Kultura Poznań.pl

Muzyka

opublikowano:

Myśleć muzyką

Z Anną Zalewską-Powalisz* i Krzysztofem Powaliszem**, prowadzącymi od dziewięciu lat otwartą szkołę talentów Poznańska Scena Młodych w Piwnicy Artystycznej ZSK, rozmawia Monika Piotrowska.

.
Anna Zalewska-Powalisz (fot. Michał Sowiński)

Wszędzie Państwu towarzyszy piesek.

Anna Zalewska-Powalisz (A.Z.-P.): Ależ naturalnie. Ziutek uczestniczy we wszystkich naszych projektach od urodzenia. Od czasu naszego powrotu do Poznania jedenaście lat temu. Na Śródkę.

Tam jest Pracownia Witraży Powaliszów.

A.Z.-P.: I było mieszkanie rodzinne Krzysztofa. Znajomi przywieźli nam takie małe coś. "Krzysiu, ktoś do ciebie", powiedzieli. Ziutek jest ze Śródki, tam się przyzwyczaił do naszych zespołów, ludzi. Bo tam była wspaniała atmosfera, wspólnota: pracownia stryja, którą teraz wnuk prowadzi, Michała antykwariat "Pokój z widokiem", bramini...

Kto?!

Krzysztof Powalisz (K.P.): Grupa takich miejscowych muzyków amatorów: akordeon, śpiew. Nazywaliśmy ich braminami, bo grali po bramach. Mieszkaliśmy na parterze i ćwiczyliśmy tam z naszymi zespołami. Latem wszystkie okna otwieraliśmy, a bramini stawali w nich i słuchali. Jak mieliśmy przerwę na grochówkę, którą Ania wszystkim gotowała, schodzili się śródeccy artyści. W antykwariacie robiliśmy koncerty...

Przecież ten antykwariat był maciupeńki.

A.Z.-P.: No tak, więc graliśmy w kącie, a publiczność siedziała na podłodze, na poduszkach, nawet nam pod nogami. Bardzo dekadencki okres.

A jakie wtedy mieliście zespoły?

A.Z.-P.: Kapelę z Orliczka i Swing Combo Krzysztofa Powalisza. Największą miłością Krzysztofa jest muzyka jazzowa.

K.P.: Kapela była Ani, a w tym okresie zdobyła drugie miejsce na Mikołajkach Folkowych w Lublinie.

A.Z.-P.: Bo moją miłością jest śpiew. Wyszukiwałam najwybitniejszych nauczycieli, żeby  poszerzać warsztat wokalny, brałam lekcje w Laboratorium Głosu Olgi Szwajgier i na Giving Voice Festival w Anglii, gdzie wykładowcami byli najwybitniejsi nauczyciele sztuki wokalnej  z całego świata.

Taka skala doświadczeń... A Orliczko, gdzie jest?

K.P.: Tam jest Ani Teatr. To pod Pniewami, bo przeniosła się w te okolice w 1989 r. Zanim ja też się tam znalazłem, założyła najpierw zespół Dzieciaki z Wiejskiego Podwórka, złożony z dzieci z okolicznych szkół.

A.Z.-P.: Akurat moje własne dzieci też były w pierwszych klasach podstawówki, sama uczyłam tam języka polskiego, śpiewu, ale się  nudziłam, więc zgarnęłam te wszystkie dzieciaki. Występowaliśmy w telewizji, wyjeżdżaliśmy za granicę, nagrywaliśmy płyty. Największym sukcesem był udział w festiwalu na Światowym Zlocie Kawalerów Orderu Uśmiechu w Rabce. A Kapelę z Orliczka założyłam po letnich warsztatach w 2001 r. Były kontynuacją Festiwalu Teatrów Ulicznych Dzieci i Młodzieży, który wymyśliłam w Pniewach. W rezultacie szefowałam mu przez osiem lat. Chodzi o to, że uwielbiam pisać scenariusze, reżyserować, moją pasją są wielkie widowiska. Jak jest 500 osób, to już zaczyna być dobrze. W Pniewach na tych festiwalach mogłam się rozpędzić, z czasem miały po 1000 uczestników, już międzynarodowe, pod szyldem "Malta Junior". Dlatego jak na scenie jest mniej niż 50 osób, to się denerwuję, że to nie zabrzmi.

Teraz zaczynam rozumieć, jakim cudem w małej Piwnicy Artystycznej Zespołu Szkół Komunikacji co roku udaje się Państwu przygotować nowy spektakl muzyczny z trzydziestką amatorów. To nastoletni uczniowie, a brzmią jak profesjonaliści. Nazwaliście ich Poznańską Sceną Młodych i wystawiacie z nimi regularne widowiska, o niezwykle ambitnym programie. To nie może być łatwa praca.

A.Z.-P.: W przyszłym roku obchodzimy 10-lecie, młodzież daje dużo energii. Przez pracę nad warsztatem i dzięki ich pasji doprowadzamy do tego, że mają już technikę, więc zaczynają myśleć o muzyce przez emocje. Przedstawiamy im literaturę muzyczną, której zazwyczaj nie znają - np. Osiecka, Młynarski, Wasowski, Przybora, Bob Dylan czy Joanna Kulmowa i K.K. Baczyński. Krzysztof przygotowuje im nowe aranże, ale pozwalamy im być sobą. Przygotowujemy ich do tego, by mieli odwagę interpretować świat na swój sposób.

I wyprowadzacie ich z niezwykłymi programami na polskie sceny, w miasto. Ostatnio na Festiwal Frazy.

A.Z.-P.: Ten sukces cenimy sobie tak, jak niesamowity występ w Warszawie dwa lata temu, z moim autorskim Weselem poety według poezji Baczyńskiego w Muzeum Powstania Warszawskiego. Mamy też satysfakcję, że co roku 2-3 osoby idą do szkoły muzycznej albo inaczej zostają w muzyce. Sławek Przybył wygrał w tym roku główną nagrodę w Jarocinie.

Kształcicie Państwo młodzież na modłę Studia Sztuki Estradowej, które w 2. poł. lat 70. XX w. prowadził Pan, Panie Krzysztofie.

K.P.: Ania to bardzo ładnie nazwała: Otwarta Szkoła Talentów.

Ale o jej kształcie decydują Państwa umiejętności nagromadzone latami. Ze Studia wyszły przecież takie gwiazdy, jak Małgorzata Ostrowska z Lombardem.

K.P.: Małgosię na solistkę przygotowywałem znacznie wcześniej, kiedy prowadziłem big-band przy szkole muzycznej w Szczecinku. Przyszła jako 10-latka, a w 1975 roku mogła już startować w konkursach na festiwalach piosenki. I wygrała wtedy wszystkie. Tak, to są lata praktyki. Połowę dorosłego życia pracowałem jako pedagog w szkołach muzycznych. Uczyłem też prywatnie, sam jeszcze będąc uczniem szkoły średniej. Ale nie mniej ważne jest to, że my lubimy to, co robimy. Jako chłopak przy pianinie odpoczywałem. I któregoś dnia pomyślałem: a jak ja sobie całe życie tak poodpoczywam? To był decydujący moment.

Jak do tego doszło, że Państwo pracowali razem?

K.P.: A bardzo ładnie. W 1977 roku byłem obserwatorem na festiwalu w Zielonej Górze, jako  szef wspomnianego Studia, szukałem w kraju talentów. Jury ogłasza werdykt: pierwsze miejsce dostała Urszula, a drugie obecna tu Ania. Miałem zupełnie inne oczekiwania.

Co Pani tam śpiewała?

A.Z.-P.: Jest takaja wajna - jak zwykle mądrą i...

K.P.: Proszę sobie wyobrazić: jest niemal północ, deszcz pada, publiczność zmęczona, dyryguje Czesław Majewski, Ania śpiewa, a na widowni pod parasolami siedzą i gadają. I nagle jest coraz ciszej, słuchają, jaka ta wojna jest.

A.Z.-P.: Gdy schodziłam ze sceny po koncercie laureatów, przewodniczący jury prof. Aleksander Bardini się zatrzymał i powiedział: "Pomyliliśmy się". A wtedy tylko pierwsze miejsce otwierało karierę gwiazdy.

Co Pani później robiła?

A.Z.-P.: Dalej studiowałam w Poznaniu i wyjeżdżałam na koncerty. Drugie miejsce na festiwalu dawało automatycznie wyjazdy za granicę na koncerty, z dużą orkiestrą, z największymi: German, Jędrusik, Połomski... I tak jeździłam, choć nie w roli gwiazdy. Po drodze skończyłam medioznawstwo. Interesujące życie, prawie 15 lat.

Artysty estradowego?

A.Z.-P.: Dostałam ten tytuł po zdaniu egzaminów przed komisją ministerialną. Później robiłam własne programy, współpracowałam m.in. z Krzysztofem. I jeździłam po salach koncertowych w całej Polsce i Europie.

To kiedy znowu zacznie Pani śpiewać?

A.Z.-P.: Przyjdzie taki moment. Mam jeszcze dużo do zaśpiewania - tego, co...

K.P.:...co ci w sercu skwierczy.

rozmawiała Monika Piotrowska

*Anna Zalewska-Powalisz - wokalistka, autorka i realizatorka widowisk muzyczno-teatralnych, medioznawca, pedagog, założyciel i opiekun muzyczny kilku zespołów dziecięcych i młodzieżowych, animator kultury z wielokrotnie nagradzanym dorobkiem.

**Krzysztof Powalisz - gitarzysta, pianista, aranżer i pedagog; przez lata uczył w szkołach muzycznych, przez dekadę - w ognisku muzycznym w Pałacu Kultury, był też szefem Studia Sztuki Estradowej; jego pasją jest jazz; w latach 70. XX w. prowadził jedyny w Polsce szkolny big-band; lider Swing Combo Krzysztofa Powalisza.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019