Kultura Poznań.pl

Muzyka

opublikowano:

Mądre powroty

"Lubię wracać tam, gdzie byłem" - śpiewał Zbigniew Wodecki, z pewnością nie spodziewając się, w jakich okolicznościach jego piosenka wracać będzie do ludzi. Jeszcze wczoraj zakładając obcasy, nie sądziłam, że powrót do Filharmonii wywoła we mnie tyle emocji. W końcu całkiem nieźle odnalazłam się w koncertach online w kapciach i dresach. A jednak...

. - grafika artykułu
fot. materiały organizatorów

Od razu dam spoiler, bo chcę wypisać na gorąco te pierwsze, dość banalne spostrzeżenia. Że było cudownie i magicznie, że ciarki i chcę więcej. Że nigdy więcej online, bo wyrzucam dresy na śmietnik pandemicznej historii. I chociaż wiem, że te pisane w emocjach zdania nie wpłyną na nic i wszyscy możemy szykować miejsce na kanapie na kolejne wydarzenia w sieci, to po cichu wierzę, że gdybyśmy wszyscy byli odpowiedzialni, udałoby się bezpiecznie przeprowadzać koncerty, spektakle i inne kulturalne wydarzenia  na żywo. Dlatego potraktujcie mój apel poważnie, maseczki na usta i nosy, nie przychodźcie, gdy czujecie się źle, bo potrzebujemy jak najczęściej słuchać tak wspaniałej muzyki!

Czuła struna

Concierto de Aranjuez  w wykonaniu Krzysztof Meisingera i Orkiestry Filharmonii Poznańskiej pod batutą Marka Pijarowskiego dał zachwyty z rodzaju moich ulubionych - odkrywając przed słuchaczem, że utwór, nawet ten ulubiony, zawsze jest tylko pozornie poznany. Bo w zamkniętym obiegu dzieł jest nieskończoność interpretacji i barw.

Pierwsza część zamyka w swojej formie beztroskę, świeże powietrze i taniec. Utwór nawiązujący do ogrodów pałacu w Aranjuez przenosi wyobraźnię w gorący plener, gdzie trwa niczym niezmącone szczęście. Dobre emocje lubimy dzielić, stąd szybkie dialogi orkiestry i gitary, dopowiedzenia i żarty, taniec dwojga, doskonale rozumiejących się muzycznych partnerów. Smutek z kolei jest zawsze osobisty, przeżywany samotnie. Druga część Concierto była jak precyzyjne granie na tej strunie, która porusza w nas największy ból. W interpretacji Meisingera był ogrom przenikliwego cierpienia, napięcia, cichego żalu, które szuka ujścia i kulminacji. Ta część jest jak monolog zrozpaczonego człowieka. Partia gitary, w której co chwila powracał liryczno-ekspresyjny temat to pełen niepokoju muzyczny zapis radzenia sobie z traumą, przywoływania wspomnień i emocji, rozgrzebywania ich i próby scalenia w logiczną, znośną całość. Orkiestra okazała się być niezwykle czujnym, mądrym parterem budując napięcia i rozluźnienia. Słynny dialog gitary i rożka angielskiego zapadnie w pamięci na zawsze, tak jak przepiękne brzmienie całego zespołu i kulminacja wyrwana jak szloch, przynosząca chwilową ulgę. Ostatnia część ponownie przywróciła nastrój pełen radości. Taneczne rytmy i pogodna melodyka były jak głęboki, wyczekiwany oddech. 

Po prostu Mozart

Po zasłużonym bisie Meisingera przyszedł czas na Symfonię Linzką Mozarta. Zespół Marka Pijarowskiego świetnie poradził sobie z tą perłą muzyki klasycznej. Prostota i śpiewność melodii, łagodna ekspresja, wyczucie formy. Po prostu bardzo mądrze i z klasą zagrana, wcale nie najłatwiejsza kompozycja. I chociaż sam Mozart napisał ją w kilka dni, to wykonanie było bardzo niespieszne - pozwalało delektować się doskonałą harmonią i proporcjami brzmień poszczególnych sekcji.

Obserwowanie ruchów dyrygenta, słuchanie z zachwytem strojącej się orkiestry, kiwanie głową znajomym, ulga, że nie siedzę tuż pod żyrandolem - wszystkie te drobne elementy budujące moje przebywanie w Filharmonii Poznańskiej wróciły i w jednej chwili przekreśliły sens i potrzebę uczestnictwa w kulturze wyłącznie online. Za przestrzeganie i egzekwowanie zasad oraz jasne i czytelne dla wszystkich informacje dotyczące bezpieczeństwa dla uczestników koncertu należą się duże podziękowania dla organizatorów. Oby drzwi Auli UAM pozostały otwarte jak najdłużej.

Aleksandra Kujawiak

  • koncert Concierto de Aranjuez  
  • Filharmonia Poznańska
  • 5.03

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021