Kultura Poznań.pl

Muzyka

opublikowano:

Między Polską a Niemcami

- Jestem zakochany w taśmach, to na nich miałem swoją pierwszą muzykę. Ich klasyczny szum jest dla mnie czymś wspaniałym i dlatego nigdy nie czyszczę swoich nagrań. Słychać na nich, jak te szumy się nawarstwiają i tworzą zupełnie nowe tło -  mówi Petr Yac, który 16 maja wystąpi w 6. odcinku cyklu koncertów Transmisja, transmitowanych z poznańskiego Pawilonu.

.
Petr Yac, fot. materiały organizatora

Kuratorem cyklu muzycznego Transmisja jest prowadzący LAS Krystian Piotr, a prezentuje w nim twórczość polskich muzyków elektronicznych i awangardowych. W poprzednim odcinku swoje archiwalne, dotąd niepublikowane szkice prezentował mieszkający w Poznaniu Robert Piernikowski.

W najbliższą sobotę zagra Petr Yac, który mieszka w Gubinie. To niewielka miejscowość przy granicy z Niemcami, na prawym brzegu Nysy Łużyckiej - a po drugiej stronie znajduje się Guben. - Gubin to bardzo ciekawe miejsce do życia, bo mieszka się tu jednocześnie w dwóch państwach, nie będąc przy tym emigrantem. Już od czasów nastoletnich miałem bardzo dużo znajomych po drugiej stronie Nysy. Pokazało mi to zupełnie inną perspektywę na życie i na świat, niż gdybym siedział tylko w Polsce, a przy tym wzbogacało intelektualnie i kulturowo. W Gubinie żyje się tak, jakby się było zarazem w Polsce i Niemczech, czerpiąc przy tym korzyści z obu państw - mówi.

Jeśli w przypadku Słubic i Frankfurtu mowa jest o dużych miastach, to w Gubinie/Guben wszystko jest dość małowymiarowe, dzięki czemu o wiele łatwiej przenikają się wzajemnie wątki polskie i niemieckie. Petr Yac obserwuje, jak dwie społeczności mieszają się razem i potrafią wspólnie budować współpracę poza mainstreamem, poza oficjalną wymianą między dwoma państwami. - Gubin i Guben są zwartą całością i nie wymagają wielkich wycieczek. Już dawno temu przestałem też o nich myśleć wykorzystując kategorię granicy, bo jeżdżąc rowerem przekraczam ją stale w różnych miejscach - wyjaśnia.

Od miksów do produkcji

Przez wiele lat myślał o sobie raczej jak o słuchaczu muzyki i nie miał planu, aby samemu ją produkować. W międzyczasie zainteresował się realizacją miksów. - Chciałem prezentować muzykę, którą lubię, ale w ciekawszy sposób, niż odgrywanie utworów jeden za drugim. Byłem zafascynowany technikami dubowymi. Uznałem, że będę swoje miksy dubował na żywo.

Robiłem to w różnoraki sposób, z dwóch CD-playerów, czy w bardzo prosty sposób z komputera. Po jakimś czasie przestało mi to wystarczać i zainteresowałem się Abletonem - relacjonuje. Stopniowo zmieniał podejście do pracy, już nie zbierał utworów, a wycinał coraz krótsze fragmenty z poszczególnych kompozycji. Za pomocą miksów chciał je ukazać w zupełnie nowym świetle, aby - połączone razem - tworzyły już zgoła inną materię. - Od miksu do miksu wchodziłem coraz głębiej w kwestie typowo produkcyjne związane z Abletonem. Aby miały bardziej osobisty wydźwięk, dodawałem do nich własne loopy. W ten sposób uzbierała mi się bardzo duża biblioteka dźwięków. Z tego wyszła dość naturalna potrzeba, aby zrobić coś na podobieństwo miksów, ale złożone już w całości z moich dźwięków - opowiada Petr Yac.

Sposób na spokojny wieczór

Gdy był dzieckiem, ojciec dawał mu do zabawy magnetofon szpulowy. - Był to dość popularny wówczas model. Gdy miałem kilka lat, to w soboty ojciec podawał mi magnetofon i słuchawki. Bawiłem się nim, przewijałem w te i wewte słuchając, co ponagrywał z radia. Był to sposób mojego ojca na spokojny sobotni wieczór, a ja dostałem zabawkę, która jest ze mną już niemal od czterdziestu lat - wspomina ze śmiechem.

Obecnie używa studyjnego, ośmiościeżkowego modelu magnetofonu szpulowego. - Korzystam z niego ze względów technicznych. Oferuje o wiele większe możliwości, niż zwykły magnetofon, a taśma ma bardzo specyficzną barwę, która bardzo mi się podoba. Zależnie od tego, jaki kanał nagrywamy, da się osiągnąć różne efekty. Mój magnetofon ma też pitch - dzięki niemu mogę bez żadnej straty bitów, co jest powszechne w obróbce cyfrowej, uzyskiwać zupełnie nowe dźwięki - tłumaczy.

Podróż przez bezsenną noc

W Pawilonie zaprezentuje materiał z albumu PLDE in Dub, który wydał w maju 2018 roku. - Będzie to set live, zawierający głównie materiał z mojej długogrającej płyty, ale w nowej odsłonie. Grając na żywo, staram się tworzyć niespodziewane zestawienia. Często korzystam jednocześnie z pętli różnych utworów. Mam przy tym bardzo podobne podejście, jak do swoich miksów, w których wszystko dekonstruowałem. Dlatego również i własne utwory rozbieram - mówi.

Najnowszy album Petr Yac to wydany 25 października ubiegłego roku Full Moon Insomnia. - Zawsze próbuję zamknąć w swoich dziełach pewien koncept. Przy Full Moon Insomnia wpadłem na pomysł bezsenności. Jej koncepcja stała się rodzajem kręgosłupa dla Epki. Poszczególne utwory nazwałem tak, aby opisywały podróż przez bezsenną noc - opowiada artysta.

Sam nie jest jednak typem producenta, który pracuje wieczorami do późna w nocy, a wręcz przeciwnie, jest rannym ptaszkiem. - Wolę tuż po przebudzeniu i na świeżej głowie produkować przez około godzinę z rana, wtedy mam najwięcej pomysłów. Zaczynam od zabawy dźwiękami - robię barwy, plany, pracuję delayem, zamykam pętle, zwalniam, przyspieszam... Jeśli jakieś barwy mi się podobają, to zazwyczaj nagrywam je na magnetofon szpulowy. Przy okazji robię szkielet rytmiczny, lubię wystukiwać sobie rytm i wokół niego budować "pajęczynkę". Jak już mam magazynek na taśmie, na której mieści się 20 minut, to zgrywam go do komputera. Zazwyczaj taki poranek to maksymalnie godzina pracy, podczas której zrobię niewielki fragmentu utworu. Kolejnego dnia sprawdzam, co robiłem poprzedniego ranka. Jeżeli mi się coś nie spodoba "na pierwsze ucho", to wiem, że był to jednak zły kierunek. I tak z poranka na poranek nabudowuję utwór, co trwa czasem miesiącami - relacjonuje.

Również na jego życie spory wpływ miała pandemia, głównie z powodu zamknięcia granicy między Polską a Niemcami. - Było to fatalne doświadczenie, które rozegrało się w bardzo szybkim tempie. Wyobraźmy sobie Poznań, w którym jedna strona Warty nagle zostaje odcięta od drugiej. Po jednej z nich mieszkamy, a po drugiej mamy przyjaciół i pracę. Nie można przekroczyć mostu... bo nie, a przecież to jedno miasto. Tak to właśnie odczuwam, niczym zamknięcie w jednej części Poznania - porównuje Petr Yac.

Marek S. Bochniarz

  • Transmisja #6 Petr Yac
  • 16.05, g. 21
  • online

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020