Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

KWADRATURA PŁYTY. Iść za światłem

Każdy z nich napisał już ważne rozdziały w historii polskiej (jak się okazuje, nie tylko polskiej) muzyki. Dziś jednak wciąż proponują rzeczy ważne, czasami będące kontynuacją wcześniejszych poczynań, czasami rewelacyjnym nowym otwarciem. Kto? Krzysztof Głuch, Bartłomiej Oleś, Bogusław Raatz czy Jazzpospolita - na swych najnowszych, świetnych albumach!

. - grafika artykułu
fot. materiały prasowe

Ach, gdyby świat pamiętał świetne dokonania Krzysztofa Głucha sprzed lat - nagrania w różnych projektach Ireneusza Dudka, zachwycającego Pick-Up Formation, u Henryka Gembalskiego, Young Power, Martyny Jakubowicz... Gdyby też znał jego wcześniejsze autorskie nagrania, nie byłby zdziwiony tym, jak świetna jest ta płyta. Wynika ona bowiem wprost z dotychczasowych doświadczeń znakomitego pianisty, dodając do nich element współczesnych czasów, wyrażanych przez jego szczególną muzykalność.

Oscillate to formacja działająca na scenie od kilkunastu lat, ma na koncie już dwie wcześniej wydane płyty. Najnowsza wydaje się jednak najpełniejszym, najdojrzalszym wyrazem idei muzycznych lidera - i jego godnych uwagi partnerów. Pewnie należałoby powiedzieć, że jej najgłębszym źródłem jest blues, ale gdyby ktoś pomyślał, że to sztampowo rozumiany "dwunastotaktowiec", to tym bardziej powinien posłuchać najnowszej płyty zespołu - by uwierzyć, by zrozumieć jak ożywczo może on brzmieć na koniec pierwszej ćwiartki XXI wieku! Wielkie znaczenie dla całości ma wokal charyzmatycznej Agnieszki Łapki, który przenosi nas w inne wymiary. A w zespole wspierają lidera tacy muzycy jak choćby znany z wielu innych aktywności czujny perkusista Przemysław Borowiecki czy wyrafinowany gitarzysta Krzysztof Głuch Jr. Do tego zestaw gości - i to jakich! Klasycy środowiska Young Power i tylu innych projektów: Antoni Gralak, Aleksander Korecki, Bronisław Duży, Henryk Gembalski i - choć w jednym tylko utworze - Józef Skrzek. Wokalno-instrumentalna formuła zamknięta w piękną, poruszającą, kojącą całość.

  • Oscillate, "Pass the Passion" (For Tune)

Bartłomiej Oleś na dobre rozsmakował się w poszukiwaniach w kręgu muzyki elektronicznej, co więcej: poszukiwania te nadal są fascynujące i przysparzają mu słusznego uznania u sympatyków tej formy muzykowania.

Najnowsza płyta artysty to - jak sam pisze - astralna podróż w czasie od Wielkiego Wybuchu poprzez światło, nazywane "kosmicznym mikrofalowym promieniowaniem tła". Tymczasem poza krawędzią wszechświata leży "nieznane, coś, czego nie możemy zbadać z powodu braku światła", co na razie pozostaje dla nas tajemnicą. I o tym właśnie mówi ta muzyka. O poszukiwaniu, o nadziei, o zachwycie, o tajemnicy. Może przywoływać skojarzenia z dawną twórczością Klausa Schulze czy Tangerine Dream. To jednak nie zarzut, nie chodzi mi bowiem o naśladowanie czy kopiowanie czegokolwiek. Myślę raczej o aurze pewnej tajemniczości, ale też pieczołowitości, "wypieszczeniu" dźwięków. Nic się tu nie dzieje przypadkiem i nic się tu nie dzieje niepotrzebnie. Za tą romantyczną, marzycielską poświatą pastelowych barw kryje się pomysł, realizowany świadomie i w bardzo zdyscyplinowany sposób. Tego typu rozważania nie muszą jednak kłopotać słuchacza. Infinitude pozwala bowiem odbiorcy na analizy, wsłuchiwanie się konstrukcję poszczególnych detali, ale może również - a nawet przede wszystkim - być wspaniałą przygodą, wielką przyjemnością słuchania i podążania za myślą autora.

  • Drumbientone by Bartłomiej Oleś, "Infinitude" (VinylOn Records)

O, jakże świetna jest ta płyta! I jakże niespodziewana. Szerokim gestem, w autorskiej wizji zagarnia elementy jazzu, elektroniki, rozmaicie rozumianej muzyki niezależnej, zwłaszcza tej z rockowym tłem, może i krautrocka, ale też wielu innych nurtów. To bowiem bardzo świadoma konstrukcja - nie zabawa dźwiękami, a pełna skupienia i jakiegoś natchnienia własna twórczość znajdująca inspirację w wielu światach, a realizująca sie w niezwykle oryginalny sposób. Twórczość to autorska, bowiem liderem przedsięwzięcia, kompozytorem i aranżerem całości jest Bogusław Raatz. Na współpracowników wybrał sobie grono świetnych instrumentalistów, wśród których najważniejszym wydaje się być (obecny bodaj we wszystkich utworach) ofensywny, dynamiczny perkusista Grant Calvin Weston - muzyk wielkiej klasy, którego możemy pamiętać ze współpracy z takimi gigantami, jak choćby Ornette Coleman, James Blood Ulmer, John Lurie czy Vernon Reid. Gościnnie pojawiają się też m.in. tak świetni muzycy jak trębacz Wojciech Jachna, skrzypek Steve Kindler, perkusjonista Daniel Mackiewicz czy basiści Grzegorz Korybalski i Krzysztof Majchrzak. Sam Bogusław Raatz (pomijając jego inne aktywności, jak np. literatura) może być pamiętany m.in. z grupy Question Mark i szeregu innych dokonań, m.in. interpretujących twórczość Witkacego.

I znów: mam wrażenie, że ta płyta świetnie wpisuje się w krąg tych dokonań, które nie wstydzą się ani powinowactwa różnych (na pozór odległych) gatunków, ani - tym bardziej -ekstatycznego (a i ekscentrycznego) mieszania ich ze sobą. Etykietki niech bowiem pozostaną w encyklopediach, żywa muzyka jest tu!

  • Bogusław Raatz, Grant Calvin Weston...,"Electric Stories, Total Music vol. 1", (RG Records)

Zespół, który z jednej strony doczekał się wielu zmian składu z drugiej - pozostaje wierny dawno temu wybranej koncepcji, wciąż ja rozwijając. Gdyby więc kogoś wciąż przerażało hasło jazz pojawiające się w nazwie grupy, warto mieć na uwadze fakt, że w jej graniu równie ważne są elementy elektroniki, alternatywnego rocka i innych gatunków, a całość organizuje pomysł na zbiorową kreację - transową, wizjonerską, a przy tym - powiedzmy - wspólnotową.

Tak jest też na najnowszym albumie kwartetu Jazzpospolita. Krążek ten, jak deklarowali sami artyści, to dźwiękowa opowieść o pięciu zupełnie odmiennych historiach toczących się w różnych miejscach w tym samym czasie. Wszystkie dzieją się "w słodko-gorzkiej teraźniejszości zmierzającej w nieznane. We współczesności, w której jak nigdy wcześniej to, co nowe, od razu staje się stare". A skoro członkowie kwartetu "może idealistycznie, ale w dzisiejszym medialno-post-popkulturowym zgiełku" nadal chcą wierzyć w siłę muzyki "robionej z potrzeby serca, jej moc sprawczą i wartość dla tych, którzy chcą ją nie tylko usłyszeć, ale i wysłuchać jej", to warto nie tylko przywołać ich słowa, ale także im przyklasnąć. W rozedrganej, niedookreślonej rzeczywistości i wobec względnej oraz nie do końca jasnej przyszłości postanawiają raz jeszcze zawierzyć muzyce. Ich bezpretensjonalne, choć pełne subtelności granie pełne jest różnorodnych barw i nastrojów. W świetny sposób potrafią dbać o dramaturgię całości i narrację poszczególnych utworów. Ta muzyka rzeczywiście opowiada i warto dać się ponieść tej opowieści...

  • Jazzpospolita, "Kosmopolis" (Audio Cave)

Tomasz Janas 

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026