Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

Czytam partytury tak jak słowo

- Doświadczenie pokazuje, że od początku muszę wiedzieć, czego od dzieła i orkiestry oczekuję. Podczas nagrań nie ma już czasu na eksperymenty - mówi dyrygent Łukasz Borowicz.*

.
Łukasz Borowicz, fot. A. Hoffmann

Współpracuje Pan z Filharmonią Poznańską już 12 lat. Nigdy nie żałował Pan, że związał się na tak długo z naszym miastem?

Mam nadzieję, że będzie mi dane jeszcze długo współpracować  z Orkiestrą Filharmonii Poznańskiej.

W Teatrze Wielkim - Operze Narodowej dyrygował Pan dotychczas ponad setką spektakli operowych i baletowych. Odczuwa Pan różnicę między dyrygenturą symfoniczną a operową?

Jestem niezmiernie szczęśliwy, że moje dwie asystentury, które odbyłem po ukończeniu studiów - w Filharmonii Narodowej u boku Antoniego Wita oraz w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej u boku Kazimierza Korda - pozwoliły mi poznać zarówno specyfikę pracy w orkiestrze filharmonicznej, jak i w teatrze operowym. Współczesny podział na specjalizacje dyrygentury operowej i symfonicznej nie wnosi niczego dobrego w edukację dyrygentów, jest sztuczny. Dyrygenci, którzy nie mieli do czynienia z muzyką operową, dużo tracą. Praktyka operowa uczy znacznie lepszego współpracowania z solistą, oddychania z frazą i kształtowania muzyki.

Pana najnowsze nagrania to utwory Feliksa Nowowiejskiego - Quo vadis oraz II i III Symfonia. Drugi album powstał z udziałem poznańskich filharmoników, w nagraniu pierwszego Orkiestrze Filharmonii Poznańskiej towarzyszyły Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej oraz soliści. Jak pracowało się nad tymi zapomnianymi dziełami?

Praca wyglądała podobnie jak przy nagrywaniu innych utworów. Doświadczenie, które już wcześniej zdobyłem, pokazuje, że dyrygent od początku musi wiedzieć, czego od dzieła i orkiestry oczekuje. Podczas nagrań nie ma już czasu na eksperymenty, powtórki i sprawdzanie najlepszych wersji. To o tyle trudniejsze w porównaniu z nagraniami "na żywo", że praca w studiu trwa często kilka dni, utwór nagrywa się we fragmentach. Dlatego trzeba przede wszystkim wypracować poczucie temp, które chce się osiągnąć. Tak żeby cała konstrukcja utworu miała wewnętrzną, spójną logikę.

Czy przygotowując się do pracy nad utworem, słucha Pan nagrań danego dzieła?

Jeżeli jest taka możliwość, to zazwyczaj słucham. Oczywiście są dyrygenci, którzy nie robią tego, bo uważają, że pod wpływem innych nagrań nie wypracują swojego indywidualnego języka. Nie zgadzam się z tym. Aby napisać dobrą powieść, trzeba mieć swój indywidualny język i dobry pomysł, ale przeczytanie klasyki literatury chyba nikomu do tej pory nie zaszkodziło. Z muzyką jest podobnie. Nagrania są dobrodziejstwem naszych czasów.

Pana nagrania wypełniły luki w polskiej fonografii. Czuje Pan misję przywracania światu dzieł zapomnianych polskich kompozytorów?

Rzeczywiście, większość moich nagrań to dzieła muzyki polskiej. Staram się rejestrować te, których jeszcze nie ma w fonografii. Doskonałych nagrań z utworami kompozytorów innych narodowości jest niezwykle dużo. W polskim repertuarze było wiele luk, które postanowiłem poprzez swoją działalność nieco wypełnić. Wspomnieć należy na pewno o komplecie koncertów skrzypcowych Grażyny Bacewicz z solistką Joanną Kurkowicz, o serii polskich koncertów fortepianowych okresu romantyzmu z Jonathanem Plowrightem, o wszystkich dziełach symfonicznych Andrzeja Panufnika, a także o niedawnym Quo vadis Feliksa Nowowiejskiego. 

Ma Pan swój własny sposób na pracę nad partyturą?

Nigdy nie pokazuję przez nią własnej osoby. Wiem, że istnieją dyrygenci, którzy twierdzą, że to oni kreują dzieło. Ja staram się czytać partytury tak, jak słowo. Niektórzy dyrygenci bezkarnie zmieniają dynamikę, tempa i zamysły kompozytorów - takie bagatelizowanie idei autorów jest dla mnie trudne do zrozumienia. Największe dzieła w historii muzyki są bardzo uszczegółowione, ich wykonywanie zgodnie z zamysłem ich twórców jest - według mnie - pełnym zrealizowaniem zapisu nutowego. Nawet słuchając z pozoru znanych dzieł, np. symfonii Beethovena, dostrzegam, że mało jest wykonań, w których realizowana byłaby większość wskazówek kompozytora. Bliskie są mi słowa Igora Strawińskiego, który w swoich pismach zwraca uwagę na to, żeby nie interpretować jego muzyki, tylko ją wykonywać. Zauważyłem, że precyzyjne wykonania będące realizacją partytury, a nie własnych pomysłów, to droga, która mi najbardziej odpowiada.

Jakie ma Pan plany koncertowe na ten rok?

To będzie bardzo intensywny czas. Będę dyrygował zespołami polskimi i zagranicznymi, także operowymi. Z Orkiestrą Filharmonii Poznańskiej pojedziemy na Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena do Warszawy, gdzie zaprezentujemy operę Nikołaja Rimskiego-Korsakowa Kościej Nieśmiertelny. Ten kolejny już festiwalowy projekt operowy z Orkiestrą Filharmonii Poznańskiej zostanie zarejestrowany na płycie. Ponadto z Filharmonią Poznańską planujemy liczne koncerty - nie tylko w Poznaniu - oraz nagranie kolejnej płyty.

W planach mam także dużo koncertów zagranicznych, w tym z London Philharmonic Orchestra, podczas którego wykonamy II Koncert na skrzypce i orkiestrę Metamorfozy Krzysztofa Pendereckiego. Solistką będzie Anne-Sophie Mutter. W tym roku czeka mnie również debiut w Operze Paryskiej, gdzie zadyryguję Hugenotami Giacomo Meyerbeera. Zdradzę także, że przygotowuję się do kontynuacji nagrań symfoniki Hugo Alfvéna wraz z Deutsches Symphonie-Orchester Berlin. Ponadto z Bamberger Symphoniker nagrywamy balet Nikołaja Czeriepnina Narcyz i Echo, a jeżeli chodzi o muzykę dawną, to wraz z RIAS Kammerchor i berlińską Akademie für Alte Musik uczestniczę w projekcie nagrania - po raz pierwszy na instrumentach z epoki - sakralnej muzyki wokalno-instrumentalnej Antona Brucknera.

Czego więc życzyć Panu zawodowo?

Zdrowia. Bez niego nie da się uprawiać żadnego zawodu.

rozmawiała Aleksandra Bliźniuk

* Łukasz Borowicz jeden z najwybitniejszych polskich dyrygentów. Od 2006 r. jest I dyrygentem gościnnym Orkiestry Filharmonii Poznańskiej. Współpracował z najlepszymi orkiestrami z całego świata, m.in. z Royal Philharmonic Orchestra, BBC Scottish Symphony Orchestra, Komische Oper Berlin, NDR Radiophilharmonie Hannover, Orkiestrą Opery w Marsylii, Prague Philharmonia i większością polskich orkiestr symfonicznych. Od lat popularyzuje muzykę polską i na nowo odkrywa zapomniane dzieła. Jego dyskografia liczy ponad 75 albumów.