Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Niechętni

- Naszą nazwę można tłumaczyć na wiele sposobów. Na pewno chcieliśmy podkreślić specyficzne "niedopasowanie" muzyki, która dla fanów jazzu miała być rockowa, a dla miłośników rocka - jazzowa. Oczywiście nie chcieliśmy nikogo odstraszyć, raczej, z dużym przymrużeniem oka, prowokować naszych słuchaczy - mówi Rafał Błaszczak. Grupa Niechęć wystąpi w piątkowy wieczór w Meskalinie, prezentując materiał z jej trzeciego albumu studyjnego, nad którym obecnie pracuje.

.
fot. Radosław Kaźmierczak

Nazwa zespołu Niechęć jest trochę żartobliwa, a trochę niepokojąca. Poza tym w identyfikacji wizualnej zespołu ta osobliwa nazwa jest zaprezentowana w kolorach bardzo narodowych i patriotycznych, bo biało-czerwonych. - Na pewno nie mieliśmy takich "patriotycznych" intencji. Chociaż może trochę, by był to też ironiczny, żartobliwy komentarz względem polskiej mentalności i rzeczywistości, w której - zgodzisz się lub nie - owa "niechęć" często się pojawia. Pytania o nazwę przypominają mi cytat z Himilsbacha, który mówił, że zawsze zadają mu te same pytania, a on za każdym razem odpowiada na nie w zupełnie inny sposób. Naprawdę, tropów jest wiele... Na początku był to po prostu żart, który nas bardzo śmieszył - przyznaje Rafał Błaszczak, który w zespole Niechęć gra na gitarze obok saksofonisty Macieja Zwierzchowskiego, pianisty Michała Załęskiego, basisty Macieja Szczepańskiego i perkusisty Michała Kaczorka.

Muzyka Niechęci to kompilacja dźwięków, która wypływa z osobistych preferencji członków zespołu. Można powiedzieć, że to konsekwencja ich audialnej edukacji, predyspozycji i zamiłowań. - Pomysł na Niechęć polegał na tym, żeby zderzyć ludzi z bardzo różnych środowisk muzycznych. Chcieliśmy mieć na pokładzie i kogoś, kto jest klasycznie wykształconym jazzmanem i kogoś, kogo ukształtowała alternatywa post- i okołorockowa. Także elektronika, klasyka... mamy nawet perkusistę, który od zawsze kocha reggae. Stąd te wpływy, barwy i kolory są u nas tak różne - wyjaśnia Błaszczak.

Grupa zadebiutowała w 2012 roku albumem "Śmierć w miękkim futerku". Jego tytuł i okładka również były rodzajem żartu. - Siedzieliśmy i rzucaliśmy różne pomysły na nazwę, a "Śmierć w miękkim futerku" rozbawiła nas najmocniej. Jednocześnie ta dziwaczna kombinacja słów całkiem nieźle określa muzykę, którą wtedy graliśmy. Podobnie było z okładką. Mieliśmy wiele pomysłów, kłóciliśmy się, znana z albumu propozycja naszego ówczesnego klawiszowca wydała nam się zbyt dosłowna... poirytowany Tomek wziął fotografa, pojechali taksówką na targ staroci, a po kilku godzinach dostarczyli nam gotowy projekt. Mocna, emocjonalna akcja: zaimponował nam. Zdjęcie przeszło - wspomina Rafał.

Na początku muzycy zderzali się artystycznie przy tworzeniu utworów, lecz z upływem lat ich praca stawała się coraz bardziej harmonijna. - Utwory powstają bardzo różnie. Niektóre rodzą się ze wspólnej pracy i improwizacji. W Poznaniu zagramy dwa utwory, którym towarzyszył komiczny spór: nie byliśmy w stanie ustalić, który z nas je skomponował. Nadal tego nie wiemy. Ale oczywiście bywa też często tak, że ktoś przynosi gotowy projekt, nad którym dalej wspólnie pracujemy. Zawsze istotny jest też element improwizacji. Wielu z naszych utworów nie potrafimy zagrać dwa razy w identyczny sposób - opowiada Błaszczak.

Najbardziej kultowy, popularny album zespołu, to płyta z 2016 roku zatytułowana "Niechęć", która ma przy tym dość niejednorodny styl, bo wybiega poza jazz-rock i sięga po elektronikę i muzykę filmową. Artyści chcieli pokazać też tym razem za pomocą okładki, że płyta jest bardziej dziełem zespołu niż osób, które się spotkały i zderzyły ze sobą. I tak, jak debiutancki album puentował obraz wykoślawionej starości, tak "Niechęć" zdominowała dziwna młodość, zawarta w niepokojącym, hipnotyzującym wzroku dziecka ze starej, zniszczonej fotografii.

Skąd wzięła się ta fotografia? - Z młodzieżowej, licealnej akcji, kiedy pod wpływem LSD włóczyliśmy się ze znajomymi po starych, często sypiących się, drewnianych domach i dworkach w Podkowie Leśnej. W jednym z nich znaleźliśmy pudło ze starymi, szklanymi jeszcze negatywami. Zdjęcia były niesamowite, psychodeliczne, erotyczne, naprawdę dziwaczne. Okazało się, że wykonał je znany przed stu laty, ale dość konwencjonalny malarz, dla którego stanowiły rodzaj skrywanego eksperymentu. Kiedy szukaliśmy zdjęcia dziecka o głębokim, hipnotyzującym spojrzeniu jeden z przyjaciół przypomniał sobie o naszej przygodzie sprzed lat. I tak zdjęcie trafiło na okładkę - wyjaśnia.

Zespół Niechęć tworzy muzykę na czasy, gdy ludzie mają "wymieszane w głowach". - Na płycie "Niechęć" słychać dość wyraźnie, że ciągnie nas też do muzyki elektronicznej, filmowej, teatralnej, przeróżnej. To wychodzi bardzo naturalnie. Nie siedzimy przecież i nie wymyślamy precyzyjnie, jakie gatunki zderzyć w danym utworze. Muzyka powstaje naturalnie i sama wybiera drogę, którą dalej podąża - mówi Błaszczak.

Marek S. Bochniarz

  • Koncert zespołu Niechęć
  • Meskalina
  • 17.05, g. 19
  • bilety: 40-50 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019