Kultura Poznań.pl

Rozmowy

opublikowano:

To mi się nie mieści w głowie

- Wśród odciętych głów w mojej pracy odnajdziemy twarze ludzi z Dalekiego Wschodu, osoby o rysach negroidalnych czy naszych, europejskich. To pomieszanie oddaje współczesny stan, gdy morderstwa religijne mają miejsce na całym świecie - mówi poznański artysta Andrzej Okińczyc*. Jego wstrząsająca wystawa W Imię Boga Jedynego została otwarta w Centrum Kultury Zamek.

. - grafika artykułu
Andrzej Okińczyc, "W imię Boga Jedynego", fot. materiały prasowe

Czy był konkretny moment, gdy zdecydował się Pan odejść od klasycznego portretu malarskiego i zwrócić się w stronę form bardziej trójwymiarowych i niefiguratywnych? Czy poczuł Pan przesyt i chciał spróbować czegoś innego?                                   

To była raczej ewolucja. Klasycznym malarstwem zajmuję się w dalszym ciągu i wciąż z wielką przyjemnością maluję portrety. To dla mnie bliskie obcowanie z drugą osobą, oferujące możliwość poznania jej. W portrecie liczy się podobieństwo, a klasyczny rysunek i klasyczne widzenie są nadal mi bliskie.

Interesują mnie różne dziedziny sztuki. Zajmuję się także jej wystawianiem. Zrealizowałem około sześćdziesięciu wystaw, z tego prawie dwadzieścia w Muzeum Narodowym w Poznaniu.

Kiedy zaczął się Pan zajmować rzeźbą?

Prace trójwymiarowe dotyczą moich ostatnich przemyśleń, które przyszły w naturalny sposób. Nie postrzegam ich nawet jako rzeźb, a raczej jako sposób wyrażania się. Jako że tworzę elementy przestrzenne, to można je nazwać rzeźbami. Zrobiłem też trójwymiarowe prace, które są przeznaczone do powieszenia na ścianie i działają jak obrazy. Są przejściem jednej formy w drugą.

Pracami o bardzo mocnym artykułowaniu faktury zająłem się jeszcze we wczesnych latach 80. Przestało mnie wtedy interesować płótno czy wycyzelowany rysunek, skrywający sposób wykonania dzieła. Na początku, gdy zaczęło mnie pociągać budowanie faktury, szukałem jej na płaskich powierzchniach, tworząc ją wtedy jeszcze na płótnach. Gdy przestało mi to wystarczać, to zająłem się obiektami przestrzennymi. Eksperymentowałem z różnymi materiałami. Używałem wielu rodzajów szkła i przezroczystego tworzywa, w tym szkła zbrojonego, przewiercanego przeze mnie szkła hartowanego, czy pleksi, które matowiłem, aby wyglądało jak zaparowana płaszczyzna.

Co zobaczymy na wystawie w Zamku?

Dwie prace - W Imię Boga Jedynego i W stronę lepszego świata.

Z czego wykonał Pan pracę W stronę lepszego świata?

Została wykonana z prawie 380 metrów bieżących drutu kolczastego. Postarzyłem go za pomocą środków malarskich, nadając mu dodatkową fakturę. Wczepiłem w niego różnego rodzaju akcesoria, które ludzie pozostawili na drucie kolczastym, gdy próbowali się dostać do tego "lepszego świata".

Czy W stronę lepszego świata odnosi się do kryzysu uchodźczego?

Ten problem był właśnie powodem, dla którego podjąłem się wykonania pracy. Oglądałem w telewizji ludzi w krajach bałkańskich, którzy żyli otoczeni drutami kolczastymi i chodzili po śniegu w japonkach. Przecież to są nasi bliźni. Aktywiści wyławiają tonących uchodźców z morza, a potem ich statki nie są wpuszczane do żadnych z europejskich portów. Jest to nieludzkie. Stoi to też w jaskrawej sprzeczności z religią katolicką - bo przecież obowiązuje w niej zasada "miłuj bliźniego swego jak siebie samego".

Dlaczego, choć Polska uchodzi za katolicki kraj, to Polacy tak bardzo nie lubią tych uchodźców i odmawiają im człowieczeństwa?

Jak się okazuje - to coraz mniej ich nie lubią. Zaczynają powoli dostrzegać, że uchodźcom trzeba  pomagać. Nie wiem jednak, co należy zrobić w kontekście tego kryzysu. Ale coś należy zrobić na pewno.

Co było punktem wyjścia dla powstania pracy W Imię Boga Jedynego?

Artykuł o egzekucji w Arabii Saudyjskiej, który przeczytałem w Gazecie Wyborczej w 2016 roku. Ścięto wówczas czterdzieści osób. Potem się okazało, że ofiar było więcej, czterdzieści siedem, a wśród nich znajdował się również jeden nieprawomyślnie wypowiadający się imam. Było dla mnie szokiem, że w naszych czasach sięga się do metod średniowiecznych. Egzekucje w Arabii Saudyjskiej wykonywane są publicznie. Przychodzi gawiedź i patrzy, jak ludzie są skracani o głowę. Obojętnie, bez względu na ich przewiny - w ten sposób likwidowani są zarówno mordercy, którzy zapewne zasłużyli na dożywotnie więzienie, jak i ludzie odchodzący od wiary.

2016 był też rokiem, gdy w wiadomościach pojawiało się bardzo wiele informacji o mordach dokonywanych przez ISIS. Przedtem były Bałkany - Serbowie, czyli chrześcijanie, likwidowali ludzi, którzy nie znali słów jakiejś modlitwy. Wcześniej miało też miejsce ludobójstwo w Rwandzie. Jeszcze wcześniej Europa przeżyła Holokaust - a w tym czasie cała hierarchia kościelna wspierała Hitlera. Przedtem miała z kolei miejsce Inkwizycja czy wojny religijne, w których rycerstwo europejskie szło z błogosławieństwem papieża nawracać niewiernych na religię chrześcijańską. Wiadomo zresztą, co robili potem w Azji Mniejszej. Takie zbrodnie zdarzają się bardzo często. Nadal mają miejsce ataki nożowników czy ludzi, którzy odcinają innym głowy, siejąc w ten sposób terror. Jędraszewski, mówiąc o "tęczowej zarazie", odczłowiecza ludzi, którzy są potem traktowani jak śmieci przez kiboli czy tzw. obrońców Chrystusa. To wszystko się ze sobą "idealnie" wiąże. Stąd wziął się tytuł mojej pracy.

Zastanawiałem się, na ile tytuł W Imię Boga Jedynego odnosi się nie tylko do islamu, a również do religii chrześcijańskiej i katolicyzmu.

Bardzo. Myślę, że w czasie II wojny światowej nie byłoby tyle ofiar wśród Żydów, gdyby nie wkład kościół katolickiego - księży, którzy z ambony negatywnie wypowiadali się na ich temat. Kościół dalej ma bardzo duży wkład w sianie nienawiści, kultywując różne stare zwyczaje. Mam na myśli choćby okładanie kukły Żyda kijami przez dzieci w czasie "sądu nad Judaszem" w Pruchniku w 2019 roku. Uderzenie w grupy innego wyznania czy osób o nieheteronormatywnej orientacji seksualnej odbywa się w Polsce za przyzwoleniem kościoła katolickiego.

Czy od początku dla pracy W Imię Boga Jedynego planował Pan tak monumentalną formę, złożoną z rzeźb kilkudziesięciu odciętych głów?

Nie. W 2016 roku miałem dużą wystawę indywidualną w Łodzi. Miałem wtedy pięć gotowych rzeźb głów. Stwierdziłem, że to stanowczo za mało. Praca będzie miała działanie wówczas, kiedy będzie ich dużo więcej. Ale powtarzalność wykonywania każdej z tych rzeźb była coraz bardziej nudna - niezależnie od tego, że każda z nich ma inny wyraz twarzy i rysy świadczące o pochodzeniu z różnych stron świata.

Czy na potrzeby realizacji W Imię Boga Jedynego szukał Pan twarzy wśród różnych zdjęć archiwalnych?

Bardzo dużo korzystałem z samego siebie - układając głowę, robiąc pewne grymasy twarzy. Jeśli chodzi o głowy negroidalne, to posiłkowałem się zdjęciami z albumu o plemieniu Dinka. Dostałem go od córki, która pojechała do Sudanu z Polską Akcją Humanitarną. Przeglądałem też internet w poszukiwaniu fotografii przedstawiających dekapitacje. Znalazłem zdjęcia z obozów koncentracyjnych, Bałkanów, czy wojny japońsko-chińskiej, na której takie praktyki były bardzo częste.

Takie poszukiwania musiały być okropnym doświadczeniem.

Bardzo ważne było dla mnie, aby tę pracę wykonać. Dlatego istotne stało się, aby jakoś to wszystko wytrzymać i wykonać czterdzieści rzeźb głów. Muszę przyznać, że w pewnym momencie przestało to na mnie tak mocno działać. Oglądając tak często drastyczne zdjęcia, czasami obojętniejemy na to, co widzimy.

Czy odnosił się Pan do podobnych, monumentalnych prac - jak choćby słynna instalacja z metalowymi maskami w Muzeum Żydowskim w Berlinie?

Nie. Oczywiście jako licealista byłem w Oświęcimiu. Wydaje mi się, że w grupie młodzieży z trzeciej klasy licealnej nie można takich rzeczy oglądać. W takich sytuacjach jeden wciąga drugiego w naigrywanie się z tego, co się stało - i nie jest w stanie tego pojąć. To zresztą w ogóle się nie mieści w głowie.

To dlaczego się Pan tym zajął?

Egzekucja w Arabii Saudyjskiej uświadomiła mi koszmar fundamentalizmu religijnego. U nas zbyt bliski związek władzy i kościoła również stanowi zagrożenie. Szukanie wspólnego wroga, aby przypodobać się wyborcom i wzajemnie wspierać, jest tego przykładem. Początek jest zawsze taki sam. Wszystko zaczyna się od słów. Nagonka na osoby LGBT, nakręcanie nienawiści do Żydów, osób innego wyznania, czy inaczej wyglądających... Stąd moja wypowiedź.

Czyli w pracy W Imię Boga Jedynego dokonał Pan futurospekcji, ostrzegając przed dokonywaniem morderstw z nienawiści w Polsce?

Takie zbrodnie przecież mogą się zdarzyć również i u nas. Być może znajdujemy się już bardzo niedaleko od takich sytuacji. Niech Pan spojrzy na Rycerzy Chrystusa, którzy w zaciśniętych pięściach trzymają różańce. Nie wiem dlaczego kościół katolicki nie odcina się od takich akcji. To dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Chciałem zwrócić na to uwagę - i zasygnalizować, że słowa nienawiści mogą się przerodzić w akty nienawiści

Piętnaście lat temu stworzył Pan portret Karola Wojtyły z okazji IX Dnia Judaizmu - w formie reliefu ukazującego Ścianę Płaczu z wetkniętym w nią listem papieskim. Chciał Pan uciec od papieskiej pomnikomanii?

Portret Jana Pawła zamówił u mnie pan Jarosław Przyborowski. Miał przedstawiać papieża jako mediatora pomiędzy religiami. Temat został zawężony do dialogu żydowsko-chrześcijańskiego. Obraz-relief jest przedstawieniem dwóch symboli. Największej świętości dla Żydów, jaką jest

Ściana Płaczu w Jerozolimie i odważny akt Jana Pawła, jakim są przeprosiny Chrześcijan za krzywdy wyrządzone Żydom.

Czy gdyby ktoś zaproponował Panu dziś stworzenie portretu Wojtyły, zgodziłby się Pan? W świetle tego, jak dziś postrzegana jest jego rola w ukrywaniu pedofili wśród kleru katolickiego?

Nie wiem, co o tym myśleć. Znam dwie osoby znające papieża osobiście, do których mam duże zaufanie i które wypowiadają się o nim bardzo pozytywnie. Są z drugiej strony tacy, co mówią, że to niemożliwe, aby Jan Paweł II nie wiedział o pedofilii w kościele. Arcybiskup Dziwisz bardzo mętnie na ten temat zeznawał, co wskazuje na najgorsze. Mógł nie dopuszczać informacji do papieża - tak przynajmniej myślę.

Trudno też nie uznać zasług Wojtyły dla naszej transformacji. Najgorsze jest przy tym to, że ludzie, którzy niegdyś chcieli wyzwolić Polskę z uścisku komunizmu, dziś jakby o tym zapomnieli i powielają to, co miało miejsce w PRL-u - to, od czego kiedyś uciekaliśmy.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

  • wystawa Andrzeja Okińczyca W imię Boga Jedynego
  • wernisaż: 5.03
  • Centrum Kultury Zamek
  • czynna do 2.04

*Andrzej Okińczyc - urodzony w 1949 roku w Poznaniu. Ukończył poznańską PWSSP w 1973 roku. Zajmuje się malarstwem i rysunkiem. Tworzy też obiekty przestrzenne i obrazy przestrzenne o reliefowym charakterze, przy których wykorzystuje bardzo różne materiały. Okińczyc aranżuje też ekspozycje - współpracował na tym polu między innymi z  Galerią "U Jezuitów" i Muzeum Narodowym w Poznaniu.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021