Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

Mistrz powrócił

"Dziś dzielnica poznańska gości go u siebie, a najwyższa uczelnia poznańska, nasza Alma Mater nadaje mu jako wyraz najpełniejszy uznania honorowy tytuł Doktora honoris causa" - pisał jesienią 1924 roku "Dziennik Poznański, relacjonując ostatnią wizytę Ignacego Jana Paderewskiego w ojczyźnie.

.
I.J. Paderewski wraz z żoną Heleną w czasie obrad Rady Miasta Poznania, 22 XI 1924 r., fot. ze zbiorów NAC

Ów znakomity pianista i mąż stanu tuż po złożeniu wraz z końcem 1919 roku teki prezydenta Rady Ministrów wyjechał na stałe do swojej posiadłości w szwajcarskim Morges. Rozbrat z bieżącą polityką i powrót do koncertowania nie osłabiły bynajmniej zasłużonej rewerencji, jaką przez całe dwudziestolecie międzywojenne cieszył się on w Poznaniu i Wielkopolsce. Rada Miasta Poznania dała temu tyleż jednoznaczny, co dość demonstracyjny (zwłaszcza w obliczu rezygnacji przezeń z urzędu) wyraz już w styczniu 1920 roku, nadając kompozytorowi honorowe obywatelstwo Poznania.

Aktywność na rzecz sprawy polskiej na arenie międzynarodowej oraz pamięć o historycznej wizycie w przededniu wybuchu powstania wielkopolskiego legły zarazem u podstaw uchwały Rady Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Poznańskiego z dnia 6 października 1924 roku w sprawie nadania I.J. Paderewskiemu najważniejszej akademickiej godności - doktoratu honoris causa. Dwa dni później została ona zatwierdzona przez uniwersytecki Senat, co z kolei zapoczątkowało blisko półtoramiesięczny kontredans związany z organizacją ceremonii promocyjnej oraz wypełnieniem tygodniowego programu pobytu mistrza w Grodzie Przemysła. Warto skądinąd zauważyć, że wysokie wyróżnienie, które przyznała poznańska wszechnica byłemu premierowi, wpisywało się wprost w jej politykę uczczenia osób szczególnie zasłużonych dla odzyskania niepodległości, by wymienić tylko Romana Dmowskiego, Ferdynanda Focha czy też doradcę Thomasa W. Wilsona - Edwarda M. House'a.

Gorączkowe zabiegi magistratu oraz uniwersyteckich władz poprzedzające przyjazd mistrza do Poznania przynajmniej raz zostały wystawione na ciężką próbę. Strajk austriackich kolejarzy sprawił bowiem, że planowany zrazu na 15 listopada 1924 roku początek wizyty niemal w ostatniej chwili został przełożony o blisko tydzień. 21 listopada komitet organizacyjny, w którego prace angażował się bezpośrednio prezydent Cyryl Ratajski, mógł sobie jednak pogratulować, gdyż tego dnia, wieczorem Paderewski wraz z małżonką stanął wreszcie w Poznaniu. Ich apartamenty w hotelu Bazar były odtąd w "stałem oblężeniu" - jak pisał "Dziennik Poznański", hotelowa poczta zaś wprost tonęła w telegramach i listach "z wyrazami czci, hołdu i życzeniami", które szerokim strumieniem popłynęły do Poznania z całego kraju.

Pierwszym oficjalnym elementem przyjęcia artysty w stolicy Wielkopolski było uroczyste posiedzenie Rady Miasta z jego udziałem, na które stawili się w komplecie urzędnicy magistratu i miejscy rajcy "za wyjątkiem radnych socjalistów i im pokrewnych duchem komunistów". Mowę pochwalną na cześć "Dostojnego Gościa" wygłosił wówczas przewodniczący Rady Witold Hedinger, podkreślając m.in., że to dzięki niemu w grudniu 1918 roku "padł urok cudny na całe miasto, bo pojęliśmy tej nocy, że już jesteśmy wolni - wolni w polskim Poznaniu". Wtórował mu prezydent Ratajski, który przymierzając się do objęcia teki ministra spraw wewnętrznych, wygłosił de facto swój pożegnalny manifest poświęcony osiągnięciom Poznania w wolnej Polsce: "Jako Strażnica Zachodniej Polski chcemy być dla swoich pobudką, dla wrogów przestrogą, dla potomnych zaś pragniemy być tymi, którzy położyli kres legendzie o słowiańskiej bezproduktywności. Poznań wierzy w twórczy czyn polski, więc przyszłość do niego należy!". Po przemówieniach przyszedł czas na wieczorny raut na 800 osób i niedzielny odpoczynek, który urozmaiciła m.in. msza św. w kościele Najświętszej Krwi Pana Jezusa przy ul. Żydowskiej.

Wreszcie w poniedziałek 24 listopada w szczelnie wypełnionej Auli Uniwersyteckiej nastąpiła uroczystość nadania I.J. Paderewskiemu tytułu doktora honoris causa "jako wielkiemu muzykowi i obywatelowi". Stosowne laudacje na jego cześć wygłosiła dwójka promotorów: profesorowie Łucjan Kamieński i Bronisław Dembiński. Sam Paderewski przyznał skromnie, że nie jest uczonym i nie posiada żadnego naukowego stopnia, toteż skupił się w swym de facto politologicznym wystąpieniu na charakterystyce powojennego ładu, dla którego największych zagrożeń upatrywał w bolszewickiej rewolucji toczącej Rosję. Nie obyło się bez długich owacji, okrzyków, morza kwiatów i gratulacji przyjmowanych z rąk najważniejszych poznańskich oficjeli.

Na tym jednak nie koniec. Po powrocie do Bazaru i krótkim odpoczynku Paderewski stanął bowiem w historycznym hotelowym oknie na I piętrze, skąd odebrał wielki "hołdowniczy pochód" poznańskich organizacji i stowarzyszeń. Można odnieść wrażenie, że jego rozmiar przerósł oczekiwania samych organizatorów, zgromadzony tłum zaś szczelnie wypełnił Aleje Marcinkowskiego i plac Wolności. W ciągu kolejnych dni mistrz wiódł w Poznaniu ożywione życie towarzyskie, urozmaicane m.in. wizytami składanymi w majątkach okolicznych ziemian, by wymienić Śmiełów czy też Skoraszewice. Jego długi i ostatni poznański tydzień dobiegł końca 29 listopada 1924 roku, gdy (via Warszawa) udał się w drogę powrotną do Szwajcarii.

Piotr Grzelczak*

*Autor jest pracownikiem Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Poznaniu.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018