Kultura Poznań.pl

Opinie

opublikowano:

Byliśmy tak blisko!

Wycinki i fragmenty rzeczywistości często uwypuklają jakąś lukę znajdującą się między nimi. W tych niewypełnionych szczelinach często kryje się warta okrycia i zrozumienia treść. Maciej Robert często pisał o nich w swoich poprzednich tomach poetyckich. W najnowszej publikacji Co mogło pójść nie tak nadal wiele miejsc pozostaje zaciemnionych, lecz nieco wyraźniejszy wydaje się spójnik je scalający. Jest nim niewymierny i zagadkowy czas.

. - grafika artykułu
Maciej Robert, "Co mogło pójść nie tak" - fragment okładki, fot. materiały prasowe

Czytając Co mogło pójść nie tak szybko skojarzyłam tematykę i estetykę tomu z dość głośnym niedawno filmem Mariusza Wilczyńskiego Zabij to i wyjedź z tego miasta. Wiersz Odwiedziny, w którym syn odwiedza umierającą matkę, to wręcz zapis jednej ze scen wspomnianej animacji, w czym oczywiście nie upatruję nic więcej niż przypadku. Niemniej wyraźnych podobieństw jest sporo. Zarówno Robert jak i Wilczyński mieszają w temporalnym podziale na teraźniejszość i przeszłość przeplatając dziecięce wspomnienia z tym co dostrzegalne jest teraz. Obaj twórcy operują różnymi narzędziami artystycznej ekspresji, obaj obrazują miejską specyfikę w sposób fragmentaryczny i w pewnym sensie "zanieczyszczony" pamięcią filmowych postaci lub osób mówiących w tomie. Choć motyw ten pojawia się w całym filmie, skupię się tylko na jego początku.

Sklep z ludzkim mięsem

U Wilczyńskiego przeżycia oraz skojarzenia bohaterki splatają się z codziennością nakładając na widoki miasta woalkę osobistej perspektywy.  Kto widział Zabij to i wyjedź z tego miasta z pewnością dobrze pamięta scenę ze sklepu, w którym zamiast wypatroszonych ryb sprzedawano ludzkie ciała. Ta wymowna i pojemna symbolicznie scena bezpośrednio wiąże się z perspektywą samej bohaterki animacji. Wcześniej widzowie mogli obserwować jak postać wykonuje rutynowe, pielęgniarskie czynności, szykując ciało martwej kobiety do pochówku.

U Roberta takim sklepem z ludzkim mięsem może być chociażby ropucha z wiersza Historia naturalna, która rozsiadła się "na jednej ze starych, zbutwiałych książek". W dalszej części tomu poeta wprowadza cykl Nowy Źwierzyniec, którego trzy wiersze zatytułował łacińskimi nazwami nadrzewka południowego, krabika oraz raka marmurkowego. W każdym z tych utworów podmiot systematyzuje zwierzęta językiem przypominającym mowę zoologów. Jeśli przyrównać jego nowy tom do poprzednich, Robert nie zmienił się zbytnio pod względem języka. Jak zwykle język poetycki w jego wierszach jest bardzo przejrzysty, z łatwością osadza się w wyobraźni czytelnika, jest też nieprzeładowany stylistycznie. Przyglądając się zwierzętom podmiot liryczny rozważa na temat przemijalności ludzkiego gatunku, który podobnie jak rzesze innych organizmów żywych kwalifikuje się do różnych podręczników. Co zostanie? Mimo wszystko/ archeologia, jej daremny trud - wieszczy poeta w wierszu Elementarz. Archeologia. Ropucha na książkach, to - zdaje się - jedno z kasandrycznych proroctw niechybnej zguby antropocenu, do której Robert odnosi się w swoim nowym tomie nader często.

Dzikie pszczoły nie mają królowej

O ile w Zabij to i wyjedź z tego miasta mieszanina retrospektyw służy zobrazowaniu konkretnego momentu dziejowego z perspektywy osobistych doświadczeń bohaterów, o tyle w Co mogło pójść nie tak reminiscencje są dowodem na nieubłagalność przemijalności, a może nawet, mówiąc dosadniej, następującego końca. Podmiot liryczny dostrzega go w drobnych, często zaskakujących go sytuacjach. Dobrze widać to w wierszu Niezręczność:

Zapomniałem o taczce

(obtłuczona, luz

na śrubie przy kole)

zostawionej na noc

w ogrodzie.

Rano jest pełna wody,

brudnej, bo cały

poprzedni dzień

woziłem w niej drewno.

Podmiot liryczny w wierszach Roberta stara się rozumieć szerszy kontekst przemian przyglądając się pozornie nieistotnym zdarzeniom, jak w wierszu Plemię, w którym dzieciaki, muszą "znaleźć uzasadnienie dla kałuż", po tym jak deszcz przerwał ich zabawę na dworze. Konkluzja jednak zawsze jest dość przykra, jakby rozumienie końca ostatecznie nie miało żadnego znaczenia. Byliśmy tak blisko! - wyraźnie rozczarowany ton osoby mówiącej w wierszu zamykającym tom pt. Byliśmy dobitnie pointuje wszelkie podjęte starania. Może rozważania te są wyłącznie pokusą, podobną do odruchu systematyzowania otaczającego świata w ramy schludnych podziałów, w jakie wtłaczana jest przez człowieka przyroda?

Trzymając się zoologicznego kontekstu, Robert podejmuje próbę odszukania przyczyny w rozpadzie więzi ludzkich. Wiersz Dzikie pszczoły, w którym "nasz" (cywilizacji? jakiejś nacji? konkretnej rodziny?) koniec porównuje do opustoszałego ula.

(...)

Dzikie pszczoły nie mają królowej

i nie współpracują, nie tworzą

zwartej społeczności, nawet jeśli

mieszkają w kolonii. Przyjdzie

po nas noc, korowód ślepców,

ognisty palimpset.

Niekonkretność, wieloznaczność

Kto może zasilać szeregi korowodu ślepców? Kto zwiastuje noc? Kartkując najnowszy tomik Roberta wstecz, można snuć przypuszczenie, że odpowiedź powiązana jest z kontekstem społeczno-politycznym. Przechadzając się ulicami miasta podmiot liryczny staje się świadkiem jakiegoś - znów nie nazwanego wprost - protestu. Jego przebieg zanotowano w sąsiadujących ze sobą utworach. Ci z przodu niosą chorągwie, hasła są nieczytelne. Dyktatura proletariatu? - czytamy w wierszu Obiektyw. W kolejnym utworze Wszystkie piosenki. Repryza oklaski, będące przecież jednym z języków osób protestujących, są chaotyczne - rytmiczne, nierytmiczne, tłumiące czyjś krzyk, a jednocześnie wymowne, choć pozbawione słów. Dalej, w wierszu Jonasz (komunikat) pojawia się mgła oraz falanga świateł. Jest też szamotanina głosów oraz syreny. A potem nagle pojawia się wiersz pt. Raz, w którym czytamy o powrocie do miejsca, w którym podmiot "jest już swój".

Niezwykle przemawia do mnie ta analogia osobistej, wewnętrznej walki lub przeprawy do społeczno-politycznego kontekstu. Ogromnie wartościowa jest w tym zapisie niekonkretność, dzięki której sytuacje zobrazowane w wierszach można przyłożyć do różnych momentów historii, obecnego kontekstu, a może i nawet przyszłości. Sporo powiedziano o "łódzkości" poety, który w poprzednich tomach chętnie wprowadzał rozliczne obrazy tego miasta, dlatego domniemywać można, że i tym razem Robert poukrywał w tomie jego fragmenty. Odnoszę jednak wrażenie, że w przypadku Co mogło pójść nie tak nie ma szczególnie wielkiego znaczenia jak łódzkie są tu konteksty miejskie i skłaniam się ku możliwości traktowania przestrzeni miejskiej z nowego tomu Roberta jako potencjalnie uniwersalnej, tej, w której nastąpić ma wieloznaczny koniec.

Julia Niedziejko

  • Maciej Robert, Co mogło pójść nie tak
  • rysunki: Janek Koza
  • wyd. WBPiCAK

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021