Komunikaty

pagina

Aktualności

Pominąłeś menu

menu

MY NAME IS POZNAŃ. Między ciszą a przypływem

- To opowieść o stracie na wielu płaszczyznach i o godzeniu się z nią, ale też o odkrywaniu siebie na nowo, poszukiwaniu kierunku i celu tej drogi - mówią Ania Babrakowską i Emil Nowak z poznańskiego duetu Youth Novels, który właśnie wydał swoją debiutancką płytę "Kamakura".

Mężczyzna i kobieta stoją obok siebie zamyśleni. - grafika artykułu
Youth Novels, fot. Dawid Stube

"Gone Now" ustawia dramaturgię "Kamakury" już od pierwszych sekund - mam wrażenie, że to utwór, który nie tylko otwiera płytę, ale też narzuca sposób jej słuchania: bardziej w mikroskali napięć niż w klasycznych kulminacjach. W którym momencie pracy zrozumieliście, że właśnie on porządkuje język całego albumu i że to od niego powinna zacząć się ta opowieść? I o czym ona jest?

Emil Nowak: "Gone Now" było dla nas momentem przełomowym. Kiedy powstał ten utwór, poczuliśmy, że coś się zmienia - jakby coś "kliknęło" i pojawiła się nowa energia do tworzenia. To był impuls, który otworzył cały proces pracy nad płytą. Bardzo lubimy takie momenty, bo są rzadkie, ale kiedy się pojawiają, wszystko zaczyna płynąć, kolejne utwory powstają jeden po drugim, a wraz z nimi pojawia się wspólny stan emocjonalny, który to wszystko niesie.
Dopiero później przychodzi etap składania tego w całość. Dla nas płyta nie jest tylko zbiorem pojedynczych utworów, ale opowieścią. A ponieważ powstaje przez kilka lat, wyzwaniem staje się zachowanie spójności. Dlatego wybieramy te rzeczy, które najbardziej pasują do historii, którą chcemy opowiedzieć. "Gone Now" było właśnie tym pierwszym sygnałem, że to jest ten kierunek i że od niego wszystko się zaczęło.

Ania Babrakowska: Album "Kamakura" to opowieść o stracie na wielu płaszczyznach i o godzeniu się z nią, ale też o odkrywaniu siebie na nowo, poszukiwaniu kierunku i celu tej drogi. Nasze utwory opowiadają o bardzo osobistych przeżyciach i obserwacjach. Bardzo potrzebowałam, żeby emocje zamknięte w tekstach zostały ubrane w melodie, by móc domknąć ten rozdział i otworzyć nowy. To mój sposób radzenia sobie z trudniejszymi doświadczeniami. Jednocześnie, pomimo tego ciężaru, mam poczucie, że utwór w warstwie muzycznej okazał się dość lekki i pełen przestrzeni. Dlatego zdecydowaliśmy, że "Gone Now" - zarówno instrumentalnie, jak i tekstowo - będzie idealnym sposobem na rozpoczęcie tej historii.

"Kamakura" jako tytuł i punkt odniesienia wydaje się czymś więcej niż inspiracją wizualną - raczej momentem, w którym różne wątki się spięły: wcześniejsze szkice, doświadczenie podróży, konkretne obrazy - świątynie, Wielki Budda, spacery nad morzem, ale też drobne rzeczy, jak magnes na pianinie podczas sesji. Co dokładnie się wtedy "ustawiło", że te rozproszone elementy zaczęły działać jako jedna, spójna całość?

E.N.: Tak naprawdę "Kamakura" też była jednym z tych utworów, które powstały bardzo naturalnie. Po powrocie Ani z Japonii dostałem od niej magnes, który stanął na pianinie, kiedy spotkaliśmy się, żeby pisać kolejne rzeczy. Akordy i tekst mieliśmy już wcześniej, ale dopiero kiedy wszystko złożyliśmy razem i zagrałem melodię o takim wschodnim charakterze, poczuliśmy, że bardzo dobrze oddaje klimat tej podróży. Dla mnie było to o tyle ciekawe, że nigdy nie byłem w Japonii, a mimo to poczułem z tym jakąś więź - trochę przez opowieści Ani, trochę przez obecność buddy, który cały czas był obok nas. Jednocześnie melodia, która wyszła nam dość intuicyjnie, miała w sobie coś orientalnego i pojawiło się to właściwie przypadkiem. Utwór to nie tylko tekst i melodia, ale też emocje i cały kontekst jego powstania. Tutaj tych warstw było bardzo dużo i one naturalnie zaczęły tworzyć jedną, spójną całość.

A.B.: To było dla nas zaskakujące, że te dwa światy - realne doświadczenie podróży i coś zupełnie podświadomego w muzyce - tak dobrze się ze sobą zgrały. W efekcie powstał utwór, który nie opowiada tej historii wprost, ale nosi ją w sobie. Tak naprawdę tekst powstał jeszcze przed moją podróżą do Japonii i początkowo w ogóle o niej nie opowiadał. Jednak po powrocie i po połączeniu go z melodią zagraną na pianinie przez Emila te słowa nabrały zupełnie innego znaczenia. Bardzo doceniam wartość piosenek i ogromne morze możliwości interpretacyjnych, które zmieniają się w zależności od etapu życia i doświadczeń.

Na tym krążku bardzo wyraźnie pracuje organiczne instrumentarium - trąbka Patryka Rynkiewicza, kwartet Tokłowicz and Strings, żywe perkusje Maxa Psui, gitary - wszystko brzmi bardzo blisko, niemal fizycznie. O ile uboższa byłaby ta płyta bez nich? I czy nie kusi Was, by rozszerzyć swój skład na stałe?

A.B.: Nagrania płyty realizowaliśmy w wyjątkowym studiu Kamila Patera w Kocewce, pośrodku niczego. Do współpracy zaprosiliśmy artystów z poznańskiego podwórka, z którymi pracowaliśmy już wcześniej i do których mieliśmy zaufanie. O aranżacje dla kwartetu zadbała Ania Krycińska, a Wiktoria, Agata, Marcelina i Natalia przepięknie wykonały te partie. Patryk i Max dodali magii do utworów, a nasz przyjaciel Hubert Pilarski, który współprodukował z nami ten album, pomógł spiąć go w spójną całość. To był wyjątkowy czas - pełen rozmów, wspólnych obiadów i momentów wzruszeń - utrwalony na płycie "Kamakura". Chcielibyśmy oddać ten klimat także na koncertach i mamy nadzieję, że będziemy mieli taką okazję.

E.N.: Jesteśmy bardzo wdzięczni za tę współpracę i możliwość nagrywania z tak świetnymi muzykami. Są takie momenty i doświadczenia, których się nie zapomina i które bardzo dużo wnoszą do ostatecznego kształtu płyty. W przypadku kwartetu smyczkowego mieliśmy wcześniej ułożone partie, ale pozwoliliśmy sobie też na pewien poziom swobody i improwizacji, jak choćby w "Gone Now", gdzie rozmyte pejzaże smyczków otwierają cały album. Z kolei przy współpracy z Patrykiem i Maxem proces był bardziej otwarty. W przypadku trąbki zdecydowaliśmy się na nagranie kilku warstw, które budowały brzmieniowe krajobrazy. To zupełnie zmieniło charakter niektórych utworów, na przykład "The Place". Wtedy bardzo wyraźnie poczułem, jak te emocje zaczynają jeszcze mocniej przebijać się przez muzykę. Myślę, że partie smyczków, perkusji czy trąbki przydały tym utworom zupełnie innego wymiaru.

Mówicie o "Kamakurze" jako stanie równowagi - czymś pomiędzy doświadczeniem, wrażliwością a potrzebą tworzenia. Z perspektywy twórczej to dla Was punkt, który otwiera nowe kierunki, czy raczej przestrzeń, która niesie też ryzyko zatrzymania się w pewnym komforcie?

E.N.: To jedynie kolejny rozdział, który pozwolił nam uwolnić emocje i opowiedzieć historie dojrzewające w nas przez wszystkie te lata. Teraz możemy ze spokojem usiąść i pracować nad kolejnymi utworami, które już zaczęły nabierać kształtu.

A.B.: Myślę, że jesteśmy teraz w takim momencie, w którym jeden etap się domyka, a drugi naturalnie zaczyna.

Choć czasem trudno mi w to uwierzyć, to właśnie "Kamakura" jest Waszym pełnoprawnym debiutem. Jak myślicie, co byście poczuli, gdyby na początku istnienia Youth Novels ktoś puścił Wam ten album i powiedział: "to Wy - prawie dziesięć lat później"?

E.N.: To świetne pytanie. Szczerze mówiąc, myślę, że wtedy byliśmy na trochę innym etapie i szukaliśmy w muzyce innych brzmień. Oczywiście to nadal jesteśmy my, ale jednak nasza wrażliwość i świadomość były trochę inne. Być może znalazłbym w tym albumie jakieś momenty zaskoczenia. Na pewno niektóre elementy były obecne u nas od początku, jak gitary z pogłosami, które wciąż gdzieś się pojawiają, choć może w mniejszym stopniu niż kiedyś. Wtedy wszystko było bardziej zanurzone w pogłosie - także wokale - a dziś raczej szukamy większej surowości i bliskości. Takiego poczucia, że słuchacz jest bardzo blisko tego, co się dzieje - i staje się częścią tej historii.

A.B.: Byłabym z nas bardzo dumna, bo pomimo zwątpień i trudności nadal tu jesteśmy i całym sercem wierzymy w Youth Novels. Tak naprawdę ten projekt jest z nami od nastoletnich lat - przez cały okres wchodzenia w dorosłość - i nie wyobrażam sobie, kim byłabym bez niego. Czuję, że zdobyliśmy wiele doświadczeń, ale wciąż tak dużo jeszcze przed nami. I nie mogę się tego doczekać.

Rozmawiał Sebastian Gabryel

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026