Kultura Poznań.pl

Kultura

opublikowano:

ZAPISKI Z LAMUSA. Kiedy ciężko się śmiać

W ostatnich Zapiskach z lamusa padła obietnica, że temat satyrycznych rysunków w poznańskiej prasie okresu międzywojennego, które odnosiły się do spraw politycznych i stosunków z sąsiadami oraz przewidywań co do ich zamiarów względem Polski, będzie poruszony. Nie wypada tego przyrzeczenia nie dotrzymać.

. - grafika artykułu
"Nowy Kurier", nr 152/1933, fot. materiały archiwalne

Trzeba przyznać, że dziwnie się robi, kiedy w ręce wpadają kolejne numery choćby takiego "Nowego Kuriera", w którym przez długi czas, szczególnie intensywnie pod koniec lat 20. i na początku lat 30. XX wieku, publikowano rysunki wychodzące spod ręki wielu artystów, posiadających niewątpliwy zmysł obserwacji rzeczywistości i zdolność do ironicznego komentarza. Dziwnie robi się przede wszystkim dlatego, że z naszej perspektywy trudno spojrzeć na te rysunkowe komentarze bez bagażu wiedzy, którą dzisiaj mamy. Rysunek satyryczny, odnoszący się do wydarzeń bieżących, pozwala się z poglądami autora utożsamiać lub nie, uśmiechnąć pod nosem, wyrazić opinię własną, snuć wizje, czy przewidywania zawarte na rysunku się ziszczą, czy może losy potoczą się zupełnie inaczej. Po czasie, kiedy wszystko już wiadomo, konfrontować można wiedzę z mniej lub bardziej trafnymi przewidywaniami przyszłości.

Wizerunek Adolfa Hitlera na satyrycznych rysunkach pojawiał się niezwykle często, czemu trudno się dziwić. Oczywiście wszystkie ilustracje odnosiły się do wówczas aktualnych wydarzeń z jego udziałem, ale niektóre bardziej niż inne prezentowały pewne utajone nadzieje, że jego wpływ na losy całego świata będzie jednak znikomy, a przynajmniej mniejszy. Ot, facecik o dość przerysowanej fizjonomii, z charakterystycznym wąsikiem pod nosem i przylizanymi na bok włosami. Owszem - problematyczny, ale może nie tak niebezpieczny? - zdawały się gdzieś na marginesie kpić gazety. Bo przecież zawsze jest jakaś nadzieją, że zdarzy się "coś", co sprawi, że karty się odwrócą, np. ludzie się zreflektują i zabawa skończy się poprzez strącenie kogo trzeba z piedestału, na którym nigdy stanąć nie powinien.

Oczywiście dostrzegano zakusy Hitlera, zawłaszczanie władzy i kroczenie w kierunku pozostawania niekwestionowanym i jedynym liderem państwa. Pokazuje to dobrze rysunek, na którym przedstawiono Adolfa Hitlera w bardzo przerysowany sposób. Zadarty nosek, wszystkowiedząca mina, ale nogi jednak koślawe, a w ręce szpada, na której nadziane są cztery głowy ("Nowy Kurier", nr 152/1933), symbolizujące wszystkich, których Hitler zdołał się pozbyć, by osiągnąć pełnię władzy. Napis na górze głosi w końcu: "Hitler rządzi w Niemczech sam". A ci, których postanowił ze swojej drogi usunąć to: komuniści, socjaliści, hugenbergowcy i centrowcy. Osiągnięta przez Hitlera władza oczywiście martwiła, ale zdaje się, że często dostrzegano jej tymczasowość.

Oto bowiem widzimy zafrasowanego Adolfa Hitlera siedzącego na fotelu ze specyficznym wiatraczkiem w dłoni - podmuchami wiatru napędzana jest bowiem swastyka, która nijak kojarzyć się dziś nie może z dziecięcą zabaweczką ("Nowy Kurier", nr 199/1933). Rysunek wskazuje na przekonanie, że ideologia hitlerowska widziana była przez niektórych jako wybryk, tymczasowy polityczny trend, od którego odejdzie się na dobre, jak tylko ludzie zauważą, że III Rzesza jednak nie podąża we właściwym kierunku i - można rzec - dorosną, by podjąć właściwą decyzję. Pod rysunkiem widnieje napis: "Hitler: co ja dam moim chruniom, gdy im się ta zabawka sprzykrzy?". Niby nic, a jakby nadzieja, że ludzie się otrząsną, a sam Hitler nie zaoferuje niczego, co mogłoby z powrotem ich do niego przekonać.

Prześmiewczy w swojej wymowie jest też inny rysunek ("Nowy Kurier", nr 8/1934). Hitler występuje tu w roli cyrkowca, a po cóż był cyrk? Po to przecież, żeby się śmiać. I tu właśnie Hitler zabawia publiczność akrobatycznymi wręcz popisami: balansuje z kijem, na którego końcach widnieją swastyki. Z radosną miną, bezmyślnie wręcz, z zamkniętymi oczami chodzi po linie. Podpis wyjaśnia, że dni jego są policzone, a upadek rychły: "Póki ma te hakenkreuze, póty idzie mu jak w bajce, ale niech raz balans straci, to cyrk cały wezmą kaci". Wyczyny kanclerza musiały być widziane jako kompletna błazenada, krótkotrwała rozrywka, która powinna była zakończyć się z hukiem w wyniku jego upadku

Mimo dość zabawnego charakteru niektórych rysunków, które ciężko zebrać tu w jednym miejscu i omówić, pojawiały się też takie, które dziś budzą skrajne, negatywne emocje i wizualnie generują skojarzenia z filmami i fotografiami, które dokumentują to, co działo się podczas II wojny światowej. Przykładem jest satyra, o ile tak można ją tutaj określić, pokazująca młyn w kształcie swastyki ("Nowy Kurier", nr 62/1933). Rysunek podpisano: "W Niemczech robi się młyn, na razie taki!". Co w tym jest szczególnego? To mianowicie, że na częściach tego dziwacznego urządzenia wiszą ciała wisielców. Bezwładnie, pozbawione indywidualnych cech umożliwiających ich identyfikację. Obok stoi oficer, kręcący korbką czegoś, co przypomina katarynkę. Trzeba przyznać, że jest w tym jakaś złowieszcza, zupełnie niezabawna zapowiedź...

Wybór zaprezentowanych ilustracji jest, rzecz jasna, subiektywny. Przykładów myślenia o sytuacji na świecie i miejscu Polski w tym wszystkim jest w końcu bardzo dużo. Niektóre mniej lub bardziej poruszają w nas jakieś struny. Są takie, które porażają przeświadczeniem, że da się zatrzymać szaloną maszynę, zanim na dobre jej mechanizmy się rozkręcą i takie, które - być może całkiem przypadkowo - zwiastują rzeczy, które nie powinny się były zdarzyć.

Justyna Żarczyńska

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020