Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

Fotografia jako narzędzie opowiadania

- Nie potrafię się zaangażować w temat, który jest mi obcy / Ogrodnictwo to mój cichy, indywidualny aktywizm - mówią laureaci II edycji Poznańskiej Nagrody Fotograficznej - Michał Adamski, który ze swoim fotoesejem "Blisko ziemi, daleko nieba" zwyciężył w kategorii ogólnopolskiej, oraz Katarzyna Wąsowska, która z zestawem zdjęć "Kłaniamy się ku ziemi" wywalczyła nagrodę w kategorii poznańskiej.

Młoda kobieta stoi pośród bujnej zieleni, drzew i roślin o dużych liściach. - grafika artykułu
Katarzyna Wąsowska, fot. Marianne Wąsowska
  • MICHAŁ ADAMSKI

Jak to się stało, że podjąłeś się fotografowania wielkopolskiej prowincji?

W 2014 roku, po publikacji książki bardzo osobistej, dotyczącej choroby i śmierci rodziców, podczas pracy z kolegami nad projektem o Wielkopolsce uznałem, że warto przyjrzeć się mojej małej ojczyźnie. Pochodzę z Lubonia, moi dziadkowie i rodzice prowadzili tam gospodarstwo. Bezpośrednią inspiracją do wejścia w tę historię była lektura wywiadu o patriotyzmie z młodym mężczyzną z małej miejscowości, deklarującym prawicowe poglądy. Zastanowił mnie jego żal do dziadków, że nie walczyli na wojnie, tylko zajmowali się gospodarstwem, oraz silna deklaracja, że on w razie wybuchu wojny na pewno poszedłby walczyć na front. Zacząłem się zastanawiać nad tematem patriotyzmu i chciałem odpowiedzieć sobie na pytanie, czym on dla mnie dziś jest. Ruszając z aparatem w teren, chciałem też przyjrzeć się temu, jak wygląda patriotyzm lokalny w czasie pokoju.

Jak szukałeś tematów? Na zdjęciach widzimy głównie sceny z życia społeczności lokalnych w sferze publicznej: imprezy, święta, zgromadzenia, rekonstrukcje...

Punktem wyjścia były osoby pełniące funkcję sołtysa. Dopiero później zacząłem poszerzać krąg zainteresowań o otoczenie i społeczności, o które oni dbają. Wydarzenia wyszukiwałem w internecie, interesowały mnie przejawy aktywności obywatelskiej w czasie wolnym, działania integrujące małe społeczności, również takie cykliczne, mające charakter rytuału społecznego. Mam też na zdjęciach bardziej prywatne sytuacje, o których dowiadywałem się w trakcie wyjazdów, np. wizytę u rodziny rolnika, który stracił rękę w wypadku przy maszynie, a któremu w pracach pomagała rodzina i sąsiedzi.

Czy Twoja metoda była bardziej poznawaniem czy pokazywaniem tej rzeczywistości z własnej perspektywy?

Fotografię dokumentalną traktuję jako połączenie poznania z pokazaniem tego świata przefiltrowanego przez moją wrażliwość i doświadczenie. Wszystkie tematy, które dotąd wybierałem, w pewien sposób mnie dotyczyły lub były dla mnie ważne. Nie potrafię się zaangażować w temat, który jest mi obcy. Cały czas istotny jest dla mnie także aspekt dokumentacji naszych czasów. Poszukując motywów dla moich tematów, lubię fotografować wydarzenia, które dzieją się lokalnie. Może zabrzmi to patetycznie, ale mam nadzieję, że kiedyś, w przyszłości przyda się komuś moja fotografia. Natomiast jeżdżąc po Wielkopolsce, nie miałem specjalnego założenia, ale zauważyłem, że jako fotograf od dłuższego czasu reaguję na zastane sytuacje w podobny sposób. Fotografuję wtedy, gdy coś jest intrygujące, dziwne, znaczące. Na pewno wyjazdy były formą poznania, zderzeniem z rzeczywistością małych miasteczek, wyjścia poza swoją bańkę, świat oswojony. Rodzinny Luboń jest za blisko Poznania i jest mało reprezentatywny dla tzw. prowincji. Kilka zdjęć z tej historii powstało na miejscu, ale po większość musiałem oddalić się od dużych ośrodków miejskich.

W Twojej opowieści jest kilka zdjęć symbolicznych, będących ukłonem w stronę tradycji, kadrów aprobatywnych wobec świata przedstawionego. Więcej jest jednak obrazów, w których ma się wrażenie, że trochę spierasz się z tą rzeczywistością, pokazujesz swój dystans. Jest miejsce na uśmiech, a nawet ironię.

Wiele sytuacji, które fotografowałem, było zaskakujących. Na poziomie wizualnym często rzucała się w oczy niewyszukana estetyka, taniość, plastikowość - towarzyszące różnym ludzkim aktywnościom. Ale mam nadzieję, że ten ironiczny ton jest na końcu życzliwy, bo jednak fotografowałem ludzi w sytuacjach dla nich ważnych, w momentach, gdzie są razem, wspólnota ma dla nich znaczenie, robią to tak, jak potrafią.

W tej wspólnotowości odnalazłeś odpowiedź na pytanie o patriotyzm?

Wydaje mi się, że tak. Trochę jest jak w tekście młodego rapera, który rymuje o tym, że sołtys kupił sobie paralotnię i chciał zobaczyć kosmos, ale okazało się, że latał nad swoją wsią. Czasem mówimy wielkie słowa, patrzymy daleko, zapominając o tym, co najbliższe. Patriotyzm jest dla mnie dbaniem o własną rodzinę, najbliższe otoczenie, ale też lokalną społeczność, w której żyjemy na co dzień.

W którym momencie uznałeś, że "Blisko ziemi, daleko nieba" jest ukończone?

Tematem zajmowałem się trzy lata, więc w końcu poczułem, że już nic nowego nie jestem w stanie pokazać. Był to jeden z moich pierwszych tego typu materiałów i chciałem go też zamknąć w formie zestawu. Z perspektywy widzę, że mogłem go jeszcze eksplorować. Zresztą wiele tematów, którymi się później zajmowałem, dotykało lokalności i tak zwanej prowincji.

Twój esej powstał 10 lat temu. Doskonale się wpisał w hasło tegorocznej edycji PNF "Blisko nas, bliskie nam". Czy dziś fotografia dokumentalna nadal jest dobrym narzędziem do opisywania rzeczywistości?

Trudne pytanie. Żyjemy w czasach, gdy fotografia już nie opisuje świata, a jej wartość się zdewaluowała w wyniku codziennej lawiny zdjęć w internecie, a AI do tego problemu się dokłada. Myślę jednak, że fotografia dokumentalna, a zwłaszcza podejście autorskie, w pewien sposób interpretujące rzeczywistość, paradoksalnie może zyskać w wyniku tych zmian. Mam nadzieję, że jeszcze bardziej będzie liczyć się szczerość i autentyczność. Oczywiście nie mamy się co oszukiwać, że fotografia nagle znajdzie rzesze odbiorców. Dlatego cieszę się, że mogę pokazać "Blisko ziemi, daleko nieba" po dekadzie. To znaczy, że działa i z czasem nabiera większej wartości. Nadal rozpoznaję siebie w tych zdjęciach, Wielkopolskę też. Wciąż eksploruję tematy, które dzieją się poza głównym nurtem. W najnowszym projekcie zająłem się fotograficznie rolnictwem, ale w kontekście ekologicznym, akcentując zmiany klimatu. Lubię tematy bardzo lokalne, ale traktujące o zmianach globalnych.

  • KATARZYNA WĄSOWSKA

Od kiedy fotografujesz? Dlaczego wybrałaś fotografię jako narzędzie opowiadania?

Katarzyna Wąsowska: Na poważnie zaczęło się podczas studiów. Pochodzę z Gdyni, w 2012 roku rozpoczęłam studia na fotografii na poznańskim UAP-ie. Dużo myślałam o tym, w jaki sposób przedstawiać interesujące mnie tematy, które związane były także z tym, że studiowałam równocześnie antropologię. Wybrałam fotografię, ponieważ ma cechy, które mi odpowiadają, ale to odkryłam później. Prócz tego, że obraz komunikuje coś, na czym mi zależy, dodatkowo jest jeszcze odbiorca, który wnosi do niego swój bagaż wiedzy i doświadczenia. Zdjęcie jest bardzo pojemne, ma wiele warstw znaczeniowych, może być używane w wielu kontekstach, generalnie wydaje mi się mniej definiujące niż wypowiedź w języku pisanym.

Kłaniamy się ku ziemi powstało na Rodzinnych Ogródkach Działkowych "Bielniki" na poznańskiej Wildzie nad Wartą. Opowiedz o genezie powstawania tej pracy.

W 2019 roku kupiliśmy z partnerem działkę. Jestem dziewczyną z miasta i wcześniej nie doświadczyłam ogrodnictwa, więc uczyłam się tutaj wszystkiego od zera. Od razu miałam mnóstwo pomysłów, jak przez fotografię poznawać działkę. Moim pierwszym pomysłem było sfotografowanie wszystkich roślin w moim ogródku. Potem zaczęłam przyglądać się innym działkom, rozmowy z sąsiadami prowokowały mnie do następnych zdjęć, u nich. Wspólnie z zaprzyjaźnionymi działkowcami wymyślałam nowe kadry. Dokumentacja rozszerzyła się o portrety, reprodukowanie starych zdjęć, fotografowanie działek i altanek w szerszym planie.

Działasz według jakiejś metody?

Zmienia się to w czasie, w zależności od pory roku, relacji z innymi działkowcami, zmianą w technologii zdjęciowej. Część zdjęć robię cyfrowo, część analogowo w średnim formacie. Na zdjęciach są działkowcy i moi goście. Łatwiej jest pracować z osobami, które są zakorzenione w danym temacie. Dlatego naturalne jest, że bohaterami większości moich fotografii są ludzie z działek. Część zdjęć w zestawie wizualizowałam przed ich zrobieniem i są pozowane. Ale są też kadry bardziej spontaniczne. Zdarzało się na przykład, że siedziałam u sąsiadek na kawie, pojawiło się ładne światło, więc zaprosiłam je na sesję zdjęciową. Lubię rozmawiać z sąsiadami o charakterystycznych w ogrodnictwie gestach, a później próbuję je odtworzyć na zdjęciach.

Kiedy uznałaś, że gromadzone zdjęcia warto układać w opowieść?

Pomysł na serię "Kłaniając się ku ziemi" zaczął się od zdjęcia sąsiadki zbierającej oregano w pokłonie. Na wiosnę, idąc aleją, mijamy działki i widzimy kolejne osoby tak samo pochylone. Ten gest jest powszechny. Podoba mi się, że ta sytuacja jest wieloznaczna, można ją odczytywać na wielu poziomach. Lubię takie odczytanie, że człowiek się kłania ziemi, a nie że ona mu podlega. 

Zwracając w swojej pracy uwagę na problem wrażliwości ekologicznej, czujesz się aktywistką, społeczniczką?

W pierwszej kolejności jestem fotografką. Działkowanie przyszło do mnie w dorosłości. Mam duży pociąg do natury, działka stała się dla mnie namiastką życia na wsi, uprawiania swojego jedzenia w mieście. Jest to dla mnie rodzaj wolności. Ogrodnictwo to mój cichy, indywidualny aktywizm. Archiwizuję stare zdjęcia, staram się zachowywać wiedzę i doświadczenia działkowców, jak ziemię uprawiać. Jest dodatkowy powód takich działań: mam wrażenie, że mamy lukę pokoleniową związaną z tym, że na przełomie XX i XXI wieku działki częściowo straciły funkcję zaopatrzeniową, a stały się oazą wypoczynku.  

Jako antropolożka masz pewnie sporo refleksji na temat tego, czym są te niewielkie poletka dla ludzi...

Powody, dla których zakładano działki w XX wieku, są nadal aktualne - własne, zdrowe jedzenie i kontakt z naturą. W PRL-u wielu ludziom się nie przelewało i działki były sposobem na zaopatrzenie. Nie przypadkiem ogródki na ROD są do siebie metrażowo podobne. Dzięki ich wielkości można było zaopatrzyć w warzywa i owoce 4-osobową rodzinę. Dziś działki są trochę lustrem tego, co się dzieje w mieście - mamy problem mieszkaniowy, brakuje nam jakościowego jedzenia w dobrych cenach. Pandemia co prawda trochę zmieniła profil działkowca - w tamtym czasie ceny ogródków wzrosły i pojawili się nowi nabywcy, dla których działka stała się miniaturą amerykańskiego snu: mały domek, trawa z kostką i dmuchany basen na niej. Nadal jednak dla wielu działkowców ogródki są miejscem do nawiązania relacji z naturą, stawania się jej częścią, bezpośredniego sposobu na pozyskiwanie żywności.

Rozmawiał Grzegorz Dembiński

  • Wystawa pokonkursowa Poznańskiej Nagrody Fotograficznej
  • Galeria Sztuki Rozruch
  • czynna do 20.09

Wrzesień z PNF

W ramach "Września z Poznańską Nagrodą Fotograficzną" zaplanowano szereg wydarzeń. W pierwszą niedzielę miesiąca - 6 września - organizatorzy zapraszają na spotkanie z nagrodzoną w II edycji PNF Katarzyną Wąsowską, poznańską fotografką, ogrodniczką i aktywistką. Związana z UAP autorka, która w swej aktywności twórczej porusza się na granicy dokumentu i kreacji, opowie o swojej praktyce artystycznej. Wąsowska eksploruje tematy związane z migracją, pamięcią zbiorową oraz relacjami z ziemią i jej społecznościami. Tego samego dnia zaplanowany jest też panel dyskusyjny poświęcony kondycji współczesnej fotografii dokumentalnej, rewolucji w dystrybucji obrazów oraz znaczeniu lokalnej aktywności twórczej.

Tydzień później - 13 września - przewodniczący jury PNF, Filip Springer, poprowadzi warsztaty z pisania dla fotografów oraz porozmawia z Mariuszem Foreckim o jego najnowszej publikacji "Polskę". Poznański dokumentalista opowie o 40 latach swojej drogi twórczej, w trakcie której obserwuje człowieka uwikłanego w procesy społeczno-polityczne w ojczyźnie i krajach byłego bloku sowieckiego.

Ostatniego dnia wystawy - 20 września - zaplanowane są dwa spotkania autorskie. O metodzie twórczej, kolejnych projektach i planach opowiedzą Michał Adamski (nagrodzony w II edycji PNF) oraz Marek Lapis. Pierwszy z nich od 20 lat zajmuje się fotodokumentem, jest autorem wydanych przez Pix.House książek fotograficznych: "Nie mogę przebrnąć przez chaos", "Two tailed dog" oraz "Ciemno w dzień, Ciemno w nocy", w których podejmuje problem kondycji człowieka we współczesnym świecie. Z kolei Marek Lapis, przez lata związany z wieloma tytułami prasowymi, opowie o swojej ewolucji twórczej: od reportażu prasowego, poprzez esej fotograficzny, po aktualne próby na pograniczu dokumentu i fotografii kreacyjnej.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026