Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

Nie naświetlać za krótko

"Od dobrego portretu wymaga się nie tylko podobieństwa, lecz także oddania charakterystycznych cech modelu. Charakterystyczne odtwarzanie osób opłaca się sowicie, gdyż zdjęcia tego rodzaju są wszędzie mile widziane" - podpowiadał Poradnik firmy Foto-Greger w 1936 r., a dokładniej to chyba Zygmunt Pawłowski.

.
Zdjęcie aparatem Zeiss Ikona; reprod. z: "Poradnik" Foto-Gregera, 1938 r., fot. Zygmunt (?) Pawłowski

Jeden z najsłynniejszych portretów w historii sztuki, rysunek węglem, zrobił Albrecht Dürer swojej matce - w 1514 r., na krótko przed jej śmiercią. To nie jest portret momentalny ani z rodzaju tych "mile widzianych". Foto-Greger nie przekonałoby z jego pomocą rzeszy amatorów w całym kraju do kupna aparatu fotograficznego, by mieli radość z utrwalania bliźnich.

Magister

Kazimierz Greger chciał nade wszystko, by jego klienci mieli z fotografowania przyjemność. Dlatego wydawał dla nich co roku bezpłatny Poradnik, gdzie w krótkich artykułach w jasny sposób wprowadzano ich w podstawowe arkana techniczne. Pomijając "wstępniaka" pióra samego Gregera, żaden z tekstów nie jest podpisany. Podejrzewa się Tadeusza Cypriana, lecz przecież ten niezmordowany publicysta nie mógł robić wszystkiego, a zdjęcia obok porad wskazują, że w Poradnik zaangażowanych było przynajmniej kilku członków Towarzystwa Miłośników Fotografii TMF. Greger był jego skarbnikiem i z mocą je wspierał. Koledzy pomagali więc jemu - udostępniali ilustrujące poszczególne porady zdjęcia. Dlaczegóż by nie mieli i pisać? Jeśli oczywiście potrafili. Wydaje się, że jednym z takich był "mgr Z. Pawłowski". Brzmienie tej sygnatury jest ważne. Już wcześniej pisałam, jak ważny był snobizm w gronie amatorów międzywojennej fotografii w Polsce.

W spisie fotografów Wystawy Fotografiki Polskiej w Lublinie w 1938 r. pojawia się wśród członków poznańskiego TMF Pawłowski Zygmunt, z adresem zamieszkania przy Cieszkowskiego 9. Inny członek TMF na tej wystawie, Henryk Olszański, mieszka pod numerem 5, co sugeruje, jak istotne były zależności towarzyskie w kształtowaniu grona Towarzystwa. Rodzinne pewnie też: w Lublinie Pawłowski Zygmunt pojawia się obok Pawłowskiego Adama, który przynajmniej od 1934 r. był w poznańskim TMF.

Przy żonie?

Adam to kupiec, rocznik 1902 r. W 1931 r. ożenił się z Martą Łukaszewską i zamieszkał początkowo u teściów, lecz na wystawach podpisywany jest już adresem przy Prusa 18 m 5. Też udostępniał zdjęcia Poradnikowi, przy czym - jak i inni autorzy - często fotografie z wystaw. Jeśli naprawdę był bratem Zygmunta, i to tego, który w księdze adresowej na rok 1923 występuje pod numerem 22 przy Mielżyńskiego jako wydawca (!), to wszystko jasne: Zygmunt nie uchował się na rynku w tym zawodzie, ale słowo pisane było mu bliskie, więc brat przekonał go do udzielania się w TMF i w Poradniku. W każdym razie przy Mielżyńskiego 22 dziesięć lat później wymienia się Pawłowską Wandę, właścicielkę pensji... Żonę (byłą)? Siostrę? Zygmunta w adresarzu z 1933 r. nie ma wcale, a po pięciu latach on sam podaje w katalogu wystawy adres przy Cieszkowskiego. Może jest urzędnikiem, może "przy żonie", jednakoż z pewnością "magister" oraz: inteligentny, przystojny i nieco zblazowany. Te cechy czyta się z jego autoportretu, który ukazał się jako ilustracja przy tekściku Zdjęcia portretowe w Poradniku z 1936 r. Opublikowano też drugie zdjęcie jego autorstwa - portret dziecka.

Autorytet

"Wskazania ogólne: nie naświetlać za krótko. Przy dobrze naświetlonych zdjęciach portretowych małe nierówności skóry, zwłaszcza zmarszczki, nie uwydatnią się tak silnie, jak przy zdjęciach krótko naświetlonych" - przestrzegał autor porad w 1937 i 1938 r. Ciągnął dalej, żeby nie fotografować zbyt blisko, że lepiej potem powiększyć zrobione zdjęcie niż narażać portretowanego na wychwycenie wszystkich jego mankamentów. W świetle sztucznym zaś lepiej za wiele z tym światłem nie eksperymentować. Ma być miło i bezpiecznie. "Podobieństwa portretowe najczęściej osiąga się przy jednym źródle świetlnym, którego działanie spotęgować jeszcze można przez zastosowanie ekranu (serwetka, biała tektura lub l. p. [lniane płótno?])".

Tylko autoportret Zygmunta widnieje przy tekstach o portretach. Na dodatek spogląda z niego mężczyzna, który ma czas, luz i spleen, by coś "skrobnąć", i chyba tak jest. W listopadzie 1937 roku jest już nawet autorytetem w randze członka Sądu Konkursowego Poradnika obok Gregera ("prezes") i Cypriana ("dr"), choć ciągle jako "mgr". Konkurs za to ważki i ogromny, "rozpisany dla wszystkich fotoamatorów, którzy w 1935-37 zakupili w Foto-Greger jakikolwiek fotoaparat", a firma była wszak największą w Polsce. Po roku Z. Pawłowski może przełamać bezpieczny schemat i zaszaleć. "Głowy o energicznych profilach" - pisze odważnie - "dają nam najmniej rozczarowań; silne cienie pod oczami i nosem nie przeszkadzają wcale, podkreślając raczej ich charakterystykę". Ilustracją jest plenerowe zdjęcie autorstwa Gregera - "prezesa". "Mgr" szaleje bezpiecznie.

Monika Piotrowska

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018