Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

Debiutanci i starzy wyjadacze

Nowe filmy włoskie są prawie zupełnie nieobecne w polskiej dystrybucji kinowej. Jedyną okazją, by choć trochę zapełnić lukę w naszej wiedzy o tej europejskiej kinematografii jest coroczny przegląd Cinema Italia Oggi. Pierwszy pokaz już w piątek 12 kwietnia.

.
Kadr z filmu "Nalóg nadziei", fot. materiały organizatorów

Cinema Italia Oggi jest jednym z przeglądów zagranicznych kinematografii narodowych w Polsce, który ma podobną formułę co tygodnie kina niemieckiego i hiszpańskiego. Organizatorzy muszą dokonać selekcji spośród olbrzymiego materiału, odpowiadając na pytanie, które premiery z minionych miesięcy miały charakter ważnych wydarzeń kulturalnych. To nie tylko sztuka wyboru, ale i konieczność kompromisu. Do programu trafiają zwykle filmy, które miały swoje premiery na festiwalach w Wenecji i Turynie, Cannes, czy - kierując wzrok jeszcze dalej - w Toronto. Tym razem to aż jedenaście produkcji. A zatem: co w tym roku koniecznie trzeba obejrzeć w Kinie Pałacowym?

Życie rysowników

Przegląd otworzy 12 kwietnia o g. 18.30 "Przepowiednia pancernika"- dość późny, a przy tym osobliwy debiut pełnometrażowy 40-letniego Emanuele'a Scaringiego, który miał premierę na zeszłorocznym festiwalu w Wenecji. Reżyser zaczynał jako pomocniczny scenarzysta w tak ważnych włoskich filmach, jak "Diaz" Daniele Vicariego czy "Bez krzty litości" Michele Alhaique. Na swój debiut wybrał dość nietypowy materiał, bo pierwszą powieść graficzną Michele Recha - komiksiarza znanego pod pseudonimem Zerocalcare. Film zawiera dość spory aspekt autobiograficzny i prawie że dokumentalny, bo główny bohater to mieszkający na przedmieściach Rzymu rysownik Zero. Wycofany i zamknięty w sobie, żyje z przygodnych zajęć, obojętny na świat i niezdolny do nawiązania relacji z innymi ludźmi, z wyjątkiem przyjaciela Secco. Tytułowy pancernik to rysunkowy stwór, który opowiada mu o bieżących wydarzeniach, aby Zero miał jakikolwiek kontakt z rzeczywistością.

Rech, rocznik 1983, urodził się co prawda w Arezzo, ale dorastał we Francji i Rzymie. W swojej twórczości często sięga do własnych przeżyć. Nie jest jednak twórcą wyłącznie owłądniętym egzystencjalną zadumą - w dokumentalnym komiksie "Kobane Calling" (2015) opowiedział o swojej podróży na granicę między Turcją a Syrią, gdzie Kurdowie walczą o swoją autonomię, staczając walki z Państwem Islamskim.

Handel ludźmi

Polska publiczność może kojarzyć Edoardo De Angelisa ze świetnymi "Nierozłącznymi". Ten reżyser lubi zaskakiwać swoją publiczność i stale poszukuje w kinie nowych możliwości. Jego motto brzmi: "Zawsze jest prosty sposób robienia rzeczy - droga scholastyki - lecz to takie nudne. W dowód szacunku i miłości do ludzi, którzy przychodzą oglądać moje filmy, zawsze staram się zbadać nowy język, przekroczyć kolejne granice". De Angelis to reżyser zaangażowany społecznie, eksplorujący problemy różnych warstw włoskiego społeczeństwa, które obserwuje zazwyczaj z perspektywy peryferii i miejscowości nie przeznaczonych na atrakcje turystyczne.

Na przegląd trafił jego najnowszy film "Nałóg nadziei", zaprezentowany po raz pierwszy na festiwalu w Toronto. Główna bohaterka, Maria, para się nielegalnym zajęciem - opiekuje się surogatkami, ciągle wożąc je wzdłuż rzeki, aby uniknąć policji. Co intrygujące, De Angelis swoim nowym filmem wywołał furorę na festiwalu w Tokio, na którym film otrzymał nagrodę za najlepszą reżyserię, nagrodę jury i statuetkę dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej. Seans 13 kwietnia o g. 18.30.

Najlepszym filmem przeglądu jest jednak bez wątpienia "Szczęśliwy Lazzaro" Alice Rohrwacher. Niedawno gościł w polskiej dystrybucji kinowej i w programie jest tytułem dla spóźnialskich. To zapewne jedna z ostatnich szans, by go obejrzeć. Reżyserka wybrała staromodny format 4:3 o zaokrąglonych rogach, a i w prezentowaniu wydarzeń sięga do maniery rodem z krytycznego kina zaangażowanego lat 70-tych. W tym i wielu innych zabiegach Rohrwacher przywołuje dawnąświetność kina włoskiego, gdy budziło ono zachwyt na całym świecie i wypadało je śledzić. Dlatego ten film można oglądać wyłącznie na dużym ekranie - w małym obrazku więdnie i traci sporą część ze swej niesamowitej aury. Pokaz 13 kwietnia o g. 20.30.

Miłość między matką a synem

Letizię Lamartire uważałem za osobę z dużym potencjałem od czasu seansu "Małych Włoszek"-  świetnej etiudy o schyłku faszyzmu, której główną bohaterką jest dziewczynka marząca o zakazanej zabawce, gdyż w totalitarnym reżimie dawne fabryki zabawek produkują broń. Bunt dziecka i pozornie drobny konflikt w szkole splata się z wielką historią w fascynujący i nieoczekiwany sposób. Jednak debiut pełnometrażowy Lamartire - "Będziemy bardzo piękni i młodzi" jest na tym tle dziwnie zachowawczy i uruchamia wiele zgoła schematycznych typów ludzkich. Isabella to podstarzała gwiazda pop, która była u szczytu sławy w latach 90-tych, a dziśśpiewa w podrzędnym lokalu, choć nikt nie chce już jej słuchać. Gdy widzimy ją po raz pierwszy z gitarzystą Bruno, myślimy, że jest jej młodym kochankiem. Wkrótce okazuje się jednak, że to syn Isabelli.

W tym przygnębiającym dramacie o przebrzmiałej gwiazdce pop zwrotem akcji staje się pojawienie młodej i przebojowej wokalistki. Mówimy sobie: wreszcie Bruno znajdzie swą miłość, lecz... Trochę na przekór schematycznym postaciom, "Będziemy bardzo piękni i młodzi" rozwijają się w dość nieoczekiwany sposób, dryfując w stronę scen coraz bardziej ocierających się o kazirodztwo. Nie jest to na pewno najlepszy debiut ostatnich lat w kinie włoskim, ale bez wątpienia to debiut niezapomniany. Pokaz 14 kwietnia, g. 16.30.

Gwóźdź do trumny wielkiej, włoskiej rodziny

"W domu wszystko dobrze" jest bez wątpienia filmem, który powstał przede wszystkim z myślą o lokalnej, włoskiej publiczności. Jego reżyserem jest Gabriele Muccino, filmowiec rocznik 1967, a więc człowiek bardzo już doświadczony. W dorobku ma kilka amerykańskich produkcji, bo to właśnie w Hollywood zrobił prawdziwą karierę. Polscy widzowie powinni kojarzyć jego dwa filmy z Willem Smithem -"W pogoni za szczęściem" i "Siedem dusz". Muccino eksplorował kilkukrotnie motywy migracji, angażując się jako reżyser w koprodukcje włosko-amerykańskie.

Nic zatem dziwnego, że jego najnowszy obraz opowiada o wielkiej, hałaśliwej i skonfliktowanej włoskiej rodzinie, która spotyka się po latach z okazji 50-tej rocznicy ślubu babki Albi i dziadka Pietro. Reżyser sam wymyślił tę historię i napisał scenariusz. Od pierwszych minut atakują nas wyjątkowo długie i z pozoru dość pretensjonalne dialogi. Jeśli jednak przebijemy się przez pierwszy, nieznośny kwadrans, to docenimy ten "przegadany" film - uniwersalną opowieść o rozpadzie rodziny i jątrzących ją zawiłych konfliktach z przeszłości. "W domu wszystko dobrze" jest też, jak to we włoskim kinie bywa, popisem dwóch znanych i wybitnych aktorów męskich - Stefano Accorsiego i Pierfrancesco Favino. Każdy szanujący się fan filmów z Italii musi obejrzeć tę produkcję. Seans 15 kwietnia o g. 18.30.

Choć wśród organizatorów wydarzenia wymieniona jest tak wybitna instytucja, jak Luce Cinecitta, to w programie brakuje charakterystycznych dla niej błyskotliwych filmów dokumentalnych. Ich autorzy krytycznym okiem spoglądają na przeszłość i poddają próbie dotychczasowe, często fałszywe i niekompletne wyobrażenia na temat kłopotliwej, a czasem i wstydliwej przeszłości Włoch. Może kolejna edycja trochę odświeży dotychczasową formułę prezentacji filmów fabularnych i poszerzą ją o produkcje niefikcjonalne?

Marek S. Bochniarz

  • Cinema Italia Oggi
  • 12-17.04
  • Kino Pałacowe, CK Zamek
  • bilety: 15 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019