jest większe zapotrzebowanie na radykalną muzykę. Ludzie mają tam naprawdę ciężkie życie, co odbija się na grających tam zespołach. Jeśli miałbym wskazać miejsce na świecie, gdzie gra się najbardziej wykrzywioną, ekstremalną muzykę, to wybrałbym Kijów. Jest tam wielu muzyków noise'owych, eksperymentalnych, poruszających się w bardzo trudnych dźwiękowo rejonach. Chaos panujący na Ukrainie sprawia, że muzyka jest bardzo autentyczna i wypływa z potrzeby serca.

Gdy rozmawiałeś z ukraińskimi muzykami, to o jakich problemach ci opowiadali - o kłopotach ekonomicznych, czy również o wojnie z Rosją i poczuciu lęku związanym z niepewną przyszłością?

Bardzo wiele rzeczy się na to składa. Sytuacja wojenna to koszmarne historie, bo prawie każdy znał kogoś, kto na wojnie zginął - kolegę z klasy, czy bliskich. Problemy ekonomiczne przybierają na Ukrainie absurdalną skalę. Czynsze za mieszkania przypominają ceny w Polsce, a zarobki są trzy razy niższe. Gdy byliśmy tam jakiś czas temu, to znajomy opowiadał nam o akcji obywatelskiego nieposłuszeństwa: ludzie masowo przestali płacić rachunki. Przestała wtedy działać oczyszczalnia ścieków i nie można było pić wody z kranu nawet po przegotowaniu. Trzeba było kupować baniaki z wodą, żeby zrobić sobie herbatę.

Wydaje nam się, że Polska jest krajem, w jakim średnio się żyję. Jednak po wizycie na Ukrainie doceniam drobne rzeczy, których tam nie ma. Nie dziwię się im, że stamtąd uciekają, bo życie jest niewiarygodnie ciężkie. Bodźców do nagrywania ciężkiej muzyki jest wiele - bo oni nie mają już nic do stracenia. Jest tak źle, że nie ma nadziei i można robić wszystko.

rozmawiał Marek S. Bochniarz

* Jakub Lemiszewski - niezależny artysta, mieszkający i tworzący w Poznaniu. Zajmuje się muzyką od ponad dziesięciu lat. Nagrywa muzykę elektroniczną, która wykracza poza proste schematy. Interesuje go szukanie nowych dźwięków, których jeszcze nie umiemy dokładnie nazwać. Do jego albumów solowych należy m.in. "30 Minut", "HERMES", "DAAMN", "2017 [nielegal]", "Bubblegum New Age", "Podróż na Wschód - Część 1", "2019". Współtworzy takie zespoły, jak Sierść, Gołębie, Mucha Ladaco czy Wakacje w Glebie.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019