Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Kino dla melomanów

- Udało się zebrać ekipę o podobnej wrażliwości. Przy takich filmach, o sztuce, to szczególnie ważne. Zwłaszcza kiedy ma się zaledwie pięć dni na zdjęcia, a koncerty nagrywa na kamery pracujące niezależnie - mówi Anna Kochnowicz-Kann, dziennikarka, pisarka, reżyser filmów dokumentalnych, o swoim najnowszym filmie Graupner. For viola d'amore & more, którego premiera już 14 stycznia.

.
Anna Kochnowicz-Kann (z tyłu) na planie filmowym, fot. Ang Seow Wei

Czytam co miesiąc twoje wywiady na łamach "IKS"-a z aktorami poznańskich scen, ale w tym roku zamieniłaś się w Śnieżynkę i  pod choinką znalazłem prezent niespodziankę - płytę DVD z muzyką baroku, która wyszła spod Twoich rąk. I przyznam szczerze, nieznanego mi  kompozytora, Graupnera, a trochę baroku przez ostatnie 50 lat słuchałem, już jako młody meloman z Pro Sinfoniki. Jak do ciebie trafił zapomniany geniusz baroku?

Nie wiem, czy jest geniuszem, ale ja go lubię. Do mnie trafił dzięki altowioliście Marcinowi Murawskiemu, profesorowi Akademii Muzycznej w Poznaniu, i Donaldowi Maurice'owi, profesorowi Uniwersytetu Victorii w Wellington, który gra na violi d'amore - altówce miłosnej. Nie bez znaczenia jest fakt, że Graupner sporo utworów napisał na violę d'amore, która wtedy właśnie była używana, a Donald - siłą rzeczy - szukał utworów na nią.

A sam Donald Maurice jest Maorysem? - pytam, bo Kiri Te Kanawa to moja ulubiona sopranistka.

Nie, jest białym Nowozelandczykiem, ale ożenionym z Maoryską.

Jak to możliwe, że nigdy nie słyszałem tak pięknej muzyki?

Bo długo świat nic o niej nie wiedział; leżała sobie zapomniana pod warstwą kurzu, co jest nieco dziwne, skoro za życia Graupner należał do wielkiej czwórki - obok Händla, Bacha i Telemanna.

Masz może pomysł dlaczego?

Ja to nazywam niedbałością o własny PR, ale - być może - po prostu nie zależało mu na sławie? Nie skorzystał z propozycji przeniesienia się do Lipska, polecił na swoje miejsce Bacha, a sam pozostał w Darmstadtcie, pod wygodną opieką landgrafa Ernesta Ludwika. Pozostawił około dwóch tysięcy utworów, bardzo różnych gatunkowo, miedzy innymi 44 koncerty na orkiestrę.

Prezent urodzinowy dla Donalda Maurice'a?

Ten film? W jakimś sensie. Ale bardziej... pożegnanie z karierą solistyczną. Twierdzi, że to ładny koniec - ten poznański projekt z Marcinem Murawskim, Ewą Murawską i orkiestrą Ars Longa Eugeniusza Dąbrowskiego.

To nie było ich pierwsze spotkanie?

Dwa lata temu w Poznaniu nagrali płytę z koncertami Graupnera i Vivaldiego. Zebrała świetne recenzje i stała się impulsem dla pomysłu na CD wyłącznie z Graupnerem. Marcin zaproponował film, Donald się do tego zapalił i tak powstał projekt sfinansowany przez Ministerstwo Kultury Nowej Zelandii, różne tamtejsze fundacje, ale też wsparty przez Urząd Miasta Poznania i Starostwo Powiatowe. Mnie, jako reżysera, zaproponował Marcin. Zostałam zaakceptowana, bo spodobał się mój scenariusz i filmy o baroku misyjnym w Boliwii, które zrobiłam jakiś czas temu.

Barok misyjny ma coś wspólnego z filmem Misja Rolanda Joffé?

Sporo. Tak właśnie muzyka z Europy trafiła do Ameryki Południowej. Była pierwszym językiem porozumienia z Indianami, pomagała w ich chrystianizacji. Indianie nasz barok przerabiali zgodnie z własną wrażliwością; powstała muzyka mniej skupiona na "memento mori", a bardziej na afirmacji życia.

Jezuici nauczyli też Indian pić mate. Lubisz napar z ostrokrzewu? - bo ja pasjami wypijam dziennie z dwie tykwy.

O ile wiem, tylko wymyślili nazwę na napar, który miejscowi nazywali caá. Ale może się mylę. Ja wolę kawę.

Skąd pomysł na filmową wyprawę do Boliwii?

To był film z cyklu "Wybitne postaci UAM". A tą postacią - ks. prof. Piotr Nawrot, który prowadzi zajęcia na poznańskim Uniwersytecie, jednocześnie od ponad 30 lat przywraca światu stare zapisy baroku misyjnego i organizuje od dwóch dekad festiwal tej muzyki, na który zjeżdżają najwybitniejsi wykonawcy z całego świata. Zaprosił mnie i Mirka Kubiaka. Nasze filmy potem dostały nagrody Złoty Kopernik na Festiwalu Filmów Edukacyjnych "Edukino".

Muzykę Graupnera nagrywaliście w barokowym kościele w Owińskach?

Cały film był tam realizowany. Graupner. For viola d'amore & more to film koncertowy, co oznacza, że muzyka jest tylko jego częścią. W kościele zabrzmiała pięknie, zgodziły się stylistyki. Część muzyczna to cztery koncerty Graupnera i jeden Polskiego Anonima z 1750 roku w opracowaniu Jerzego Dobrzańskiego, ukłon Donalda Maurice'a w stronę Polski.

Muzykę Anonima pamiętam z Teatru Telewizji, Henryk VI na łowach w reżyserii Baera. A na filmie podpisany jest Jerzy Dobrzański, który faktycznie skomponował tę muzykę do spektaklu w 1981 roku.

Bo to jego dzieło. Dlaczego nie chciał uchodzić za jego twórcę, nie wiem. My przywracamy go jako autora. 

Gdy byłaś redaktorem telewizyjnej realizacji Wiśniowego sadu Czechowa w reżyserii Izabelli Cywińskiej, to legendarna "Cywa" gromiła Waldka Korzyba, że za dużo mikrofonów poustawiał  - "Co to, audiobook mi chcecie zrobić?". Teraz Waldek pomagał Ci nagrywać barokowe nuty.

Waldek grał reporterskie dźwięki z planu, reżyserem dźwięku był Grzegorz Stec, współpracujący z Marcinem Murawskim przy wielu jego płytach. Ale skoro przeszliśmy do współpracowników, to trzeba wymienić i innych. Ten film by nie powstał w takim kształcie, gdyby nie operatorzy: Mirek Kubiak, Adam Kubiak, Paweł Rybarczyk. Mirek odpowiadał za całą stronę wizualną. Montażem zajął się Tomek Jarosz. Udało się zebrać ekipę o podobnej wrażliwości. Przy takich filmach, o sztuce, to szczególnie ważne. Zwłaszcza kiedy ma się zaledwie pięć dni na zdjęcia, a koncerty nagrywa na kamery pracujące niezależnie.

Czy kościół trzeba jakoś przygotować do nagrań, zdesakralizować przestrzeń? Oddzielić sacrum od profanum?

Nie, nic takiego się nie działo. Zaczynaliśmy po porannej mszy, dostosowywaliśmy przestrzeń do naszych potrzeb - oczywiście za zgodą proboszcza - a potem wszystko wracało na swoje miejsce. W Owińskach spotkaliśmy się z ogromną życzliwością i troską: karmiono nas, pojono kawą, trzymano kciuki, a ostatniego dnia, przy koncercie finałowym, który grany był z publicznością, ławy kościelne wypełniły się do ostatniego miejsca - tak jak było to nam potrzebne. 

Przyznaję, że efekt budzi podziw. Obejrzałem na YouTubie klipy, które wrzuciłaś z filmu, i spokojnie znalazły swoje miejsce na mojej playliście, obok trailerów z takich muzycznych gigantów od baroku jak wytwórnia płytowa Harmonia Mundi czy Alfa. Trafiłem zaś tropem informacji o sukcesie filmu w Rotterdamie, chyba pod koniec listopada.

Premiera odbyła się 22 listopada, podczas 45. Międzynarodowego Kongresu Altówkowego w Rotterdamie. Nagrodzona brawami na stojąco. Film wzbudził ogromne zainteresowanie, zwłaszcza wśród ekip z USA, zadawano konkretne pytania dotyczące produkcji. Co to oznacza? Zobaczymy...

Oglądanie na monitorze nie oddaje skali piękna Waszego filmu. Czy będzie można obejrzeć Graupnera w poznańskim kinie?

W Kinie Pałacowym 14 stycznia o godzinie 16.46 odbędzie się polska premiera. Na razie pokazywany jest w różnych miastach Europy.

rozmawiał Przemysław Toboła

*Anna Kochnowicz-Kann - poznańska dziennikarka, pisarka, reżyser filmów dokumentalnych - między innymi o Magdalenie Abakanowicz, art-brut, Polskim Teatrze Tańca, Teatrze Animacji, Janie A.P. Kaczmarku, baroku misyjnym

  • premierowy pokaz Graupner. For viola d'amore & more
  • 14.01, g. 16.46
  • Kino Pałacowe
  • więcej na kinopalacowe.pl

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019