Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

FRAZY. Dylan jest wielki. Także po polsku

Fantastyczny był środowy, prapremierowy koncert projektu Dylan.pl czyli Filipa Łobodzińskiego i kolegów, ale równie znakomite wrażenie zostawił o dzień wcześniejszy występ Kazika z Kwartetem ProForma. A przed nami na festiwalu Frazy jeszcze kilka emocjonujących wydarzeń.

.
Fot. Tomasz Nowak

Festiwal słowa w piosence "Frazy" w mocny i wyrazisty sposób zaistniał na kulturalnej mapie Poznania. Okazuje się bowiem, że szalenie wielu jest chętnych, by posłuchać mądrych piosenek. Wejściówek na koncerty zabrakło na wiele dni przed inauguracją, a sale koncertowe były wypełnione uważnie słuchającą publicznością. Bardzo wielu słuchaczy chciało też poddać swe zainteresowania krytycznej refleksji - stąd też spore zainteresowanie konferencją naukową i odbywającymi się w jej ramach spotkaniami autorskimi ze znakomitymi artystami.

Kazik, ProForma, Orfeusz

Pierwszym poważnym sygnałem, potwierdzającym rangę festiwalu, był rozpoczynający całość wtorkowy koncert Kazika i Kwartetu ProForma. W sali koncertowej poznańskiej Izby Rzemieślniczej ich muzyka zabrzmiała znakomicie. Choć można by mieć zastrzeżenia co do akustyki, to kubatura sali, jej wielkość i specyficzny klimat sprzyjały koncertowej prezentacji. Lider Kultu wraz z poznańskim kwintetem przypominał (w trakcie trzygodzinnego występu!) zarówno piosenki swego ojca (choć sukcesywnie zmniejszają ich ilość we wspólnym repertuarze), ale też utwory Toma Waitsa, Kurta Weilla oraz własne - te rzadko dotąd wykonywane na żywo.

Gdy się tych artystów obserwuje wspólnie na scenie, trudno mieć wątpliwości, że czeka ich dalsza owocna współpraca. Czy z piosenkami taty Kazika (jest jeszcze wiele tekstów, do których nie powstała muzyka), czy z własnymi? Zobaczymy. Faktem jest, że Staszewski plus ProForma to ważne artystyczne zjawisko.

Dla porządku dodajmy jeszcze, że zanim na scenie pojawił się Kazik członkowie poznańskiego zespołu wykonali, zgoła symboliczną, piosenkę Jacka Kaczmarskiego "Przechadzka z Orfeuszem". To tam znalazł się ów fragment: "A ty masz jedną frazą / Ogłuchłe piekło wzruszyć", który zainspirował nazwę festiwalu.

Rozmowy i spotkania

W środę od rana do późnego popołudnia w Bibliotece Raczyńskich trwała (kontynuowana też w czwartek) sesja naukowa "Nowe słowa w piosence. Źródła i Rozlewiska". Debatowano m.in. o literaturoznawczych dylematach w badaniu piosenki, o piosenkach bardowskich, ale też - z jednej strony - o specyfice socrealistycznej piosenki produkcyjnej w PRL, z drugiej - o wpływie amerykańskiej tradycji na Boba Dylana.

Ten ostatni artysta był też głównym tematem popołudniowego spotkania w Bibliotece z Filipem Łobodzińskim. Ten znakomity tłumacz, ceniony dziennikarz i wykonawca od wielu lat fascynuje się twórczością amerykańskiego barda, od ponad trzech dekad tłumaczy jego piosenki.

Łobodziński opowiadał o pracy nad twórczością Dylana - niemal detektywistycznej, mrówczej, a przecież wymagającej ogromnej erudycji. Ta rozmowa była istotnym wstępem przed wieczornym koncertem zespołu Dylan.pl w Scenie Na Piętrze.

Równie pasjonujące było południowe spotkanie w Bibliotece z Kazikiem Staszewskim i Przemysławem Lembiczem z Kwartetu ProForma. Lembicz jest również redaktorem wydanego właśnie tomu wierszy i piosenek Stanisława Staszewskiego. Intrygująco opowiadali o pracy nad odcyfrowywaniem tekstów taty Kazika, jak i o docieraniu do twórczości Stanisława Staszewskiego. Sporą część nieznanych źródeł posiadał w swej piwnicy - nie do końca świadomy ich ilości i zawartości - sam lider Kultu.

Projekt

Jako się rzekło, w środowy wieczór muzyka zabrzmiała w Scenie na Piętrze. Najpierw wystąpił tam białoruski bard Andriej Chadanowicz, który zasłynął m.in. z autorskich tłumaczeń piosenek Jacka Kaczmarskiego.

Potem zaś czekał nas koncert, którego wielu się obawiało. Koncert, który jednak okazał się nie tylko wydarzeniem festiwalu, ale i zwiastunem pięknych rzeczy, które czekają nas w nieodległej przyszłości. Członkowie zespołu Dylan.pl pracują bowiem nad płytą (zdaje się nawet nad dwupłytowym albumem), który ma się ukazać w przyszłym roku. Dziś na scenie słychać, że jest to jeszcze projekt w procesie tworzenia, ale to, co już artyści oferują, pozwala się zachwycać.  

Łobodziński zaprosił do współpracy artystów dobrze znanych: gitarzystę Jacka Wąsowskiego (pamiętanego z Elektrycznych Gitar, zespołu Maryli Rodowicz, autorskiego Chili My), kontrabasistę Marka Wojtczaka (znanego z Zespołu Reprezentacyjnego) oraz perkusistę Krzysztofa Polińskiego (muzyka z grup Edyty Bartosiewicz, Anity Lipnickiej i Johna Portera, Urszuli).

Polec na Dylanie

Pomysł jest tyleż oczywisty, co karkołomny. Bob Dylan jest bowiem wszak klasykiem muzyki rockowej, folk-rockowej, a przede wszystkim mistrzem tego, czego dotyczy ten festiwal: słowa w piosence. Bo, jak przypominał Łobodziński podczas wcześniejszego spotkania, historia muzyki popularnej - jeśli chodzi o jej tekstowy przekaz - dzieli się na tę przed Dylanem i tę po jego pojawieniu się na muzycznych scenach. Ale jak to zrobić, by ponieść dalej tę jego twórczość, dać jej nowe - swoje - życie i nie polec?

Bo Dylan to z jednej strony (często złudna) muzyczna prostota; z drugiej - wyrafinowane teksty, odwołujące się obficie do Biblii, tradycji literatury i kultury; z trzeciej - charakterystyczne wykonawstwo, które również sprawia, że - mimo anegdot i żartów o jego możliwościach wokalnych - Dylan jest po prostu artystą charyzmatycznym.

Co ciekawe, w Polsce nie ma zbyt wielu przykładów twórczego podejścia do jego dzieł, choć przecież jeszcze w latach sześćdziesiątych Maryla Rodowicz, bodaj jako pierwsza śpiewała spolszczone "Blowin' in the Wind". Nie było jednak u nas nigdy takiej tradycji jak w USA, gdzie również w latach sześćdziesiątych wybitne zespoły w rodzaju Byrds czy The Hollies ustanawiały kanony własnych interpretacji Dylana, a w ślad za nimi czy obok nich szło wielu innych. U nas nawet dylanowska próba Martyny Jakubowicz i zespołu Voo Voo sprzed kilku lat była niezbyt udana.

Erudycja i humor tłumacza

Co więc decyduje o tym, że próbę Łobodzińskiego oceniam jako rewelacyjną, a po "dopieszczeniu" może nawet wybitną? Może to paradoksalne, ale wydaje mi się, że zarówno jego obsesyjne (?) upodobanie do twórczości amerykańskiego barda, jak i niezbędna odrobina dystansu do niego. Decyduje jego erudycja, śledzenie źródeł, ale też poczucie humoru. Decyduje wreszcie jego autentyczna pasja i mądrość. I muzykalność, choć przecież nie jest wielkim muzykiem, ani nawet wielkim wokalistą.

Są bowiem takie rodzaje twórczości (także piosenkowej), w których dobrze postawiony, perfekcyjnie brzmiący głos nie jest - choć to znów paradoks - rzeczą najważniejszą. Ważniejsza jest osobowość wykonawcy i jego przekaz. To one decydują o jego wiarygodności, ale czasem też i o czymś więcej - o tym, że spotkanie z jego twórczością bywa dla słuchaczy rzeczywiście ważnym, przejmującym doznaniem.

Tak jest w przypadku obu tych artystów (amerykańskiego i polskiego). Oczywiście, Łobodziński nie jest Dylanem i na szczęście nie próbuje udawać, że jest inaczej - jest na to artystą zbyt inteligentnym, zbyt świadomym. Próbuje za to maksymalnie wiernie (uwzględniając kulturowe konteksty) przetłumaczyć teksty amerykańskiego mistrza. Zarazem ma jednak świadomość, że w tych tłumaczeniach wiele jest jego samego, jego doświadczeń, wrażliwości. I tak ma być!

Ma do tego więcej niż kompetentnych partnerów. Zachwycał na scenie zwłaszcza Wąsowski, dwojący się i trojący na gitarze akustycznej, ale też grając techniką slide na gitarze dobro, na mandolinie czy banjo.

Firma Ziuty i Pan Wąs

O swych twórczych dylematach tłumacza opowiadał Łobodziński w Bibliotece Raczyńskich. Wieczorem, podczas ponad dwugodzinnego koncertu, słyszeliśmy owoce tych dylematów. Bywało zabawnie, ale zawsze z sensem, na przykład wówczas, gdy "Maggie's Farm" przetłumaczył jako "Firmę Ziuty" albo gdy w "Ballad of a Thin Man" w miejsce słynnego "Mister Jonesa" pojawia się "Pan Wąs" (ów Mr. Jones to postać o tyle znacząca, że powracał on później w piosenkach Beatlesów i Talking Heads).

Skoro jednak o repertuarze mowa. Nie został dobrany tak, by zaprezentować dylanowskie "greatest hits". Piosenki układają się w wielowątkową opowieść, w której wątki społeczne czy publicystyczne zyskują godne dopełnienie w tematach egzystencjalnych, duchowych czy wręcz religijnych. Oczywiście, nie zabrakło tu sztandarowych tematów Dylana, takich jak polskie wersje "The Times They Are a-Changin'", "Like a Rolling Stone", "Mr. Tambourine Man", ale były też nieco mniej oczywiste "Gotta Serve Somebody", "Senor", "Death is not the End" czy "Romance in Durango", aż po z pewnością mniej znane szerszemu kręgowi słuchaczy utwory "When the Ship Comes in", "Jokerman" czy "Soon after Midnight" - pochodzący z ostatniej autorskiej płyty "Tempest". Teraz pozostaje nam już tylko niecierpliwie czekać na obiecaną płytę zespołu Dylan.pl.

A na festiwalu Frazy wystąpią dla nas jeszcze m.in. Pablopavo, Jacek Stęszewski, Jacek Kleyff, a w sobotę Edyta Geppert i Jacek Bończyk z Reprezentacyjnym Zespołem Artystycznym Wojska Polskiego. W piątek w Scenie na Piętrze odbędzie się konkurs piosenki autorskiej im. Jacka Kaczmarskiego.

Tomasz Janas

  • Festiwal Frazy
  • Dylan.pl: Łobodziński / Wąsowski / Poliński / Wojtczak
  • Scena na Piętrze
  • 4.11