Kultura Poznań.pl

Książki

opublikowano:

JA TU TYLKO CZYTAM. Męska przyjaźń po grób

Nocny prom do Tangeru Kevina Barry'ego jest jak współczesne Czekając na Godota. Na pierwszy rzut oka nic się nie dzieje, ale gdy tylko spojrzeć w głąb, i jeszcze trochę, i jeszcze...

.
rys. Marta Buczkowska

Bo na pierwszy rzut oka jest tak, że na ławce w porcie w Algeciras siedzi dwóch facetów po 50., nieco zmęczonych życiem, i czekają na prom do Tangeru. To na mapie świata miejsce szczególne. Tu niemal stykają się ze sobą Europa i Afryka, ale że stykają się tak nie do końca - stąd połączenie promowe. Międzykontynentalna (jak to brzmi!) podróż trwa 2-3 godziny, w zależności od obranej trasy. Ale to miejsce - z jednej strony jeszcze hiszpańska Andaluzja, jeszcze Algeciras, a z drugiej już Tanger w Maroku ze swoją wielowiekową historią - to miejsce jest w pewien sposób szczególne. Kto był po jednej lub drugiej stronie w ostatnich latach, ten wie, że to obszar wzmożonej obserwacji służb. Jako jeden z tych, gdzie uchodźcy chcą do lepszego świata i za wszelką cenę pragną się dostać do Europy. Ma takie swoje miejsca każdy kraj leżący nad Morzem Śródziemnym.

Ale nie o tym, nie o uchodźcach, jest opowieść, którą daje nam Kevin Barry. Ona - jak się okaże po kilkunastu pierwszych stronach - dzieje się nie tylko tu i teraz, lecz jest także wielką retrospekcją. Do czasów dawniejszych, gdy to nie ludzie chcący lepiej żyć, a psychoaktywne substancje pokonywały drogę z Maroka do Europy. Nie żeby dziś nie pokonywały, bo przemyt narkotyków trwa w najlepsze, pojawiły się jednak i nowe zjawiska społeczne.

Ale wracajmy na tę ławkę w wilgotnym porcie w Algeciras. Wciąż bowiem siedzi na niej dwóch zmęczonych już życiem facetów po pięćdziesiątce. Komu się wydaje, że to powinni być raczej ludzie w kwiecie wieku, ten też ma rację. Ale mało kto z nas wie, jak bardzo potrafi przeczołgać przestępcza działalność, nietrafione inwestycje, wreszcie nieszczęśliwa miłość. Tych dwóch na ławce - Charlie i Maurice - zna się całe dorosłe życie. Niby czekają w porcie w Algeciras na nocny prom do Tangeru, bo chcą spotkać po latach - dorosłą już - córkę jednego z nich. Tylko czy na pewno oni chcą ją spotkać? Co jej powiedzą, gdy tak nagle po latach się zobaczą? I czy ona chciałaby spotkać ich?

Port w Algeciras staje się dla bohaterów opowieści nie tyle poczekalnią na nocny prom do Tangeru, ile miejscem podróży do wnętrza siebie. Charlie i Maurice, doświadczeni przez życie Irlandczycy, którym zamarzyło się światowe życie. Na kartach Nocnego portu do Tangeru widzimy historię ich przyjaźni. To prawdziwa męska przyjaźń, taka po grób. Nic jej nie złamie - ani niepowodzenia w przemytniczej robocie, ani zakręty w życiu osobistym. Gdzie byli 10, 20, 30 lat temu? Gdzie są teraz? Jak to wszystko się stało? I czy naprawdę za jeden lub drugi zwrot akcji odpowiedzialne mogą być elfy?

Nie dajmy się zwieść! To nie jest opowiastka fantasy. Wszystko tu jest realne, chwilami aż zdaje się skąpane w blasku andaluzyjskiego i marokańskiego słońca lub w strugach irlandzkiego deszczu. Wszystko jest tak realne, że chwilami aż boli. Jak wbicie noża w łydkę czy drążący organizm rak.

Kevin Barry wspina się na wyżyny języka (a w polskim wydaniu to zapewne spora zasługa tłumacza Łukasza Buchalskiego). Nie epatuje emocjami, krajobrazami, opisami. Jego język jest przez całą książkę niezwykle realistyczny i oszczędny. Nie tylko to, co dzieje się między dwoma mężczyznami siedzącymi na ławce w porcie w Algeciras niemal naturalnie narzuca porównanie do Czekając na Godota Samuela Becketta, lecz także forma Nocnego portu do Tangeru. To, co czytelnik dostaje od narratora, wygląda chwilami nie jest narracja, lecz didaskalia - czujemy się, jakbyśmy czytali zapis dramatu, który spokojnie można (i warto!) wystawić na scenie.

Aleksandra Przybylska

  • Kevin Barry, Nocny prom do Tangeru
  • tłum. Łukasz Buchalski
  • Wydawnictwo Pauza

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020