Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

Cóż tam, panie, w polityce?

Setki tysięcy stron, ponad 24 tysiące numerów, 81 roczników, plejada najwybitniejszych polskich dziennikarzy i korespondentów. 160 lat temu powstał "Dziennik Poznański".

.
Okładka Książki jubileuszowej "Dziennika Poznańskiego", 1859-1909, fot. domena publiczna

Przeglądając dziś za pomocą cyfrowych platform i nośników nieprzebraną spuściznę kilku pokoleń redaktorów i publicystów "Dziennika", łatwo nabawić się kompleksów. Być może dlatego ów "papierowy" pomnik wznoszony przez nich przez kilkadziesiąt lat wciąż czeka na historyka, który poświęciłby swoje badania jednemu z najważniejszych pism w dziejach polskiego dziennikarstwa.

Szacowny i długowieczny tytuł, będący od zawsze mocno wyzyskiwany jako kapitalne źródło do dziejów miasta i regionu, ma bowiem fascynujące i warte opowiedzenia dzieje, które na wiele sposobów odbijają kluczowe problemy życia społeczno-politycznego w Poznańskiem doby zaborów i II Rzeczpospolitej.

Pole, które pod koniec lat 50. XIX wieku postanowili zagospodarować ojcowie założyciele przyszłego prasowego potentata było wyjątkowo wymagające. Dość powiedzieć, że w latach 1852-1858 nie było w Poznańskiem niezależnego polskiego pisma, należąca zaś do niemieckiego kapitału "Gazeta Wielkiego Księstwa Poznańskiego" ograniczała się de facto do publikowania przedruków z tytułów niemieckich, przez co jej sprzedaż osiągała w całym Księstwie liczbę zaledwie 600 egzemplarzy. "Społeczeństwo polskie - pisano w 1909 roku w Książce jubileuszowej "Dziennika" - było pozbawione wiadomości o rzeczach własnych, najbliżej je obchodzących, nie miało organu, w którym by wyrażać mogło swoje potrzeby, bronić praw swych i odpierać zarzuty i wycieczki nieprzychylnych nam innoplemieńców".

Naprzeciw tym tęsknotom wyszedł nie kto inny, tylko sam Hipolit Cegielski. To właśnie on był pomysłodawcą utworzenia od podstaw "samodzielnego pisma politycznego", co z właściwą sobie determinacją prędko przekuł w czyn. Jego ważka koncepcja rychło zyskała finansowe wsparcie Mieczysława Kwileckiego, Anastazego Radońskiego i Zygmunta Szułdrzyńskiego, którzy wysupłali pospołu niebagatelną w owym czasie kwotę 3 tys. talarów niezbędną dla pokrycia kaucji wymaganej przez pruskie prawo prasowe. Dodajmy, że druk i nakład wziął na siebie znany w mieście wydawca Ludwik Merzbach, urzędujący przy placu Wilhelmowskim 8 (ob. Wolności), redaktorem odpowiedzialnym mianowano Ludwika Jagielskiego, stanowisko redaktora naczelnego powierzono natomiast Władysławowi Bentkowskiemu, któremu pomagał skromny w istocie zespół w składzie: Hipolit Cegielski, Stanisław Motty, Antoni Rose.

Premierowy numer "Dziennika Poznańskiego" liczył sobie 6 stron, osiągnął nakład około 2 tys. egzemplarzy i trafił do sprzedaży 1 stycznia 1859 roku. W tzw. prospekcie programowym jego redakcja deklarowała się jako organ "narodowości polskiej w granicach praw zagwarantowanych jej traktatem wiedeńskim". Opowiadano się jednocześnie za wolnością religijną i polityczną, równouprawnieniem wszystkich klas społecznych, a także "organicznym postępem". "Dziennik" objawił się zatem szerokiej publiczności jako pismo poznańskich liberałów, zwolenników legalnej opozycji antypruskiej i zdeklarowanych organiczników.

Pierwszy numer przynosił m.in. wieści z Królestwa Polskiego, Galicji, Francji, Rosji i... Serbii, wprowadzał stałą rubrykę "Wiadomości miejscowe i potoczne", publikował "Obwieszczenia i Doniesienia", drukował nadto notowania giełdy w Berlinie oraz blisko dwustronicowy blok zawierający ogłoszenia drobne zamawiane niemal w całości przez polskich kupców i przedsiębiorców. W ciągu kolejnych 80 lat swego istnienia, które przyniosły co najmniej kilka ideologicznych reorientacji (vide wyraźny propiłsudczykowski akces po 1926 r.), "Dziennik" zdołał sobie zyskać w Poznańskiem stałe grono oddanych czytelników, co z kolei znajdowało bezpośrednie przełożenie na jego wysoki nakład, sięgający nawet kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy. W tym czasie przez jego szacowne łamy przewinęły się m.in. nazwiska tej miary co Edmund Callier, Józef Ignacy Kraszewski, Henryk Sienkiewicz (Krzyżacy w odcinkach!), Arkady Fiedler czy Kazimiera Iłłakowiczówna, tutaj też zasłużone triumfy święcił mistrz felietonu M. Motty, drukujący przez lata poczytny cykl Listy Wojtusia z Zawad, i nieco później Przechadzki po mieście. Kres czasopisma nastąpił ostatecznie we wrześniu 1939 roku. Wraz z nim swój żywot zakończyło ok. 150 [!] innych tytułów wydawanych wówczas w Poznaniu.

Piotr Grzelczak

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018