Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

Xanax nation

Juliusz Strachota znalazł się w ścisłym finale Literackiej Nagrody Nike 2019. A ja to bym wszystko dał temu pisaniu - odznakę PTTK i złoty pierścień, ale i nagrodę humanitarną czy pokojowego Nobla!

.
fot. materiały prasowe

Turysta polski w ZSRR to niejako kontynuacja brawurowego pisania, jakie Strachota rozpoczął na dobre w Relaksie amerykańskim. Obie powieści formuje literacko wyjście autora z uzależnienia od popularnych środków przeciwlękowych - odłączenie się od nowoczesnej zagubionej familii określanej przez psychiatrów i socjologów mianem "xanax nation". 

Nowoczesne najczęściej miasto, dogodne perspektywy finansowe, możliwość dynamicznego rozwoju osobistego, względna otwartość tkanki miejskiej na różnorakie formy wyobcowania to warunki, jakie najczęściej stawiane są jako socjologiczni sprzymierzeńcy "ćpania na receptę". Beznodiazepiny, pyschouzależnienia od atrakcyjnych społecznie hobby, mania bycia nowoczesnym i światłym oraz perspektywa nastrętnej myśli o tym, że przeciętność jest największym grzechem, to główne tematy, jakimi zajmuje się Strachota. Tak wyraźne zorientowanie na przestrzeń nadmiernego i chorobliwego egocentryzmu to w literaturze niefikcjonalnej coś szczególnie ciekawego. Bo choć w socjologii tę ponurą wizję nowoczesności opisał jako teorię strat ubocznych urodzony w Poznaniu Zygmunt Bauman, to jak dotąd o efektach i zagrożeniach "xanax nation" można było przeczytać głównie w literaturze amerykańskiej.

Strachota, traktując swoje pisanie jako rywalizację pomiędzy dziennikiem a kreowaniem podmiotu autobiograficznego tworzy własny język dla opisu powrotu do rzeczywistości. Tej, która jest boleśnie stabilna, niezniekształcona, "czysta" i przeżywana dzięki obserwacji, bez haju i psychostymulacji farmakologicznej. Uzależnienie lekowe zaczyna zastępować brawurowy pęd do literatyzowania wszystkiego, co napotyka percepcja "czystego" narratora.

Uważność opisu tej literacko kunsztownie utkanej psychozy nie będzie w stanie pominąć zbyt wielu elementów realnie odbywanej podróży po byłych sowieckich republikach. Dzięki temu powieść zaczyna przypominać relację z wyprawy o wszystko, turystyka okazuje się narkotykiem, a do tego nie można przyczepić się do tego pisania, że to taka egzaltacja albo dydaktyczne dzieło o zagrożeniach. Ideą tego pisania jest swawola i brak morału. Ten zastępuje komicznie przedstawiana fascynacja. I udaje się Strachocie w tym czule megalomańskim pomyśle coś szczególnego.

Styl, fanaberia językowa, fikołki i akrobacje ze smutkiem i zgryźliwością. I groteska. I nadzywczajnie wyszukana ironiczna samokrytyka. To jest wybitne panowanie nad surrealizmem i małym realizmem, a nawet zakrętasem psychomotywacyjnym.  Proza otrzymuje dzięki temu wyższy poziom niesłychanie istotnej społecznie literatury - narracja i szczerość wytworzonego narratora to wielka moc ostrzeżenia przed popędliwością i narkotycznymi wizjami, jako sposobem uatrakcyjniania "podróży życia".

Dzięki wybitnej sprawności literackiej, pastiszowi i znakomitemu opanowaniu warsztatu, dzięki Strachocie, jakby mimochodem zaczyna się uprawiać nowy rodzaj pisania. Brawurowe opisy i  hiperrealistyczne opowieści z trzeźwych podróży to niezywkle udana reprezentacja roli literatury, dzięki tworzeniu której wszystko, co potrafi się poddać zapisaniu, staje się szczególne i nieprawdopodobne, wolne i nadzwyczajne. W kompozycji powieści jednak w porę ugaszona zostaje skłonność do hieperbolizacji. Tam gdzie megalomania mogłaby zaczynać papierowo szeleścić, umieszczone są melancholijne i metaforyczne puenty. Szyderstwo ze świadomie uprawianego pisania transowego, upodabniającego do psychodelicznych wizji jest tą grą, jaka prozę Strachoty wyróżnia spośród innych, z pewnością mniej ważnych awangardowych prób. A wiadomo że awangarda, szczególnie ta bardziej egzaltowana niż udana, jest zawsze popularna. A ten narrator strachotowy, niewymuszony konstrukt radości pisania, bezpiecznej i smakowitej manii opowieści, jest uwodzący, precyzyjnie wykreowany, stabilny, ale jednocześnie ma w sobie takie literackie triki konstrukcyjne, że można by z nim zrobić wywiad. To cudeńkowo nowy gadacz, opowiadacz, filut i fircyk. Ostry i piękny. Wiarygodny i absolutnie kłamliwy. Podważający siebie. To pisanie strachotowe jest porywające ponad miarę! Ostatnio pojawiają się nareszcie zasłużone nominacje i pochlebstwa, ale i tak zasługuje na więcej, o czym pewnie potrafiłby szyderczo napisać i ucieszyć się jedynie po to, by zadowolenie stało się maniakalno smutne i by wytworzyła się kolejna igraszka z czytelnikiem.

Cenne niezmiernie w popularności tekstu, poza nagrodami literackimi, jest społeczny kontekst oddziaływania. Żartobliwie można powiedzieć, że styl, w jakim narrator zmaga się z "czystymi uzależnieniami" jest lekturą branżową psychiatrów i terapeutów. Szczególnie tych, którzy na co dzień pracują w (po)nowoczesnych miastach. Dzięki lekturze Turysty polskiego w ZSRR czytelnik otrzymuje nienachalne wskazówki do wrażliwszego spoglądania na ludzi mijanych na ulicach. W Warszawie jest już za późno na budowanie tych postaw, Strachota "dowiódł" tego w Relaksie amerykańskim. Portret "czystego uzależnionego" jednak ma szansę być w porę rozpoznany w Poznaniu i stać się nie disneyowską nowoczesnością, ale istotnym objawem nowej modnej solidarności.

Michał Pabian

  • Juliusz Strachota Turysta polski w ZSRR
  • Wydawnictwo: Korporacja Ha!art       

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019