Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

PROSTO Z EKRANU. Nostalgia rewolwerowca

W "Braciach Sisters", najnowszym filmie Jacquesa Audiarda - autora głośnego "Proroka" oraz "Imigrantów" - chciwość poszukiwaczy złota i brutalność najemnych rewolwerowców przeplata się z upadającym mitem Dzikiego Zachodu i pragnieniem ucieleśniania socjalistycznych idei. Gdzieś pośrodku bezkresnych stepów czai się też piękna prawda o życiu, czekająca na odkrycie przez zmęczonych trudami bezlitosnego świata.

fot. materiały dystrybutora
fot. materiały dystrybutora

Bracia Charlie i Eli Sisters to eksperci od brudnej roboty. Właśnie dostali nowe zlecenie od wpływowego, acz mocno już posuniętego w wieku Komandora - mają odnaleźć i zabić Hermanna Kermita Warma, chemika, który podobno wynalazł formułę mogącą zrewolucjonizować proces poszukiwania i wydobycia złota. Zadanie ma im ułatwić tropiciel i detektyw John Morris, który podążając krok w krok za Warmem, zostawia braciom czytelne ślady. Przynajmniej do czasu, kiedy zdaje sobie sprawę, że jego cel ma do zaoferowania światu znacznie więcej niż tylko chemiczne receptury. Zauroczony ideami naukowca zmienia front, co doprowadza do nieoczekiwanych konsekwencji.

Western został już tyle razy zredefiniowany, że stawianie tez o kolejnej rewizji tegoż gatunku wydaje się pozbawione sensu. Wystarczy powiedzieć, że klasyczny western jest rozdziałem historycznie zamkniętym, a ten współczesny, po wielu latach posuchy, coraz śmielej poszukuje swojej nowej tożsamości. Gdyby dziś miał go zdefiniować Jacques Audiard, nie miałbym nic przeciwko - francuskiemu twórcy, jak rzadko któremu filmowcowi, udało się w "Braciach Sisters" wydobyć atmosferę Dzikiego Zachodu, z jego otwartymi przestrzeniami i życiem pod gołym niebem, kawopodobną lurą wypijaną nad skwierczącym ogniskiem, miasteczkami, w których diabeł mówi dobranoc, saloonowymi burdelami, strzelaninami i chęcią skosztowania egzystencjalnego tortu, z jakim większości straceńców wędrujących po rubieżach zachodu kojarzy się wygodne życie. Nie rezygnując z charakterystycznego gatunkowego sztafażu, snuje jednak opowieść przede wszystkim nostalgiczną i melancholijną, koncentrując się na relacjach między bohaterami, ich oczekiwaniach wobec przyszłości czy niełatwych relacjach rodzinnych.

Doskonale odnaleźli się w tym aktorzy - między prowadzonymi przez nich postaciami aż iskrzy od emocji. Charlie i Eli, w których wcielają się Joaquin Phoenix i John C. Reilly, złączeni toksyczną braterską miłością podszytą bolesnymi wspomnieniami z dzieciństwa, budują swoją relację na kontrastach. Eli, starszy, nieco uległy, marzący o zawieszeniu rewolwerów na kołku i stabilizacji, opiekuje się narwanym, w gorącej wodzie kąpanym Charliem. Fundamentalną różnicę charakterologiczną między nimi oddaje scena, w której ten drugi w pewnym momencie pościgu stwierdza, że nigdy razem nie dotarli tak daleko - przy czym Eli ma na myśli ich niedawną szczerą rozmowę, a Charlie geograficzną odległość.

Morris, grany przez Jake'a Gyllenhaala, to z kolei inteligent i erudyta zapisujący swoje obserwacje na temat rzeczywistości w pamiętniku, a Hermann Warm to niepoprawny idealista, imigrant, zafascynowany XIX-wiecznym francuskim socjalistą Charles'em Fourierem oraz jego falansterem - miejskim projektem utopijnym opartym na zasadach demokratycznych. To on zaraża innych nowymi ideami, które rozpleniają się w głowach niepoprawnych marzycieli niczym wirus, tak mocno skontrastowanymi z przepełnionym okrucieństwem otoczeniem.

Audiard owo napięcie między utopijną mrzonką a realistyczną przemocą rozgrywa kapitalnie. Serwuje mocną, współczesną opowieść o ludziach Dzikiego Zachodu, z obowiązkowymi strzelaninami, ale nie stroni od głębszej refleksji. Do tego wybornie nie psuje zakończenia. Najlepsze w tym jest jednak to, że dzięki dopracowanej warstwie wizualnej i dźwiękowej, a także świetnie dobranej muzyce, udowadnia, że western warto oglądać również na dużym ekranie. Nic, tylko wybrać się do kina.

Adam Horowski

  • "Bracia Sisters"
  • reż. Jacques Audiard


© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019