Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Niektóre historie należy uwolnić

- W Polsce i na świecie szybko przyrastają internetowe zasoby historii mówionej. Za kilka czy kilkanaście lat zwykły użytkownik internetu będzie mógł z tych zasobów zrobić swój film na wybrany temat, na swój sposób zinterpretować dostępny w sieci materiał. I konfrontować swój pomysł z kreacjami innych internautów - mówi Jacek Kubiak* z Poznańskiego Archiwum Historii Mówionej.

.
fot. Marta Buczkowska

Co to jest Poznańskie Archiwum Historii Mówionej, nowy portal Wydawnictwa Miejskiego Posnania?

Ożywiamy pamięć. Ze świadkami historii przeprowadzamy wywiady filmowe o ważnych wydarzeniach, jak II wojna światowa, Czerwiec 1956 czy Marzec 1968. Ale i o zwykłym życiu,  o codzienności. W ten sam sposób utrwalamy też sylwetki wybitnych twórców czy naukowców, gromadzimy także wywiady przeprowadzone już dawniej. Tworzymy wielowymiarowy zapis najnowszej historii miasta i regionu. Dzięki technologii cyfrowej nasi potomkowie będą mogli bezpośrednio od nas dowiedzieć się, jak przeżywaliśmy naszą historię, zobaczyć nasze emocje. Ważne jest, że pracujemy z kamerą, a nie z samym tylko dyktafonem. Bardzo wiele treści niesie ze sobą gest, wyraz twarzy, mowa ciała, intonacja.

Czyj to pomysł?

Trzydzieści kilka lat temu, w połowie lat 80., Piotr Frydryszek - wówczas dziennikarz radiowy odsunięty w stanie wojennym od pracy antenowej - zaczął nagrywać długie filmowe wywiady z wybitnymi osobistościami poznańskimi dla Biblioteki Raczyńskich, kierowanej wówczas przez Janusza Dembskiego. Powstał wokół tego przedsięwzięcia niewielki zespół. Ta praca była potem jeszcze przez jakiś czas kontynuowana dzięki Wojciechowi Spaleniakowi, również dyrektorowi Biblioteki. Piotr Frydryszek jest jednym z pionierów historii mówionej w Polsce. Teraz pomaga również nam.

Nowy portal ruszył od stycznia.

Warto wejść na naszą stronę lub znaleźć profil na Facebooku, żeby obejrzeć fragmenty relacji naszych rozmówców, na przykład wywiad z panią Ewą Drwęską, wnuczką Jarogniewa Drwęskiego, pierwszego po rozbiorach prezydenta Poznania. Albo poznać historię Jerzego Gurawskiego, wybitnego poznańskiego architekta, m.in. twórcy kampusu na Morasku, czy posłuchać relacji panów Henryka Zielazka i Henryka Golimowskiego, uczestników akcji Bollwerk, to jest podpalenia przez konspirację AK w 1942 r. magazynów Wehrmachtu na nabrzeżu portowym w Poznaniu. Ale są też wspomnienia uczestników Marca 1968 i relacje osób wysiedlonych z Wielkopolski przez Niemców podczas II wojny. Przygotowujemy też publikacje w związku ze stuleciem Uniwersytetu czy 30. rocznicą wyborów 4 czerwca 1989.

Z czasem będziemy wzbogacać stronę o nowe funkcje, zwłaszcza edukacyjne. Chcemy współpracować ze szkołami oraz instytucjami kultury w mieście i regionie. W tej chwili mamy pierwszych dwieście kilkadziesiąt wywiadów. Niektóre z nich pochodzą z mojego własnego archiwum - nagrania do moich dawnych programów czy filmów, zachowane z myślą "a nuż się kiedyś przyda", niektóre z Biblioteki Raczyńskich. Nagrywamy wciąż też nowe wywiady.

Co to znaczy "nagrywamy"?

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, przy wsparciu ze strony zastępcy prezydenta Poznania Jędrzeja Solarskiego, miejsce dla Archiwum znalazło się w strukturze Wydawnictwa Miejskiego Posnania. Zapewniło ono niezbędne środki i stworzyło - co równie ważne - przyjazny dla przedsięwzięcia klimat. Pozyskało też partnerów, przede wszystkim Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, który pomaga nam techniką zdjęciową, a co najważniejsze - zachęcił swoich studentów i młodych pracowników do współpracy z nami. To całkiem spory zespół z Tomaszem Kaczmarkiem, Beatą Użarowską i Maciejem Świstoniem na czele. A od kilku tygodni pracuje z nami Piotr Bojarski, doświadczony dziennikarz pracujący do niedawna w "Gazecie Wyborczej", świetnie znający historię miasta i regionu.

Pamiętasz pierwszą rozmowę, którą nagrałeś?

W 1991 roku robiłem film o obozie koncentracyjnym, jaki po wojnie władze komunistyczne  urządziły dla przesiedlanych Niemców w Łambinowicach. Na tak zwanych "ziemiach zachodnich" często prześladowano ludność autochtoniczną, ludzi, którzy na pewno nie byli Niemcami, tylko Polakami albo na przykład Ślązakami. Wsadzali do obozu jednych i drugich. Nikt nie wchodził w takie "subtelności" jak poczucie przynależności narodowej czy etnicznej. Po co, skoro można zagrabić czyjeś mienie? W Łambinowicach setki osób zmarły wskutek nieludzkiego traktowania lub zostały zamordowane. Nie zapomnę starej Ślązaczki, która opowiedziała nam - rozpaczliwie szlochając - jak zginęła jej kilkuletnia córka. Opowiadała to wtedy po raz pierwszy od 1945 roku. Słuchałem tego razem z Markiem Nowakowskim, współrealizatorem filmu i Mirkiem Skrzypczakiem, jego operatorem. A ostateczny filmowy kształt temu nagraniu dała Róża Wojta. Dzięki takim świadkom historii na Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie dostaliśmy w tamtym roku nagrodę. I może jeszcze jedno: w 2007 roku władze Poznania zleciły mi, wspólnie z Januszem Zemerem, nagranie kilkunastu relacji ofiar deportacji, jakie Niemcy w 1939 roku i później przeprowadzali w Poznaniu i Wielkopolsce; to są te wywózki do Generalnego Gubernatorstwa, które dotknęły kogoś w prawie każdej rodzinie w naszym regionie, łącznie kilkaset tysięcy Wielkopolan. Daliśmy ogłoszenie, że dwa razy w tygodniu dyżurujemy w Odwachu, czekając na osoby, które chciałyby opowiedzieć historię swojego wysiedlenia. Na drugim czy trzecim dyżurze przyszło tylu ludzi, że ustawiali się w kolejce. Każdy miał coś, co chciał nam pokazać: zdjęcie, kenkartę, jakiś list z czasów wojny. Ale przede wszystkim każdy chciał bardzo opowiedzieć swoją historię, zdjąć ją z siebie. Często mówili, że nikt ich jeszcze ani razu nie spytał o wojenny los. Wtedy w jednym momencie zrozumiałem, że są w historii społeczeństw zbiorowe przeżycia, doświadczenia, które muszą zostać opowiedziane, "uwolnione", bo inaczej będą nam ciążyć, nawet przez pokolenia. I że jeśli to już wiemy, nikt mnie i moich współpracowników nie zwolni z tego obowiązku. Zaczęliśmy z Januszem nagrywać relacje wysiedlonych. Mamy ich dzisiaj sto kilkadziesiąt.

Czy to nie jest jednak jakaś forma rezygnacji czy kapitulacji, jeśli Ty - zamiast robić filmy dokumentalne czy reportaże - zbierasz relacje, proste nagrania świadków historii?

Nie sądzę. Historia mówiona - jako sposób kreowania źródeł i uprawiania historii - jest młodą dyscypliną, zrodzoną gdzieś w połowie XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Jest wyzwaniem dla tradycyjnych metod, gdyż na wielką skalę uruchamia perspektywę "zwykłego" człowieka. A zarazem - w dobie rewolucji cyfrowej - demokratyzuje uprawianie historii, ale i kreowanie filmów dokumentalnych. W Polsce i na świecie szybko przyrastają internetowe zasoby historii mówionej. Za kilka czy kilkanaście lat zwykły użytkownik internetu będzie mógł z tych zasobów zrobić swój film na wybrany temat, na swój sposób zinterpretować dostępny w sieci materiał. I konfrontować swój pomysł z kreacjami innych internautów. Będzie miał wtedy do dyspozycji także zasoby Poznańskiego Archiwum Historii Mówionej.

rozmawiał Przemysław Toboła

*Jacek Kubiak - ur. w 1957 r. w Poznaniu, polski dziennikarz, dokumentalista i producent filmowy. Od 2019 r. kieruje Poznańskim Archiwum Historii Mówionej działającym przy Wydawnictwie Miejskim Posnania.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019