Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Muzyczne pogranicza

- Potencjał i bogactwo poznańskiej sceny muzycznej nie został wystarczająco odkryty - mówi Patryk Lichota*, który 24 marca uruchomił Axis Cactus Records - wydawnictwo prezentujące muzykę eksperymentalną i improwizowaną z Poznania.

.
Patryk Lichota (pierwszy z prawej) podczas projektu "Snu Maszyna" podczas Festiwal Malta, fot. Maciej Zakrzewski)

Dlaczego założyłeś Axis Cactus Records?

Wydawnictwo założyłem z moją żoną Yuliią, która jest graficzką i z którą wspólnie opracowujemy nietypowe i atrakcyjne, także pod względem wizualnym, formy wydawania muzyki na nośnikach fizycznych. Wydawnictwo jest też duchowo sprzęgnięte z zespołem KakofoNIKT, który jest nawet bardziej multidyscyplinarnym kolektywem artystycznym. Przez te blisko 15 lat działalności uzbierało mi się bardzo wiele własnych i realizowanych z innymi muzykami projektów, które z różnych powodów nie zostały opublikowane. Uważam, że nie wszystko może lub powinno trafiać zwyczajnie do sieci, że kontakt z materialnym wydawnictwem, które zostało otoczone troską artysty oraz wydawcy, ma w sobie jakąś magię. Pozwala zawiązać nić połączenia między nimi, a słuchaczem.

Wydawnictwo jest również dopełnieniem mojej drogi jako organizatora koncertów i różnych wydarzeń artystycznych. Chcę wspierać ciekawe, nie tylko własne projekty artystyczne, kierując się zasadą prezentacji obrzeży muzycznych - nawet awangarda i eksperyment ma swój mainstream i rubieże - i punktów styku między różnymi gatunkami. 

Niektóre z moich projektów są hybrydami bardzo odległych estetyk, więc mimo dobrego rozpoznania polskiej jak i zagranicznej sceny wydawnictw niezależnych, trudno było mi je do czegoś dopasować.

Nie odnalazłeś dobrych miejsc w scenie niezależnej, w "niezalu"?

Odnalazłem, a niezal uwielbiam i bardzo w niego wierzę - mimo tego, że mówi się o tej scenie, że jest sekciarska, zbyt insiderska i niezbyt spopularyzowana. Dobrze, że są fascynaci, którzy się tym zajmują - to odżywia całą alternatywną, oddolną kulturę. Wypływa to także od samych muzyków, którzy usiłują wydać się samodzielnie.

W Axis Cactus Records nie chciałem ograniczać się tylko do moich projektów, a stworzyć sieć połączeń. Czerpię z areału poznańskiego, bo z naturalnych powodów ta scena jest mi najbliższa. Poza tym, według mnie jej potencjał nie został należycie wydobyty. Jej bogactwo nie dotarło do powszechnej świadomości, ale na szczęście już wiele lokalnych labeli mocno nad tym pracuje.

Po co nadal wydawać albumy na nośnikach? Większość materiałów znajdziemy w Internecie, a niszowych posłuchamy na Bandcamp.

Słuchanie tysięcy plików mp3, Youtube, streamingów ma swoją wartość, bo są one bardzo łatwo dostępne i w ten sposób można odkryć wiele nowych i zaskakujących rzeczy. Według mnie jednak obcowanie z muzyką poza komputerem, słuchanie jej z płyty winylowej, CD, magnetofonu czy walkmana ma swój niezwykły czar i klimat. To wraz z uczestnictwem na koncertach, realnym spotkaniem z artystą i publicznością, daje pełniejsze doświadczenie. To detale, które sprawiają, że możemy przeżyć coś intensywniej, głębiej, oraz że znajdujemy siebie jako odbiorcy i artyści we wzajemnej sieci relacji.

W Axis Cactus Records wydajemy kasety - nośnik, który był ze mną od początku. Niedawno powróciłem też do winyli i odkryłem, dlaczego świat się nimi teraz zachwyca. To zupełnie inny sposób organizacji muzyki - kontury, o których często zapominamy, a są one bardzo ważne. Potrzebny jest fizyczny kontakt z medium. Obecnie samo wydawanie stało się o wiele prostsze, niż w szczycie fonograficznym. Podróż z wydawaniem to dla mnie doświadczenie muzyka, wydawcy, jak również badacza kultury.

Axis Cactus Records ma być mikro-labelem? Obecnie polski niezal kojarzy się z wydawnictwami na kasetach.

Kasety pokazują partyzanckie działania artystyczne, bo "próg wejścia" jest o wiele niższy. Na kasetach ukazują się często nietypowe i unikalne rzeczy, bo ryzyko jest o wiele mniejsze. Z drugiej strony wydawanie kaset to podróż w zupełnie inne rejony wydawnicze, otwiera się szerokie pole do różnych opakowań i rozwiązań edytorskich.

Są twórcy, którzy posiadają bogate materiały na Soundcloud ze wszystkimi swoimi nagraniami i archiwami. Jednak przejście całego procesu wydawniczego to przeskok w samej świadomości artysty, który decyduje, że to co nagrał, zamyka w jednym albumie. Jest to forma jaką można kupić  czy odnieść się do niej, recenzując wydawnictwo. Poza kasetami będziemy wypuszczać też albumy w większych nakładach na płytach CD, w ilości do 500 sztuk, jak i na CD-R oraz być może kasetach VHS i kiedyś, w przyszłości, na płytach winylowych.

Wspominałeś, że chcesz zajrzeć do archiwów, które zebrałeś jako organizator Friv Festival.

Przez ten czas zebraliśmy wraz z Piotrem Tkaczem kilkadziesiąt nagrań, zarejestrowanych wielościeżkowo. Zawsze dbaliśmy o to, aby koncerty miały wielokamerową rejestrację wideo. Koncerty na FRIVie były ciekawe i różnorodne mimo tego, że wszystkie powstały w duchu wolnej improwizacji muzycznej. Ich dokumentacja jest wyjątkowa - to spotkania muzyków z różnych miast, prężnych ośrodków muzyki improwizowanej. Na razie Friv Festival uległ hibernacji. Chciałbym zadbać o zagospodarowanie spuścizny po tych wydarzeniach.

Marzy mi się też wydawanie osobnych serii tematycznych, w tym także cyklu współczesnych słuchowisk eksperymentalnych, co w Polsce robiło już wydawnictwo BDTA. Współorganizuję poznański Festiwal Słuchowisk, przez co ta forma też jest mi bardzo bliska.

Porozmawiajmy o pierwszych wydawnictwach Axis Cactus Records, które będzie można kupić 24 marca na koncercie KakofoNIKT w Pawilonie. Pewnie niewiele osób wie dziś o tak specyficznym eksperymencie jak Posoka.

Posoka była projektem, który długo prowadziłem, współpracując z dwoma perkusistami - najpierw z Maciejem Kędziorą, a później Mieszkiem Łowżyłem. To była ciężka muzyka elektroniczna, odnosząca się do metalu, hard core punka, z podbiciem taneczno-klubowym. W pierwszej fali Posoka była zupełnie nieokiełznana, pełniła rodzaj ekstremalnego przeżycia. Estetycznie Posoka nawiązuje do klimatu studenckich pokazów kina gore, czy midnight movies i filmów klasy B.

Ale album brzmi grzecznie...

Można tak go odebrać, bo sama muzyka się bardziej uporządkowała. W okresie grania z Maciejem kładliśmy nacisk na metalowy kontekst i zgiełk. Z kolei Mieszko dał od siebie pierwiastek Detroit i techno, minimalizując perkusję. Dlatego Posoka się nieco wygładziła, ale jej energia stała się bardziej skoncentrowana, a kompozycje przejrzyste.

Opowiedz o Cyber Country i albumie "Polax Acid Cowboys".

To projekt-wybryk. Zrealizowałem go z Adamem Kaufmannem, który dołączył do KakofoNIKT przy okazji "Snu maszyny" i projektu psychodelicznej muzyki krautrockowej. Cyber Country miało czerpać z country, które oryginalnie reprezentowały piosenki na gitarę. My chcieliśmy je zdekonstruować, postrzępić i zmutować. Robiliśmy je na krótkich, regularnych sesjach, podczas których powstawał jeden kawałek od początku do końca. Country poza Mrągowem jest obce polskiej estetyce. To gatunek, który był mi najbardziej obcy także osobiście. Przez chęć wyzwań chciałem się z nim zmierzyć.

Interesowało mnie wyobrażenie kowboja zza Żelaznej Kurtyny. Nad nami nie czuwa duch Johna Wayne'a, a bohaterowie westernów z krajów bloku Związku Radzieckiego, czechosłowackiego "Lemoniadowego Joe". Od kilku lat słucham muzyki surfowej, w tym także tak fascynujących zjawisk jak zespół Elektron. Kultura hipisowska bloku wschodniego nie używała psychodelików, tylko silnego mistycyzmu i technik psychocielesnych.

"Polax Acid Cowboys" trafi na kasetę do... puszki?

Kaseta będzie umieszczona w puszce od landrynek. Pewna fabryka wyprodukowała duży nakład, który nie został w całości wykupiony - my przejęliśmy tę resztę. Ręcznie nanosimy na puszki nadruki, grając czarnym i złotym kolorem. Przy limitowanym nakładzie możemy skorzystać ze środków, które nie są łatwo dostępne przy normalnych drukach, na przykład mieniące się farby, świecące w ciemności. Kasetę zawinęliśmy w chustę, która pełni rodzaj plakatu, a poza tym zawiera wszystkie informacje.

Czym jest minialbum "Zsyp", który też trafił na kasetę?

Fryderyk Szulgit i Joanna Wabik posiadają klasyczne wykształcenie zdobyte na akademii muzycznej. To właśnie oni zrealizowali najbardziej ekstremalne nagrania w duchu muzyki eksperymentalnej z tych, które wydajemy w pierwszej serii. Joanna jest pianistką, a w 2015 roku występowała na Friv Festival. Organizuje sesje eksperymentalne z muzykami, podczas których eksploruje różne obszary muzyki improwizowanej. Nagrywają to dla siebie. "Zsyp" to taki archiwalny odpad. W Centrum Kultury Zamek Joanna w ramach Mojej Muzyki zrobiła instalację z bardzo długimi, amplifikowanymi strunami, na których grało kilku muzyków, w tym i Fryderyk. Na albumie Joanna wydobywa brzmienia powiększonej struny gitary, a Fryderyk skupia się na jej przetworzeniu.

rozmawiał Marek Bochniarz

* Patryk Lichota - muzyk, kompozytor, teoretyk. Autor muzyki teatralnej i filmowej, twórca instalacji multimedialnych i słuchowisk. Członek zespołów KakofoNIKT, Posoka, Stupor, Szukano, Ryzykowna Wyprawa Batyskafem, Kurort, Disgrained.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018