Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

PROSTO Z EKRANU. Mały, ale wariat

Po "Avengers: Wojnie bez granic" i oczekiwaniu na prawdziwą ucztę, czyli wielki finał, który będzie miał wpływ na losy całego wszechświata, włodarze MCU serwują słodką przystawkę - małą, lekkostrawną, niepozorną pod względem zarówno doniosłości wydarzeń i ich wpływu na całe uniwersum, jak i rozmiaru bohaterów.

.
fot. materiały dystrybutora

Scott Lang, czyli waleczny Ant-Man, nie brał udziału w wojnie między pozostałymi superbohaterami a Thanosem i jego armią, ponieważ siedział w areszcie domowym. Ktoś inny zapewne zanudziłby się w swoich czterech ścianach na śmierć, ale nie on - wraz z odwiedzającą go córką Carrie realizuje szaleńcze pomysły, których pozazdrościłby mu każdy kochający i pozostający na wolności ojciec. Radosną rutynę zakłóca jednak dziwny sen wskazujący na to, że jego wcześniejsza podróż do świata kwantów nie obyła się bez konsekwencji. Kiedy dowiadują się o tym Hank Pym oraz jego córka Hope, która niedawno przywdziała kostium Osy, ściągają Scotta do siebie, by dokończyć budowę tunelu kwantowego. Na ich drodze staje jednak tajemnicza Ava, zwana też Duchem, która pragnie wykorzystać nową technologię do własnych celów.

Tak jak pierwszy "Ant-Man" był niemalże klasycznym heist movie, tak "Ant-Man i Osa" również mają wyraźną gatunkową nakładkę - tym razem komedii rodzinnej połączonej z filmem akcji. Wątków rodzinnych jest tu bowiem co niemiara - mamy tu relację Scotta z córką Carrie, motyw Hanka Pyma i jego córki Hope, poszukiwania zaginionej w wymiarze kwantowym krewnej, na dodatek pojawia się temat zemsty za tragicznie zmarłego ojca. Taka nadmiernie rozgałęziana oś fabularna zapewne szybko zaczęłaby drażnić, gdyby nie to, że nieustannie filtrowana jest przez humor oraz sceny walk i pościgów, którymi film Marvela stoi. Tak jak w poprzedniej części, twórcy bawią się tu ciągłym zmniejszaniem i powiększaniem bohaterów i przedmiotów, dzięki czemu resoraki pędzą miejskimi ulicami niczym fury z "Szybkich i wściekłych", półciężarówka robi za hulajnogę, budynki nosi się tu jak walizki, solniczka czy paczka dropsów użyte w odpowiednich okolicznościach potrafią powstrzymać grupę zbirów, a Osa biegnąca po ostrzu przecinającego powietrze noża to już czysta poezja niekonwencjonalnego kina akcji.

Nietrudno się zatem domyślić, że "Ant-Man i  Osa" są dokładnie tym, czym być powinni, a mianowicie kwintesencją niezobowiązującej, wakacyjnej, nienadętej rozrywki. Niestety niepozbawionej wad: razi potraktowanie po macoszemu wymiaru kwantowego, który aż prosił się o eksplorację, zawodzi też główna antagonistka, czyli Duch, która w zasadzie niczego sensownego do uniwersum nie wnosi, nie stanowi nawet symbolicznej przeszkody, dzięki której - jak to już nieraz w MCU bywało - bohater dostępuje jakiejś przemiany, przezwycięża w sobie strach czy zwyczajnie odkrywa w sobie nowe pokłady człowieczeństwa. Słabsze momenty nadrabiają doskonale rozpisane postacie, których żarty czy relacje (szczególnie Scotta Langa z Hankiem Pymem, czyli Paula Rudda z Michaelem Douglasem) nie zawodzą.

Żaden fan MCU nie powinien poczuć się seansem zawiedziony, bo "Ant-Man i Osa" to mały film z małą intrygą i małym bohaterem, czyli doskonały przerywnik między kolejnymi częściami "Avengersów", w których stawka zawsze jest gigantyczna i za każdym kolejnym razem wzrasta. Choć nie da się też ukryć, że równie dobrze można sobie najnowszą produkcję Marvela odpuścić, bo sama w sobie na uniwersum ma wpływ znikomy (acz wiele wskazuje na to, że wymiar kwantowy jeszcze odegra w ramach serii niebagatelną rolę). Dobrze pokazuje jednak, że wcale nie trzeba za każdym razem stawiać czoła problemom w skali globalnej. Małe rzeczy, jak starania o dobry kontakt z córką czy spełnianie dziecięcych marzeń, także mają znaczenie.

Adam Horowski

  • "Ant-Man i Osa"
  • reż. Peyton Reed

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018