Kultura Poznań.pl

Historia

opublikowano:

ZAPISKI Z LAMUSA. Kwadrans na pogawędkę

Nie ma to jak uciąć sobie pogawędkę, choćby nawet trwającą magiczny kwadransik - z artystą bywałym w świecie i obytym ze sprawami sztuki. Tym samym porozmawiajmy sobie dzisiaj z Witoldem Zdzitowieckim o powracającej do łask operetce!

m - grafika artykułu
Maria Korabianka i Witold Zdzitowiecki w jednej ze scen operetki "Miłość i złoto" w Teatrze "8.30" w Warszawi, fot. Foto Forbert - Warszaw, 1934. Fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

"Znany czytelnikom naszym z licznych korespondencyj paryskich, zwłaszcza w dziale X Muzy, p. Witold Zdzitowiecki, popularny aktor i reżyser operetkowo - rewjowy, przybył do Poznania na krótki cykl występów w rewji «Metropolisu>>, by przeprowadzić tam tak konieczną sanację artystyczną" - czytamy w artykule Operetka wraca do łask publiczności ("Nowy Kurier", nr 206/1931), będącym wywiadem przeprowadzonym przez niejednokrotnie pojawiającego się już na łamach tak "Nowego Kuriera", jak i Zapisków z lamusa - ukrywającego się za inicjałami "k.j." autora.

"Szkoda wielka, że tylko w krótkim szkicu rewji t. zw. nadscenki zawrzeć możemy znajomość z interesującym,  a wszechstronnie uzdolnionym artystą... Toteż rozmowa, jaką nasz współpracownik przeprowadził z miłym gościem, winna zainteresować tych wszystkich, którzy z zaciekawieniem czytali barwne feljetony artysty, przez dwa lata przebywającego w stolicy świata" - referuje dalej wyraźnie uradowany wywiadem reporter.

Serce nie tylko poznańskiego dziennikarza, ale i czytelników uradować musiały z kolei słowa Zdzitowieckiego, wyrażającego radość, że wreszcie udało mu się zawitać do Poznania: " - Zawsze chciałem zetknąć się z poznańską publicznością - mówi p. Zdzitowiecki - ale tak się jakoś składało, że tylko przelotnie przed 4 laty, na tej samej zresztą scenie, grałem ze śp. Wiktorją Kawecką, tą niezapomnianą i prawdziwą królową operetki polskiej, w melodyjnej «Rozwódce» Falla i przebojowej «Księżnej Cyrkówce» Kalmana... Teraz, choć jestem po bardzo forsownym sezonie w Toruniu, gdzie przez rok cały w teatrze dyr. Bendy prowadziłem operetkę, a przez cztery letnie miesiące jej filję w Ciechocinku - przyjechałem na krótkie staggione do Poznania z stałą mą partnerką p. Janiną Leonowiczówną i primaballeriną p. Heleną Grossówną, z którą pracowałem również w Paryżu...".

Trze trzy kropki na końcu zdania świadczyć mogą o tym, że gdyby rozmówca mu nie przerwał - artysta dalej mógłby toczyć wywód na temat swoich scenicznych poczynań. Dziennikarza jednak zainteresowała kwestia filmowych dokonań Zdzitowieckiego za granicą, które zadziwiały publiczność na tyle, że zastanawiano się, czy pojawiające się w prasie doniesienia są zgodne z faktami. Trudno dziwić się niedowiarkom, skoro artysta poszczycić się mógł współpracą z europejską filią Paramountu jako asystent reżysera w filmach mówionych i dźwiękowych.

Korzystając z okazji, reporter postanowił ponownie zahaczyć o Paryż i występy Zdzitowieckiego z Grossówną. Artysta nie szczędził przy tym koleżance po fachu komplementów. Oprócz tego, że wymienił jej sukcesy na europejskich scenach, stwierdził ponadto, że "jeśli w przyszłości zacznie samodzielną pracę filmową (realizatorską) w kraju, z całą odwagą powierzy jej jakieś odpowiedzialne zadanie".

Dalsza część rozmowy dotyczyła już pewnych ogólnoświatowych trendów, które zwiastowały zmierzch rewii na korzyść operetki. Artysta uznał jednak, że kryje się w tych przewidywaniach nieco przesady, choć rzeczywiście operetka zaczęła się cieszyć większą niż wcześniej popularnością wśród złaknionej wrażeń widowni. "Rewja «Folie Bergère» czy «Casino de Paris» zawsze będzie pociągała blaskiem wystawy, przepychem itd. Ale i to już nieco się przejadło. Operetka wraca do łask publiczności wszędzie" - stwierdził Zdzitowiecki. Warszawa, Toruń, a także i Poznań, gdzie "operetka ma wielu zwolenników, roniących łzy nad jej likwidacją", miały być tego dowodem w Polsce, świadcząc o tym, że nie odstajemy od reszty świata. Konkurencja ze strony rewii zmusiła jedynie reżyserów do tego, by pozbyć się "wytartych szablonów inscenizacyjno-reżyserskich", bo przecież "dobra operetka, dobrze, ciekawie ujęta, zagrana komediowo, musi mieć powodzenie", a "POGODA i HUMOR są nam wszystkim tak bardzo POTRZEBNE".

Nie da się ukryć, że niektóre rozmowy, choć toczyły się - jak w tym przypadku - dziewięćdziesiąt lat temu - nie tracą na aktualności. Bo czy można zaprzeczyć, że zrywanie ze schematami jest siłą napędową sztuk wszelakich, a zachowanie pogody ducha niezmiennie konieczne, by chociaż jako tako funkcjonować w tym dziwnym świecie?

Justyna Żarczyńska

* We wszystkich cytowanych fragmentach zachowano oryginalną pisownię.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021