Kultura Poznań.pl

Film

opublikowano:

Kino między hagiografią, hipsterstwem a hejtem

Opowieści o artystach pociągają nas, bo podejrzewamy że ich życie jest bardziej: ciekawe, ekscytujące, dziwne, dramatyczne, a czasem i straszne (choć tylko w ten fajny sposób). W XXI wieku nic tak nie bawi jak zaglądanie w intymność innych ludzi. Wszyscy z wypiekami czytamy historie prywatne znanych osób. Latem Fundacja Ad Arte i Concordia Design zaspokoją nasz głód na biografistykę - zapraszają na plenerowe pokazy filmowe pod hasłem "Art of Life".

.
Kadr z filmu "Frank", fot. materiały dystrybutora

W czwartek 12 lipca cykl rozpocznie pokaz dokumentu "Więcej niż Bergman". Reżyserzy Hynek Pallas i Jane Magnusson mają sporą fiksację na punkcie Ingmara B. Zobaczymy film, który powstał w oparciu o materiały z sześciu odcinków miniserialu, czyli ponad cztery godziny materiału. Tyle zajęło zebranie wrażeń z wycieczek, które na szwedzką wyspę Fårö (ulubiony dom reżysera) odbywali tak znani twórcy, jak Woody Allen, Wes Anderson, Gus Van Sant, czy Alejandro G. Iñárritu. Wszyscy mówią o fascynacji Bergmanem, która przybierała czasem dość osobliwe formy. Na przykład Lars von Trier wysłał do mistrza wiele listów wyrażających podziw, na które nigdy nie dostał  odpowiedzi. Z kolei Martin Scorsese często czuł się wykluczony z filmów Bergmana.

- W setną rocznicę urodzin Ingmara Bergmana widzimy, że jego postać wciąż wzbudza ogromne emocje i pozostaje nieprzebranym źródłem inspiracji dla kolejnych generacji reżyserów. Dokument Pallasa i Magnusson niekoniecznie rzuca nowe światło na filmografię mistrza. Ukazuje raczej pewną logikę pola filmu w XX wieku, w którym osobowość reżysera stanowi nieodłączną część jego twórczości. W wypowiedziach zaproszonych gości rysuje się także społeczny kontekst odbioru jego filmów, np. Daniel Espinosa żartuje, że popularność "Scen z życia małżeńskiego" bezpośrednio przełożyła się na wzrost liczby rozwodów w Szwecji. W filmie nie brakuje też dobrych anegdot i prywatnych wspomnień przyjaciół Bergmana - mówi  Emilia Mazik, koordynatorka projektów międzynarodowych w Fundacji Ad Arte.

Ten kierunek - przeglądania się w kinie naszego idola - nie dziwi. Szwedzki reżyser był totalnym ekshibicjonistą - w "Laterna magica" opisał to, jak lekarz polecił jego matce, by ta nie okazywała mu czułości, co stworzyło z niego emocjonalnego wraka, który podświadomie niszczył swoje małżeństwa jedno po drugim, nie potrafiąc utrzymać głębszej relacji z drugą osobą. W dzieciństwie być może Bergman stałby się nazistą - gdy na krótko wyjechał do Niemiec i słuchał przemówienia Hitlera, ogarnęła go histeria tłumu i wraz z innymi, przynajmniej na czas wiecu, poddał się słowom charyzmatycznego wodza, stając się wyznawcą narodowego socjalizmu. Ale u Bergmana wszystko trwało krótko. Dom na wyspie Fårö był dla niego bezpiecznym, bo odludnym i odciętym od cywilizacji miejscem, pełniąc funkcję punktu końcowego na trasie wielu ucieczek od świata.

Perfomerki i performerzy - cóż to za dziwaki?
W kolejny czwartek, 19 lipca, zobaczymy film "Marina Abramović - artystka obecna", który przybliża szerokiej publiczności twórczość kontrowersyjnej performerki totalnej. Matthew Akers i Jeff Dupre przedstawiają kulisy przygotowań do retrospektywnej wystawy w nowojorskim MoMA, na którą Abramović zaplanowała jedno ze swoich ekstremalnych działań performatywnych. I nawet jeśli pozostaniemy obojętni na jej sztukę, to dokument wiele nam wyjaśni w kwestii specyfiki pracy performera. W szkole na lekcjach plastyki i sztuki ten temat jest raczej pomijany. Happening i performance w Polsce, podobnie jak w innych państwach z doświadczeniem totalitaryzmu (Chiny, Rosja) traktowano je zawsze pogardliwie i z podejrzliwością. Dziś polskie władze reaktywują mit o współczesnych artystach jako darmozjadach i osobach nieprzydatnych, wręcz szkodliwych dla państwa. Tym bardziej trzeba po ten film sięgać.

U genezy działań Abramović - podobnie jak w przypadku zespół Laibach, czy szerzej, całego kolektywu Neue Slowenische Kunst - leży traumatyczne doświadczenie totalitarnej Jugosławii. Jak artystka ujęła to w autobiografii "Pokonać mur. Wspomnienia": "Jest pewna rzecz z komunizmem i socjalizmem - to estetyka oparta na czystej brzydocie. Belgrad mojego dzieciństwa nie miał nawet monumentalności Placu Czerwonego w Moskwie. Wszystko było w pewnym sensie z drugiej ręki. Zupełnie tak, jakby władze patrzyły poprzez pryzmat czyjegoś komunizmu i zbudowały coś mniej dobrego i funkcjonalnego, a zarazem bardziej pojebanego".

Lepsze wrogiem dobrego?
26 lipca z kolei zmierzymy się z osobliwym, tytułowym bohaterem "Franka". Lenny Abrahamson wyreżyserował opowieść o udręczonym psychicznie muzyku o wielkim talencie, który nosi monstrualną głowę z papier-mâché i jest liderem zespołu Soronprfbs, wykonującego muzykę eksperymentalną w oparciu o niecodzienne instrumentarium i rozwiązania. We "Franku" jak w pigułce zostały zebrane autentyczne doświadczenia wielu nadwrażliwców, jacy musieli zmierzyć się z paradoksem talentu muzycznego i niezdolności do skorzystania z niego, to jest wystąpienia przed dużą publicznością.

Frank na swoje nieszczęście spotyka Jona Burroughsa - beztalencie reprezentujące pokolenie millenialsów, z których wielu czuje się "artystami". Chłopak nie ma żadnego wyczucia w kwestii sztuki, ale ogarnia doskonale social media, konsumując niczym świeże bułeczki pseudoporadniki o osiągnięciu sukcesu. Swoimi działaniami wypycha Franka z wykonywania niewielkich gigów w stronę wielkich scen, wymarzonej sławy i bogactwa. Tylko czy wrażliwy wokalista będzie w stanie udźwignąć ciężar potencjalnej kariery?

We "Franku" funkcję odtwórcy głównej roli pełni Michael Fassbender, który został obsadzony z całą perfidią speców od castingu, gdyż - na przekór wizerunkowi kinowego przystojniaka - przez większość filmu nosi papierową głowę, ograniczając swą grę do (swoją drogą bardzo wyrafinowanego) posługiwania się głosem i statyczną maską. W papierowej kuli o enigmatycznym, pustym wyrazie twarzy widz może doszukiwać się wszelkich możliwych emocji, może dojrzeć również i po części siebie.

Przegląd filmów o artystach potrwa do 30 sierpnia. W programie sierpniowym filmy "Shirley. Wizje rzeczywistości", "Pasolini" i "Mr Gaga". - Nietypowa propozycja w tym zestawieniu to film Gustava Deutscha "Shirley. Wizje rzeczywistości.". Nie jest to jednostkowa biografia, ale raczej hołd dla malarstwa Edwarda Hoppera oraz portret wielkomiejskiej Ameryki, wyrażony w monologach tytułowej Shirley. Melancholijne i kontemplacyjne pejzaże artysty ożywają na ekranie, przenosząc widza do alternatywnej rzeczywistości wizualnej o mocno autorskim charakterze - opowiada Emilia Mazik.
Wszystkie seanse, na które wstęp jest wolny, rozpoczynają się o g. 21 w Przystani Sztuki, czyli na placu przy ul. Roosevelta 22, pomiędzy bryłą wieżowca Bałtyk a budynkiem Concordia Design.

Marek S. Bochniarz

  • Kino plenerowe w Przystani Sztuki
  • 12, 19 i 26.07
  • Przystań Sztuki, Concordia Design
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018