Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

Uniwersytet mój widzę ogromny

W latach 70. XX wieku poznański UAM miał około 15 tys. studentów i najtrudniejszą sytuację lokalową spośród wszystkich uniwersytetów w kraju. Receptą miała być budowa tzw. wzorcowej dzielnicy nauki na rozległych terenach peryferyjnego Moraska.

.
W Auli UAM Edward Gierek ogląda makietę nowego ośrodka uniwersyteckiego, z lewej rektor UAM prof. Benon Miśkiewicz (fot. S. Wiktor)fot. S. Wiktor

Czołowa polska uczelnia długo po 1945 roku nie miała szczęścia do wielkich inwestycji infrastrukturalnych. Jednym z nielicznych wyjątków od tej reguły była budowa Collegium Novum (1968), co nie mogło zmienić krępującego faktu, że kubatura wszystkich obiektów UAM w przeliczeniu na jednego studenta długo była najniższa w ogólnokrajowym zestawieniu i, co gorsza, wyraźnie ustępowała możliwościom przedwojennego Uniwersytetu Poznańskiego. Tak czy inaczej, dopiero pod koniec lat 60. pojawiły się plany, w myśl których nowe miasteczko uniwersyteckie miało w niedalekiej przyszłości powstać na 100-hektarowej działce należącej do gospodarstwa Marcelin. U progu "dekady sukcesu" owe pomysły uległy jednak gwałtownej weryfikacji. Wszystko za sprawą ambitnych demograficznych prognoz, każących szukać daleko bardziej rozległych terenów budowlanych.

Miejscy planiści wskazali wówczas na położoną około 7 km od śródmieścia 300-hektarową parcelę w dolinie Różanego Potoku. Już w 1974 roku rozstrzygnięto konkurs na projekt nowego kampusu, w którym zwyciężył zespół architektów związanych dotąd z Opolem (Marian Fikus, Jan Godlewski, Jerzy Gurawski). Całą trójkę ściągnięto niebawem do poznańskiego Miastoprojektu, gdzie utworzono dla nich specjalną pracownię, powierzając tym samym prowadzenie dalszych prac koncepcyjnych. Autorski projekt zakładał stworzenie dwóch pasm zabudowy skupionych wokół szerokiej alei spacerowej z placem zebrań, wokół których skupiać się miało życie nowego UAM. Planowano tutaj pomieścić: rektorat, aulę, centra dydaktyczne, biblioteki, czytelnie, domy studenckie, kluby, muzeum, a nawet amfiteatr. Zakładano, że w 2000 roku w obrębie tegoż "samowystarczalnego kompleksu" miało się uczyć około 30 tys. studentów.

Poznański projekt prędko uzyskał przychylność partyjnej centrali, za co jednak jesienią 1977 roku przyszło uniwersytetowi zapłacić pewną wizerunkową cenę. Podupadająca po Czerwcu 1976 "ludowa władza" postanowiła bowiem zdyskontować całą sprawę propagandowo. Postanowiono wówczas, że centralna inauguracja roku akademickiego 1977/78, z udziałem I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka, odbędzie się właśnie w Poznaniu i zostanie poprzedzona ceremonią wmurowania aktu erekcyjnego pod budowę nowego kompleksu UAM na Morasku. Toteż 30 września 1977 roku w dolinie Różanego Potoku zaroiło się od partyjnych i resortowych oficjeli, wśród których brylowali gospodarze, by wymienić choćby I sekretarza KW PZPR Jerzego Zasadę czy też wojewodę poznańskiego Stanisława Cozasia. W samym akcie pisano, że "nowy Uniwersytet zostaje wzniesiony jako wyraz głębokiej troski partii i rządu o socjalistyczne wychowanie i kształcenie młodzieży, o rozwój nauki naszego narodu i postęp ogólnoludzkiej kultury, który przynosi społeczeństwu wszechstronna wiedza w warunkach pokoju, postępu i socjalizmu", wyraźnie zaś wzruszony rektor UAM prof. Benon Miśkiewicz podkreślał: "Z wielką wdzięcznością przyjmujemy tak historyczny dar partii i rządu dla Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Świadomi jesteśmy, iż obowiązkiem naszym będą starania o jak najlepsze wzniesienie tej budowli, a następnie wypełnienie jej treścią odpowiadającą socjalistycznemu rozwojowi naszego państwa".

Ciąg dalszy opisanej uroczystości nastąpił nazajutrz w Auli Uniwersyteckiej, gdzie z makietą "nowego, socjalistycznego uniwersytetu" zapoznał się obłaskawiany w Poznaniu na wszelkie sposoby Edward Gierek, który obok skrajnie czołobitnego wystąpienia rektora Miśkiewicza ("Cała społeczność akademicka w Polsce z szacunkiem i podziwem śledzi Jego wysiłki dla szukania najlepszych dróg rozkwitu naszej Ojczyzny i jest Mu ze wszech miar oddana") przyjął m.in. meldunek od studentów UAM. Zobowiązali się oni wykonać społecznie szereg prac na placu przyszłej budowy. Gospodarcza zapaść, która nawiedziła niebawem PRL, spowodowała, że większość z nich zdążyła skończyć studia, zanim właściwe roboty w ogóle ruszyły.

Piotr Grzelczak

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.