Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

ZAPISKI Z LAMUSA. Kwiat na pustyni

"Arkady Fiedler jest Wielkopolaninem, wyrosłym w nieruchliwej, dorobkiewiczowskiej sferze drobnomieszczańskiej. Na pewno wśród poznaniaków Fiedler uchodzi za wariata, za człowieka, któremu w głowie rosną fiołki (jakże jednak piękne), za człowieka, którego wśród porządnych ludzi należy się wstydzić [...]" - pisała w latach 30. XX wieku o podróżniku i pisarzu lwowska "Reduta".

.
Arkady Fiedler podczas wyprawy w Brazylii, 1929 r., fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Przy okazji najnowszej książki Piotra Bojarskiego Arkady Fiedler. Głód świata bohater tej biografii przeżywa ponowny rozkwit zainteresowania swoją osobą. Tym, którzy go znają przypomniano sylwetkę podróżnika i literata. Niezorientowanym z kolei  naświetlono, kim był Arkady Fiedler i jaką odegrał rolę nie tylko w kulturalnym życiu miasta, ale i w świecie literackim.

Z pewnością była to osobistość niezwykła i charakterystyczna,  a do tego - chyba nikt nie ma tu wątpliwości - gwiazda. I to o wyraźnie gwiazdorskim o sobie mniemaniu. Choć przy tym talentu i pasji, którą Fiedler ochoczo dzielił się z czytelnikami przez wiele lat swojej działalności, oraz nietuzinkowości odmówić  mu nie sposób. Zainteresowanych należy jednak odesłać do wspominanej biografii, w której nie brakuje ani wnikliwej obserwacji Fiedlera, ani kontrowersyjnych wzmianek z jego życia.

W jaki sposób o Fiedlerze pisano w latach, kiedy jego nazwisko szerszemu odbiorcy mogło być już znane, a równocześnie sprawa jego aktywności wciąż stanowiła pewną nowość? Przeglądając pod tym kątem poznańską prasę okresu międzywojennego natknęłam się na szczególny artykuł opublikowany w "Nowym Kurierze" (nr 243 z 18 października 1936 roku), a właściwie dwa teksty, które traktować można niemalże jako jedność  - są bowiem ze sobą w szczególny sposób powiązane. Część pierwsza poświęcona jest listom wysyłanym przez Fiedlera z Ameryki Południowej, na które "wszystkie środowiska kulturalne w Polsce naraz tak silnie zareagowały".  To zbiór, który pisarz opatrzył tytułem Ryby śpiewają w Ukajali. Sukces tej książki w znaczący sposób przyczynił się do uznania Fiedlera za jednego z najlepszych (i w domyśle najpoczytniejszych wówczas) autorów w Polsce. I do tego momentu wszystko byłoby pięknie, gdyby nie mały zgrzyt w postaci następującego zdania: "Wszyscy bez wyjątku podkreślają talent literacki autora, jednocześnie zachodząc w głowę, jakim cudem Poznań wydał pisarza tej miary".

Lokalnym patriotom i miłośnikom regionalnej kultury z pewnością nasuwa się pytanie o wyraźnie oskarżycielskim charakterze: czyżby ktokolwiek wątpił, że stolica Wielkopolski w świat wypuszcza twórców znamienitych, o których gazety winny pisać nie tylko w Polsce, ale i na świecie?!  Jak się okazuje wątpliwości we wspominanym okresie jednak istniały...

We lwowskiej "Reducie", którą w "Nowym Kurierze" cytowano, napisano bowiem: "Arkady Fiedler jest Wielkopolaninem, wyrosłym w nieruchliwej, dorobkiewiczowskiej sferze drobnomieszczańskiej. Na pewno wśród poznaniaków Fiedler uchodzi za wariata, za człowieka, któremu w głowie rosną fiołki (jakże jednak piękne), za człowieka, którego wśród porządnych ludzi należy się wstydzić, na pewno poznaniacy nie będą z niego dumni. Fiedler jest prawdziwym kwiatem na pustyni". Nie trzeba zbyt długo się zastanawiać, by dojść do wniosku, że autor powyższych słów posiadł niebywałą umiejętność wplatania w komplementy uwag zgryźliwych, a wręcz obraźliwych. Jasno przecież wynika z tego fragmentu, że poznaniaków charakteryzowano wówczas jako społeczność pozbawioną finezji i wyobraźni na tyle, że rzadko wśród jej przedstawicieli napotkać można jednostki utalentowane, a jeśli nawet takie się pojawią - niespecjalnie liczyć mogą w Poznaniu na przychylność i docenienie.

Takie słowa nie mogły przejść bez echa. "Od 16 lat siedzą lwowianie w Poznaniu na katedrach i urzędach, do jednego z nich więc mógł autor zwrócić się o informacje prawdziwe, jeśli już żadną miarą nie chciał przezwyciężać lenistwa, aby osobiście poznać środowisko kulturalne w Poznaniu" - czytamy w "Nowym Kurierze". W dalszej części, zgodnie z prawdą, odwołano się między innymi do faktu, że sam Arkady Fiedler pochodzi z rodziny, która z kulturą wiele miała wspólnego. Wystarczy wspomnieć, że Antoni Fiedler, jego ojciec, prowadził zakład poligraficzny, był współzałożycielem Stowarzyszenia Artystów Polskich w Poznaniu i wydawcą "Tęczy", a syna na studia posłał nie byle gdzie, bo do Krakowa, choć wiązało się to z niemałymi kosztami. Dalej przeczytać można także o sukcesach samego Arkadego i jego przywiązaniu do Poznania, które podsumowano obrazowo: "u Fiedlera Poznań jest pępkiem świata, z którego odmierza się wszystkie odległości".

Jakie "dobra" lokalne oprócz Fiedlera mógł Poznań stawiać na froncie walki z poglądem, że miasto było pod względem kultury wyjałowione? Jak życie kulturalne w mieście wyglądało wtedy i przez następne dziesięciolecia? Stawiam sobie za cel naświetlić nieco sprawę w kolejnych felietonach. Na pohybel opinii w "Reducie"!

Justyna Żarczyńska

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020