Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

ZAPISKI Z LAMUSA. Miło nie będzie!

Założony został w 1934 roku, a debiutował w lutym 1935 roku na scenie Wielkiej Rewii w Warszawie. Był pożądanym na zagranicznych estradach polskim zespołem artystycznym. W lipcu 1936 roku na olimpiadzie tanecznej w Berlinie zdobył pierwsze miejsce, przypieczętowując niejako swój sukces. Mimo zagranicznych objazdów występował oczywiście również w kraju. W Poznaniu niejednokrotnie.

. - grafika artykułu
Janina Leitzkówna, Zizi Halama i Władysława Wetterówna na scenie, 1935, fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

"Zespół baletowy Parnella zasługuje na to, żeby go oceniać najwyższymi sprawdzianami. Jest to bowiem istotnie optimum obecne sztuki baletowej w Polsce, a także odznaczenie tegoż zespołu pierwszą nagrodą na zeszłorocznej Olimpiadzie berlińskiej, wskazuje, że mamy do czynienia ze sztuką przynajmniej na poziomie dopuszczalnym w Europie. Krytyk nie potrzebuje więc, pisząc o zespole Parnella, rezygnować ze swoich wymagań i zastosowywać swój osąd do prowincjonalnych możliwości artystycznych - prowincji"* - pisał na łamach "Nowego Kuriera" (nr 220/1937) w felietonie zatytułowanym Technika, poezja, metafora recenzującym występ baletu Parnella w Teatrze Polskim, związany z Poznaniem krytyk literacki i teatralny, Konstanty Troczyński. Balet Parnella, osiągający na arenie międzynarodowej niewątpliwe sukcesy, zasługiwał - jak należy rozumieć - co prawda na komplementy, ale i - ze względu na to, że od najlepszych wymaga się więcej - obserwowany był przez czujne i wrażliwe na każde sceniczne zawahanie i najmniejszy nawet błąd oko recenzenta.

"Mierzony tymi najwyższymi sprawdzianami, balet Parnella istotnie przedstawia pod względem techniki i materiału zjawisko doskonałe. Materiał plastyczny, technika ciała, opanowanie ruchów, a nawet akrobacje - wszystko to jest na poziomie doskonałym" - czytamy dalej. Słów zachwytu nie brakuje. Przed publicznością podziwiającą kunszt baletu Parnella rysuje się przecież widowisko najprzedniejsze. Czy jednak krytyk da się zbyć li tylko techniczną wprawą? Czego więcej poszukuje i na co bardziej niż na opanowanie techniki, trzymanie w ryzach ciała i panowanie nad nim - zwraca uwagę? "Ponad technikę w sztuce baletowej musi nadbudowywać się - poezję ciała" - brzmi odpowiedź Troczyńskiego. Inaczej nie da się w oczywisty sposób oddzielić baletu od na przykład akrobacji cyrkowych, jak pisze w dalszej części swojego wywodu. Choć krytyk przyznaje, że "niesłychanie trudno wyraźnie określić to wrażenie, które widz baletu musi otrzymać", usiłuje jednak ubrać swoje przemyślenia w słowa. Jak więc definiuje ową poezję ciała? "Poezja ciała to musi być coś oszałamiającego, jakiś zachwyt nad bogactwem ruchów i ich koordynacji, przenoszący te elementy baletu na inną płaszczyznę - uczuciową. Technika działa na zmysły, poezja ciała porusza uczuciowość. Stan upojenia jest nieodłącznie związany z kontemplacją sztuki baletowej" - tłumaczy. Czy więc podczas gościnnych występów baletu Parnella widz, w opinii Troczyńskiego, mógł doświadczyć tego, czego gwarantem jest właśnie poezja ciała? Otóż i o dziwo - nie. "Widz pozostał zimny i raczej tylko zaskoczony techniczna wirtuozerią" - nie szczędzi gorzkich słów. I niełatwo tu powiedzieć, czy jest to pstryczek w noc, czy już może policzek... Czy to jednak koniec wytykania artystom ich niedociągnięć? Czy tylko tego zabrakło w widowisku, na które tak ochoczo publiczność nie tylko poznańska zakupiła bilety?

"I jest jeszcze trzecia sfera wartości baletu - sfera metafory. To jest ten element widowiska baletowego, który apeluje u widza do intelektu" - pisze Troczyński dalej. I na tej płaszczyźnie jego zdaniem balet Parnella poniósł porażkę, skupiając się na temacie, a nie interpretacji treści. "Mimika tego zespołu jest poprawna, ale schematyczna, brak jej głębi i oryginalności" - nie szczędził jeszcze gorzkich słów, zdając sobie sprawę z surowej oceny, jaką wystawił tak cenionemu w Europie zespołowi, ale przecież "sława europejska daje nie tylko prawa ale i obowiązki". Pod koniec swojego recenzenckiego felietonu recenzent wypunktował każdy z elementów programu, jakim publiczność uraczyli artyści baletowi. I choć dla niedoświadczonego miłośnika tego typu sztuki tanecznej mnogość przewijających się tu motywów mogła być świadectwem godnej podziwu wszechstronności, o tyle dla krytyka stanowiła jedynie wyraz niezdecydowania osłabiającego wrażenie całości.

Można podejrzewać, że krótka, ale niezwykle treściwa i dosadna wypowiedź Troczyńskiego wzbudziła niemałą konsternację. Jakże to przecież można zbuntować się przeciwko bezrefleksyjnemu przyklaskiwaniu wszystkiemu, co wzbudza powszechny zachwyt? Cóż, taka jest - czy chcemy czy nie - jak się zdaje rola krytyka.

Justyna Żarczyńska

* We wszystkich cytowanych fragmentach zachowano oryginalną pisownię.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021