Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

W starym kinie

Tuż przed wybuchem II wojny światowej stara powozownia na Jeżycach otrzymała drugie, prawdziwie filmowe życie. Adria, Burg-Lichtspiele, Jedność, wreszcie Rialto - kameralne kino na Jeżycach niedawno skończyło 80 lat.

.
Ulica Jarosława Dąbrowskiego (obecnie Jana Henryka Dąbrowskiego) i brama prowadząca do kina Rialto, lata 70. XX w. (fot. archiwum kina Rialto)

W dwudziestoleciu międzywojennym miłośników X muzy w stolicy Wielkopolski nie brakowało. Świadczy o tym liczba miejscowych kin (15 w 1938 r.!), a także panująca w nich frekwencja, która należała do najwyższych w kraju. Pod koniec 1937 r. na owym wymagającym rynku dość nieoczekiwanie pojawił się nowy podmiot - kino Adria, które Józef Petrykowski, znany poznański przedsiębiorca i "doświadczony fachowiec" od lat działający w branży kinowej (m.in. właściciel kina Renaissance przy ul. Kantaka 8/9), postanowił otworzyć w starej powozowni przy ul. Dąbrowskiego 38. "Nowy Kurier", który na początku grudnia 1937 r. opublikował obszerną relację, zapowiadającą rychłą inaugurację "nowego kina na Jeżycach", zapewniał m.in., że zostało ono "wybudowane wg najnowszych wymogów techniki i mody", i prognozował, że powinno zyskać sobie przychylność publiczności dzięki najnowszej aparaturze dźwiękowej "światowej marki" Zeiss Ikon oraz nowoczesnym projektorom Ernemanna. Wielkie otwarcie "teatru świetlnego" Adria, który dysponował liczbą 400 miejsc, nastąpiło ostatecznie 28 grudnia 1937 r., pierwszym zaś pokazanym tutaj filmem była Barbara Radziwiłłówna z Jadwigą Smosarską w roli głównej. Dodajmy, że tylko do połowy stycznia 1938 r. kino gościło projekcje kolejnych kasowych produkcji (m.in. Tajemnice żółtego miasta, Płomienne serca, Zabronione szczęście).

Ów dobry dla Adrii czas przerwał wybuch II wojny światowej. Niemiecki okupant prędko przejął kino, po czym zmienił jego nazwę na Burg-Lichtspiele (nie mylić z Kammer-Lichtspiele, czyli z przedwojennym kinem Nowym przy ul. Dąbrowskiego 5), pod którą funkcjonowało ono do końca niemieckiej obecności w Poznaniu. Zupełnie nowy rozdział w dziejach kina nastał wraz z nowym politycznym porządkiem, którego zapowiedzią było przybycie Armii Czerwonej i zdobycie przez nią miasta. Postępujący za Sowietami i sięgający po władzę polscy komuniści przypisywali kinematografii kolosalne znaczenie propagandowe. W tej sytuacji nie może dziwić fakt, że jedną z pierwszych ekspozytur "lubelskiej" Polski w Poznaniu był Wojewódzki Urząd Informacji i Propagandy, roszczący sobie m.in. pretensje do bezpośredniego nadzoru nad działalnością wszystkich kin w regionie. Wchodzący w jego skład Dział Kinofikacji już w marcu 1945 r. zapowiadał uruchomienie czterech pierwszych poznańskich kin, wśród których najważniejsza rola przypaść miała cudem ocalałej z wojennej pożogi Adrii, przemianowanej tymczasem na lepiej brzmiące w "nowych czasach" kino Jedność. 21 marca 1945 r. w jego udekorowanych "barwami sprzymierzonych narodów" wnętrzach odbyła się pierwsza kinowa projekcja w wolnym od Niemców Poznaniu (jeśli nie liczyć wcześniejszego o trzy dni seansu w świetlicy Drukarni św. Wojciecha). Uroczystemu pokazowi sowieckiej komedii Świniarka i pastuch (1941 r.) Iwana Pyrjewa towarzyszyło m.in. odegranie hymnu narodowego oraz "dodatek wojenny wojska polskiego z aktualnych wydarzeń ostatnich miesięcy". Co ciekawe, w styczniu 1946 r. nastąpiła kolejna, tym razem wyjątkowo szczęśliwa zmiana nazwy jeżyckiego kinoteatru, który otrzymał dźwięczne i rozpoznawalne po dziś dzień miano - Rialto.

Spekulanci, oblegający kasy kina i ustawiający "w kolejkach czeredy swoich wspólników i członków rodzin" - jak pisał zaniepokojony "Głos", pierwszy panoramiczny ekran w Poznaniu (1956 r.), piękny neon rozświetlający od kilkudziesięciu lat ul. Dąbrowskiego, wreszcie generalny remont w XXI wieku, nowoczesny sprzęt i prestiżowy status kina studyjnego działającego w ramach Europa Cinemas. To tylko wybrane fragmenty z bogatej historii jeżyckiego kina, które w rynkowych realiach nabrało wiatru w żagle (vide przewrotna deklaracja na: kinorialto.poznan.pl) i nie uległo ofensywie multipleksów.

Piotr Grzelczak